Wywiad z panem Bartłomiejem Lewandowskim

Co myśli Pan o obecnej sytuacji Kościoła i o wszystkich brudach które są wyciągane przez media?

–          Jest to teraz na topie. Widać to tym bardziej, skoro nawet gazetka szkolna chce podjąć taki temat 😉 Nie sądzę, że problemu nie ma, bo by nie było sprawy. W Kościele od zawsze pojawiał się grzech, bo jest to Kościół grzesznych ludzi. Natomiast traktowanie grzechów kilku księży, mówiąc o całym Kościele jest nieodpowiednie. Jest pewne zło i należy z nim walczyć, umieć nazwać je po imieniu i wyciągnąć konsekwencje. Problem ten jest jednak mocno przesadzony. Zapominamy o całym dobru jakie daje Kościół. Niedługo ludzie będą bali się księży. Dobry dotyk stanie się zły. To może przynieść wiele szkód. Może się wkrótce okazać, że kapłan który przytuli czy weźmie dziecko na ręce będzie uznany za pedofila. Trzeba usunąć to zło, ale także patrzeć uczciwie na Kościół. Bo, gdy czytam choćby newsy na stronach internetowych typu onet.pl, czy wp.pl mogę odnieść wrażenie, że w Kościele jest 90%  zła a 10% dobra a w rzeczywistości jest przynajmniej odwrotnie.

 

 

Kościół mówi stanowcze NIE aborcji, jednak co w przypadku chorych dzieci lub zagrożonych ciąży?

–          Aborcja jest w pewnych sytuacjach dopuszczalna prawnie. Medycyna pozwala wykryć bardzo wcześnie choroby i daje wybór. Lecz  czy decydując się na aborcję ulżymy cierpieniu dziecka czy tez działamy dla własnej wygody? Według mnie zabijanie dzieci tylko dlatego, że mogą urodzić się chore jest totalnie nieludzkie, jak usuwanie rzeczy, która się zepsuła. Nie możemy jednoznacznie stwierdzić czy to chore dziecko będzie nieszczęśliwe. Być może jest to bardziej nasz egoizm, ponieważ nie chcemy brać odpowiedzialności  i trudu wychowania tego dziecka. Być może Bóg chce w ten sposób zmienić wartości w danej rodzinie dając im wyzwanie. Czasem gdy dziecko umiera w bardzo młodym wieku można pomyśleć, że być może Bóg chciał oszczędzić wszelkich przykrości jakie mogły je spotkać na świecie. Gdybyśmy mówili o wyborze pomiędzy życiem dziecka i matki moralnie uzasadniony byłby wybór życia matki, gdyż ma ona większe szanse na przeżycie. Nie powinno się wymagać ryzykowania utraty obu istnień. Jest natomiast przykład pewnej kobiety – Joanny Beretta – Molla, która poświęciła się aby uratować swoje dziecko. Ona zmarła po porodzie, natomiast dziecko przeżyło. Została ogłoszona świętą. Heroizm tej kobiety został nagrodzony, jednakże nie jest on wymagany.

 

 

Często nagłaśnia się też sprawę in vitro która jest dość kontrowersyjnym tematem. Jakie jest pana stanowisko w tej kwestii?

–          Jest to kwestia sporna, ponieważ z jednej strony jest to szansa dla ludzi którzy nie mogą mieć dzieci i spełnia to ich marzenia o macierzyństwie. Jednak jest to też problem moralny, głównie dlatego, że pozostałe zarodki czekają zamrożone w lodówce na moment powstania ludzkiego życia staje się wytworem „produkcji” a nie aktem miłości. Jest mi łatwo wyrażać swoją negatywną opinię, ponieważ nie mam takiego problemu. Jednakże nie wiem do końca jak bym się zachował w takiej sytuacji. Jest natomiast jeszcze inne wyjście – adopcja – rozwiązanie przez Kościół stanowczo pochwalane – jest to jakby oddanie sprawiedliwości dziecku, które od urodzenia nie mogło, z różnych powodów, jej zaznać. Jednak instynkt macierzyński kobiety jest bardzo silny i często adopcja go nie zaspokaja. Ostatecznie, czy każdy jest powołany do bycia rodzicem? I czy mamy prawo do tego, aby swoje pragnienie „posiadania dziecka” za wszelką cenę realizować? Określenie „posiadania” używam celowo, bo dziecko przestaje być tu darem… Tylko jak to powiedzieć tym małżeństwom dla których własne dziecko jest największym marzeniem?

 

Jednym z tematów poruszanych na Pańskich zajęciach była tolerancja. Jesteśmy ciekawi jakby pan zareagował na wieść,  że pański syn jest homoseksualistą?

–          Nigdy o tym nie myślałem. Tolerancja w rozumowaniu chrześcijańskim to przede wszystkim szanowanie drugiego człowieka, niekoniecznie natomiast jego postępowania. Problem homoseksualizmu jest taki, że nie potrafimy dziś powiedzieć skąd on się bierze – na ile jest to cecha wrodzona, na ile nabyta poprzez wychowanie, lub, co chyba najbardziej przerażające – czy nie jest to przypadkiem podążanie za swego rodzaju modą. Na pewno starałbym się zrozumieć, szukać powodów. Ciężko mi „gdybać” ponieważ nie wiem jakbym zachował się w takiej sytuacji. Myślę, że reakcja gwałtowna i nieprzemyślana przyniosłaby skutek odwrotny do zamierzonego, dlatego trzeba by do tego podejść z konieczną delikatnością i próbą zrozumienia co leży u podstaw.

 

 

Ma pan już żonę i dziecko, być może w przyszłości będą kolejne. Co myśli pan o stosowaniu antykoncepcji, tak popularnej w owych czasach?

–          Nie jestem jej zwolennikiem. Każda kobieta została przecież wyposażona w naturalny tryb płodności. Wymaga to jednak pewnej wstrzemięźliwości i zaangażowania obu partnerów. Można powiedzieć, że stosując się do metody naturalnego planowania rodziny jesteśmy otwarci na nowe życie. Ewentualna ciąża dla chrześcijanina stosującego nmpr nie powinna być ciężarem, lecz darem od Boga. Wiadomo bowiem, że ten sposób regulacji poczęć nie jest skuteczny w stu procentach, dlatego też nie zamyka on małżonków na nowe życie. Jest to często wyśmiewane, ponieważ nie można na tym zarobić oraz wymaga trudu i poświęcenia – przecież przeciętny człowiek XXI wieku nie lubi się trudzić i poświęcać. Uważam jednak, że sposób ten jest bardziej ludzki, ponieważ stawia decyzję ponad popędem, uczy wzajemnej odpowiedzialności.

 

 

Jest Pan katechetą w dwóch szkołach. Czy są jakieś zasadnicze różnice między uczniami lub samą szkołą?

–          Lubię obie szkoły na swój sposób. To co mnie zdumiewa w uczniach z liceum to to, że wielu z was ma pasje. Bardzo cenię sobie ludzi którzy się czymś interesują, choćby to były warcaby czy bierki wyczynowe. Widzę, że osoby, które mają multum zainteresowań, zajęć pozalekcyjnych i tak mają mnóstwo czasu, aby angażować się w coś jeszcze. I mają, co ciekawe, więcej energii od tych którzy nie interesują się niczym – ci zazwyczaj przypominają „zombie”. Jeżeli chodzi o podobieństwa i różnice to oczywiście one są, ale nie chciałbym tutaj faworyzować żadnej ze szkół. Nie ma natomiast moim zdaniem wielkiej przepaści jeśli o to chodzi.

 

Odbiera się pana jako osobę pogodna i żartobliwą. Lubi pan żartować więc może podzieliłby się pan z nami jakąś anegdotą?

–          Czasem gdy na lekcji temat do zrealizowania dotyczy kwestii bardziej ogólnej a nie czysto religijnej uczniowie zamykają się w schemacie myślenia „kościółkowego” przez co ich odpowiedzi są nieco dziwaczne. I tu nasuwa mi się żarcik o wiewiórce, który kiedyś słyszałem. Nauczycielka na lekcji religii pyta dzieci: co to jest: małe, rude, z kitą i skacze po drzewach. Odzywa się Jasiu: Normalnie powiedziałabym, że wiewiórka, ale jesteśmy na lekcji religii więc to pewnie Pan Jezus.

Dlatego też mam małą złotą myśl na koniec. Nie zamykajmy się w schematach. Cenię sobie ludzi, którzy myślą. Ten, który myśli może się mylić i błądzić, ale najważniejsze żeby miał swoje zdanie. Wiara to wewnętrzna wolność. Chrystus nas wyzwolił do wolności. Słowa, które często stosował to: „jeśli chcesz”. Trzeba więc szukać, mieć otwarty umysł, umieć analizować to, co nas otacza, interesować się. Wtedy jest się już bardzo blisko Boga. Pozostanie jeszcze bariera wiary, która jest Bożą łaską i żadnym wnioskowaniem się jej nie nauczymy.

 

 

Weronika Gorszkowiak i Martyna Kotecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *