Przeczytasz moją książkę?

– On?! – krzyknęłam. Od razu spotkałam się z zaciekawionymi spojrzeniami obecnych tu ludzi. Skarciłam się w duchu za swoją bezmyślność i gadanie do siebie, i pogrążyłam się w czytaniu wypowiedzi taty na temat dziadków i mnie. Mówił, że wcześniej ich ostrzegałam, że nie przypuszczał, że mogę sprawić, że zginą. „Co za dupek”, pomyślałam. Kiedy doszłam do momentu gdzie policja wyliczała wszystkie moje przewinienia, zatrzasnęłam gazetę i schowałam ją na sam spód stosu. Nie zamierzałam się tym przejmować. Po rozwodzie do tej pory nie odezwał się ani do mnie, ani do mamy. „Znalazł sobie inną”, mówiła mama. Na początku nie chciałam w to wierzyć, ale z czasem sama to zobaczyłam. Pewnego razu idąc ze szkoły postanowiłam wstąpić do jego biura, gdzie pracował. Recepcjonistka mówiła, że mam chwilę poczekać, ale nie przejmowałam się tym. „W końcu jestem jego córką i mogę tam wchodzić kiedy zechcę”, myślałam. Idąc długim holem cieszyłam się, że w końcu go zobaczę, ale moja radość skończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Kiedy otwarłam drzwi moim oczom ukazała się wręcz ohydna scena. Kobieta ubrana w krótką prostą spódnicę przechylała się przez biurko i namiętnie całowała mojego tatę! Nie wspominając już o tym, że jego koszula była rozpięta. Kiedy moja stopa przekroczyła próg tego pokoju kobieta odwróciła się, a ja zatrzasnęłam za sobą drzwi i wybiegłam holem z budynku. Od tamtej pory go nie widziałam. Nie mogło do mnie dotrzeć, że mógł całować inną kobietę niż mama, myślałam, że są sobie przeznaczeni. Jednak się myliłam. Ze wstrętem spojrzałam na stojący przede mną kubek z kawą. Straciłam ochotę na dopijanie jej do końca, więc wstałam i ruszyłam do wyjścia. Było strasznie zimno, więc do domu postanowiłam dobiec truchtem. Wchodząc, od razu udałam się do kuchni, by przygotować sobie coś do jedzenia. Naszła mnie ogromna ochota na sałatkę z tuńczykiem. Wyciągnęłam wszelkie potrzebne składniki i zabrałam się do przyrządzania potrawy.

– Cześć kochanie, wróciłaś. Musimy porozmawiać. – dobiegł mnie z salonu głos mamy.

– Cześć, wróciłam, ale sądzę, że nie mamy o czym. – powiedziałam łagodnie nie chcąc wywołać kłótni.

– Owszem, mamy. Dziś przyszedł list ze szkoły, od dyrektora… Wiesz co chcę powiedzieć? – mówiła wchodząc do kuchni. Najwyraźniej miała jeden z tych jej „ciężkich dni”. Ubrana w szlafrok, w ręku trzymała papierosa. Włosy stanowiły straszny bałagan na jej głowie powiększając ją niemal dwukrotnie. – Będziesz miała kłopoty. Zaraz. Przecież ty już masz kłopoty! Nie potrafisz zachować się tolerancyjnie wobec nauczycieli? Co ja z tobą mam… – rzekła zaciągając się papierosem.

Wzruszyłam ramionami i skończyłam robić sałatkę. Postanowiłam wziąć gorącą kąpiel w wannie i zrelaksować się przy spokojnej muzyce. Matkę olałam totalnie. Wchodząc do łazienki powoli zdjęłam z siebie ubranie, podeszłam do radia i włączyłam płytę. Szybko poszukałam kadzidła o zapachu fiołka afrykańskiego, który (jak mawiała moja babcia) pobudza duchowość i daje ochronę. Po chwili poczułam łagodny zapach, który sprawił, że od razu się uspokoiłam. Nalewając wody do wanny zmyłam makijaż i gdy kąpiel była już gotowa, zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Zamknęłam oczy i pozwoliłam odpłynąć myślom w daleką podróż.

Obudziło mnie nerwowe pukanie do drzwi łazienki. Szybko się ocknęłam.

– Zaraz wychodzę, mamo! – krzyknęłam. Wyszłam z wanny, otuliłam się szlafrokiem, włosy zawinęłam w ręcznik robiąc z niego turban na czubku głowy. Otwierając drzwi ukazała mi się zakłopotana twarz mamy gorączkowo tupiącej nogą o podłogę.

– Co się stało? – spytałam.

– Zejdź na dół. – odpowiedziała i ruszyła po schodach do kuchni.

Idąc za nią nie spodziewałam się tego, co chwilę później ukazało się moim oczom. W kuchni siedział on. Ubrany w szare dresy i białą koszulkę wyglądał zupełnie inaczej, niż wtedy, gdy spotkaliśmy się na ulicy. Jak tu trafił? Musiał mnie śledzić.

– Cześć. – odezwałam się nieśmiało do przybysza. Mama przeszła obok posyłając mi pytające spojrzenie i udała się do swojego pokoju. Chłopak nie odezwał się, ale uniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy. Były piękne. Nigdy nie widziałam takiej barwy. Złoto-szare, cudowne oczy wpatrywały się we mnie, a ja nie byłam w stanie wydusić z siebie choćby słowa. Nie mogłam też odwrócić od nich wzroku. Czułam się, jakby ktoś mnie zahipnotyzował. Po chwili zrobił coś, co sprawiło, że omal nie zemdlałam. Wstał, podszedł do mnie i dotknął wierzchem dłoni mojej twarzy, a ja stałam tam, kompletnie nie wiedząc co robić.

– Chodź ze mną. – szepnął. „Wszędzie, gdzie tylko zechcesz, nawet nie musisz prosić”, chciałam odpowiedzieć. W tym momencie byłam gotowa iść za nim nawet na koniec świata. Chwycił moją rękę i zwrócił się ku drzwiom wyjściowym. Po chwili dotarło do mnie, że jestem przecież w samym tylko szlafroku!

– Pójdę z tobą, obiecuję, ale najpierw muszę się ubrać. Za chwilę wrócę, poczekaj sekundę. – powiedziałam i ruszyłam biegiem po schodach. Wpadając do pokoju w błyskawicznym tempie zrzuciłam z siebie szlafrok, ubrałam bieliznę i zaczęłam wyrzucać wszystko z szafy. „Co mam ubrać?”, krzyczałam w myślach.

– Mogę?

No nie, tylko nie to.

Marta Perska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *