All hearts are broken

Z przeznaczeniem problem był taki, że cokolwiek zrobiłeś, prędzej czy później okazywało się to złe, jeśli mu nie odpowiadało. Mogłeś wyrzec się samego siebie, poświęcić wszystko, co posiadałeś i czego nie, łącznie z własną godnością i to nadal nie wystarczało. Ktoś kiedyś powiedział, że twoi przyjaciele muszą polec, jeśli ma nastać nowe jutro.

A co z kochankami?

 

*

 

Kurz ciężko opadł mu w płucach. Przez powieki przebił się promień błękitnego światła. W zasadzie tylko przez prawą powiekę – był to bardzo mały promień, a on leżał na brzuchu, przywalony resztkami gruzu, wciąż kurczowo trzymając kołnierz marynarki i osłaniając głowę rękami, choć od ostatniego poruszenia w tym miejscu minęło co najmniej kilka godzin. Jego dłonie opadły na ziemię, zbierając piasek w garści, mięśnie drgnęły, głos odmówił posłuszeństwa. Gwałtownym ruchem przewrócił się na plecy, sycząc z bólu, oczy wciąż miał zaciśnięte, ale po przetarciu brudnymi palcami otworzyły się. Przechylił się w prawo, kaszląc zawzięcie. Kurz i pył. Nawet za życia nie dają nam spokoju. Kasłanie ustało, urywany oddech nabrał regularności, obraz – jakby ostrości. Odeszłam, zanim mnie zobaczył.

 

*

 

– Niebezpieczna to rzecz, nagle wiedzieć tyle o sobie. Kim byłeś, kim jesteś i kim będziesz. Człowiek żyje zazwyczaj tym, że nigdy nie wie, zawsze pragnie się dowiedzieć. I uczynki uzasadnia niewiedzą.

– Zawsze wiedziałem. Coś wiedziałem. Wystarczająco wiele, aby nie móc się usprawiedliwić.

– A więc obarczanie tym wszystkim przeznaczenia nie wchodzi już w grę?

– Wchodzi. Ale niczego nie ułatwia. To w końcu i tak moje decyzje.

– Niczego nie zmienią, twoje czy moje.

– Gdyby ludzie zawsze tak powtarzali, gdzie bylibyśmy teraz?

– Masz świadomość, to ponoć wielka broń.

– Co mi po niej, zrobiłbym to samo i bez tego. Pozostaje tylko gorycz wiedzy, którą posiadasz tylko ty i nikt inny nie może jej zrozumieć. Rozumieć nie znaczy być szczęśliwym.

– Powiedzieć ci prawdę? Świadomość to porażka. Niezdolność do niewiedzy. To pełnia poczucia porażki. Nie odczuwasz niczego innego.

– Wszystko dlatego, że przeznaczenie kpi z nas. W bajkach koniec był dobry, jakkolwiek ktoś narozrabiał.

– W życiu koniec jest zawsze zły, jakkolwiek się starasz.

– Mam coś gonić?

– Prędzej kogoś. Ale co ja mogę o tym wiedzieć?

– …

– Tak?

– Nie odchodź.

– Dlaczego? Przecież nie ma tu już dla mnie miejsca. Poza tym – ja już odeszłam. Nikt nie odchodzi dwa razy. Jeśli raz, to już na zawsze.

 

*

 

Pola bitwy są straszne. Nie ma w tym ani niedopowiedzenia, ani przesady. Straszność może być przeróżna i na tym polega jej straszność. Pole jest raz pełne, raz puste, krew ciepła i obrzydliwa, namioty szpitalne głośne i cuchnące, krzyki smutne i radosne, pochody żałobne i zwycięskie, korony drogie i zimne.

 

Pełnia, pustka, ciepło, ohyda, hałas, smród, smutek, radość, żałoba, zwycięstwo, cena, chłód – to wszystko jest straszne.

 

Pola bitwy są straszne.

 

Nigdy do nich nie przywykasz, wciąż masz dreszcze, albo umierasz. Zwyczajnie lub wewnętrznie, sursitaire. Chyba, że rodzisz się rycerzem.

 

***

 

– Rycerze są aż tak źli, czy aż tak dobrzy, pani profesor?

– I tacy, i tacy.

 

***

 

Zebrało mu się na wymioty, ale nie skłoniło go to do odejścia. Okrzyk, deszcz, błyskawica. Ogień… ognia tu nie ma, ale gdzieś był, przecież go czuł. Ciała nie były ludźmi, były ciałami, nawet jeśli któraś z twarzy miała znajome rysy. Minął wielu i powalił wielu i nie chciał się zastanawiać, bo wtedy mógłby przestać, a to nie wchodziło w grę. Nie mógł przegrać. Nie chciał wierzyć, że może. Że mógłby.

 

Za późno. Zawsze jest za późno. Na coś zawsze zdążysz, ale na coś zawsze jest za późno.

 

Nie chciał być świadomy. Tego wszystkiego. Nie chciał, ale był.

 

Myślał, że ma wpływ na wszystko, ale wszystko wymykało mu się z rąk.

 

Król leżał na samym środku, jakby grawitacja i przypadek zakpiły sobie z niego. Jakby przeznaczenie pokazało mu, że nikt nie uchroni się przed nim, nawet ktoś leżący pośrodku, nawet ktoś, kto go szuka.

 

Wszystkie serca prędzej czy później są złamane. Dlaczego się przejmowaliśmy?

 

*

 

Krew, wszędzie krew, nie unikniesz krwi. Nawet jeśli nie lubisz jej słodkiego zapachu i metalicznego posmaku. Nawet jeśli jej nie przelewasz. I nawet jeśli nikt nie przeleje twojej.

Choćby w snach.

 

*

 

Przepaść nie wydaje się tak straszna. To nic, to tylko natura, to jest tylko trochę niżej, niż kroczą twoje stopy. Nie ma niczego strasznego w przepaści, wszystko o niej wiesz. Jesteś nawet świadom, co przepaść znaczy i jak się kończy.

Odchodzisz. ..

Wcale nie płakałam, może tylko trochę.

 

*

 

Jego pocałunek smakował krwią, którą przed chwilą wypluwał, ale wciąż był znajomy. Uścisk dłoni zelżał mimo wszystko, mimo „kocham cię” wyszeptanego w gorączce.

 

To wszystko miało jakikolwiek sens?

Nie pytaj tak, wszystko ma sens, nawet porażka.

 

*

 

Król umarł, odszedł, przepadł. Zamknął oczy i przestał oddychać. Tak po prostu. Jak to mają w zwyczaju ludzie. W śmierci nie ma nic nadzwyczajnego, choćbyś był najniezwyklejszym człowiekiem.

Jednak w samym fakcie jest coś, jest pustka (a pustka to przecież strach).

On czuje więc strach, przejmujący, niewyobrażalny, ściskający serce, dławiący gorzkimi łzami.

 

Płakał i płakał, całkowicie bez końca i bez nadziei.

 

Przeznaczenie wygrało, przecież wiedział od początku, że tak będzie. Był świadom.

 

*

 

Och, nie płacz, kochanie. To nie jest jedyne rozwiązanie. Może jutro obudzisz się w całkiem innym świecie.

Jutro może być całkiem inna rzeczywistość, gdzie nie ma strachu. Przynajmniej nie tyle i nie takiego.

Jutro może być za tysiąc lat, albo po kolejnym wschodzie słońca.

Jutro możesz zawołać i wróci do ciebie. Lub po ciebie.

 

Mówiłam, że nikt nigdy tak naprawdę nie wraca, jeśli odejdzie. Kłamałam, bo cię kocham. Mam rację co do siebie – ja nie wrócę. Nie mogę.

Ale niektórzy czasem nie mogą zostać. Muszą wrócić. A żeby wrócić, trzeba najpierw odejść.

 

*

 

– Mogę prosić cię o radę?

– Możesz, zawsze. Ale ja nie muszę odpowiadać lub mogę zrobić to źle. Nie polegaj na mnie, to zależy od ciebie, co zrobisz.

– Ale zapytać nie zaszkodzi.

 

 

***

– Myślisz, że On zrobiłby to?

 

Dziewczynka zakołysała się na krześle, zabawnie przekrzywiając głowę, aby lepiej przyjrzeć się motylowi na parapecie.

 

– Poświęciłby swój wspaniały, nieśmiertelny umysł i moc… przepaści. Zwykłej, nudnej przepaści.

– Myślę, że tak, zrobiłby to. Gdyby ją kochał bardziej niż Króla, tak, zrobiłby to. Ale w takim razie to opowieść o czymś całkiem innym. Wcale nie o rycerzach.

 

Pani profesor pokiwała głową, gładząc dłonią brzeg skórzanej oprawy książki.

 

– W pewnym sensie i tak wpadł w przepaść. Czasu.

– Ależ nie – uczennica potrząsnęła jasną grzywką. – Przecież dziś jest jutro. Czy niczego się pani nie nauczyła?

 

Kamila ‚Megalcarwen’ Matuszewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *