Nina w Bangkoku.

Sześciogodzinna różnica czasu wcale nie przeszkadza przy realizacji wywiadu do „Zajawki”, oczywiście (niestety) przy pomocy Facebook’a.

Tak więc wkraczamy w kolejną rozmowę z serii ‘Ciekawe Twarze’. Zabiorę Was w świat marzeń i celów, które wydają się być odległe, a jednak są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy chcieć i mieć odwagę. A to nic trudnego prawda?:)

Moją drugą z kolei rozmówczynią była Nina, Nina Kozar. A pisała prosto z Bangkoku. Nina zaraz po pierwszej klasie w naszym liceum postanowiła, że przecież wcale nie musi kończyć szkoły w Polsce i… przeczytajcie i dowiedzcie się sami.:)

Kasia.N.: Hej, Nina!:) No dobra, to może zacznijmy tak od samego początku. Jak to się stało, że wylądowałaś w Bangkoku?:)

Nina Kozar: Starałam się o stypendium w Wielkiej Brytanii. O możliwości wyjazdu do Tajlandii dowiedziałam się podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Decyzja o wyjeździe do Bangkoku zajęła dość dużo czasu, ale myślę, że była słuszna:)

K.N.: Czyli wyjechałaś na tzw. stypendium?

N.K.: Można powiedzieć, że jest to stypendium naukowe. Wciąż można zgłaszać się do tegorocznego naboru, który trwa do dwudziestego grudnia. Wszystkie informacje podane są na stronie: http://www.kfon.pl/site/21.stypendia.html

. Jeśli ktoś z pierwszoklasistów byłby zainteresowany – służę pomocą.:)

K.N.: Jak wspominasz swoje początki? Mówisz tam po angielsku?

N.K: Przystosowywanie się do nowego otoczenia, klimatu, kultury pochłonęło mnie na tyle, by nie myśleć jak wiele kilometrów dzieli mnie od domu. Zanim się zorientowałam, życie tutaj stało się rutyną.
W szkole mówimy po angielsku. Poza szkołą staram się używać tajskiego, dla Tajów jednak moje starania wciąż zdają się być nie lada rozrywką.

K.N.: Wow! Uczysz się tajskiego? Trudny język?

N.K.: Tak.. jest strasznie trudny. O nauce czytania nawet nie marzę.L

K.N.: Hah, tak sobie przypominam jak mam czasami problem z przeczytaniem słówka po niemiecku a tajski to dopiero musi być wyczyn! ;p Jak poradziłaś sobie z tęsknotą? Bo jednak to nie mała odległość i jak często bywasz w domu?

N.K.: Tęsknota za rodziną i przyjaciółmi od początku była i wciąż jest najtrudniejszą i niestety nieodłączną częścią mieszkania tak daleko. W poprzednim roku wróciłam do Polski 3 razy – Boże Narodzenie, Wielkanoc, wakacje.

 

K.N: Zauważyłaś jakieś bijące różnice między Polską a Tajlandią? Coś Cię zszokowało, zdziwiło ?

N.K: Największe wrażenie wywarł na mnie ogromny kontrast między poziomem życia ludzi biednych i zamożnych. Ci pierwsi sypiają pod mostami lub na chodnikach, przy tych samych drogach swoje wytworne wille stawiają ludzie bogaci. Skrajna bieda lub skrajne bogactwo. Odnosi się wrażenie, że nie ma tu niczego, co odpowiadałoby naszej klasie średniej.
Poza tym pogoda – w czasie monsunu ulice w 5 minut zamieniają się w rwące rzeki. Po chwili od skończenia ulewy, nie ma już po niej śladu.
Jestem zafascynowana mentalnością Tajów. Ich energia, optymizm i nieznikający uśmiech to z pewnością rzeczy, których będzie brakowało mi po opuszczeniu Tajlandii.

K.N.: Mhm.. myślę, że jest ona warta odwiedzeniaJ A w takim razie co później, po liceum? Masz już jakieś cele?

N.K: Jestem teraz na etapie podejmowania decyzji co do dalszych planów. Nic nie jest jeszcze pewne, więc wolę nie zapeszać.

K.N.: Jak ten wyjazd wpłynął na Twoje życie? Bo niewątpię, że musi to być niesamowite przeżycie i nie lada doświadczenie.

N.K.: Uważam wszystkie zmiany, które ten wyjazd wniósł do mojego życia za bardzo pozytywne. Dodał mi odwagi i otwartości. Nauczył mnie też jak właściwie doceniać wszystko to, co miałam już wcześniej. Po wszystkim co tu przeżyłam, co widziałam, jestem pewna słuszności swojej decyzji.

K.N.: W takim razie bardzo się cieszę i życzę Ci dalszych sukcesów i spełnienia kolejnych celów i marzeń.

N.K.: Dziękuję.

 

Kasia N.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *