Król Drozdobrody – opowiadanie

W ciemnym ponurym pokoju o bordowych ścianach, siedziało dwoje ludzi, pochylających się nad rozłożoną na stole talią kart Tarota. Przez okna zaciągnięte ciężkimi kotarami z trudem przezierały pojedyncze promienie słońca.
– Więc to jedyne wyjście dla mej jedynaczki? – westchnął mężczyzna ciężko, jakby dźwigał jakieś niewidzialne brzemię – a jeśli moja odmówi? Znasz ją , wiesz, jakie z niej ziółko.
Piękna kobieta w błyszczącej szacie z tysiąca smoczych, opalizujących łusek podniosła wzrok pytającego. W jej szmaragdowych oczach nie wyczytał ani cienia nadziei
– Pamiętaj, że klątwa zadziała, gdy tylko Miranda stanie się pełnoletnia. Rozumiem, że trudno to zrozumieć tu i teraz, w świecie, w którym żyjemy od lat, i który stał się dla nas drugim domem, ale pamiętaj, że Miranda jest półkrwi…
– Nie zapominam o tym ani przez chwilę – zapewnił mężczyzna tarmosząc nerwowo markowy krawat, jakby się dusił – chociaż czasem pragnąłbym zapomnieć…Tęsknię za Drakolos, ale…dla mojej księżniczki tutaj jest bezpieczniej. Nie zasiądzie na smoczym tronie naszych ojców, ale będzie władała moim imperium, tym, co stworzyłem przez lata. Tutaj.
– Niestety, przeszłości nie wymażesz, Drakonie. Płynie w jej żyłach nasza krew, niepokorna i harda, która w porę nieokiełznana zmieni ją w istotę nieprzewidywalną i złą. Ktoś musi nauczyć ją pokory , odnaleźć w niej dobro i pokazać jak…być człowiekiem. Dajmy na to jakiś…mąż.
– Mąż? – roześmiał się Drakon ubawiony do łez – widać dawno nie widziałaś swej chrześniaczki. Robi, co chce, nikogo nie słucha, wagaruje…mam z nią prawdziwe utrapienie. Nie jesteśmy w Drakolos, Aubrietto, tutaj dziewczyny kończą studia, potem robią karierę zawodową, zdobywają niezależność, samodzielność, na sam koniec zaś..
– Będzie dla Mirandy za późno. Wiedziałeś o tym, kiedy wiązałeś się z jej matką. Do dziś nie rozumiem dlaczego? Kiedy rozbił się nasz Airdraker, dałam ci zatruty sztylet, byś nie wpadł im w ręce, a ty poślubiłeś jedną z nich.
– Było za późno. Obudziłem się oszołomiony, leżąc na stole w laboratorium. Wokół stali ich naukowcy, by za pomocą skalpeli i rozłożyć mnie na czynniki pierwsze. Nie było chwili do stracenia, zacząłem uciekać i trafiłem do jasnego pomieszczenia, gdzie zapłakana kobieta opatrywała rany nieprzytomnemu mężczyźnie. Musiała go bardzo kochać…pomyślałem że to dla mnie szansa, zwłaszcza, że pogoń była tuż…Wyszła za mnie, sądząc, że to on cudem uzdrowiony, a ja oszalałem na punkcie istoty o oczach jasnych jak wody Neeree opływającej Drakolos. Wiedziałem, że nie wolno nam mieszać królewskiej krwi, ale kiedy przyszła na świat Miranda, byłem po prostu szczęśliwym tatusiem…człowiekiem. Nie myślałem wtedy o klątwie.
– I to był błąd, Drakonie, który teraz musisz naprawić, inaczej twoja jedynaczka wyrośnie na potwora bez serca.
– Jesteś magiem, czemu więc nie użyjesz swych mocy?
– Gdybym miała swój kryształ, niestety podczas naszej ucieczki, nie zdążyłam po niego wrócić. Miałam do wyboru ratować brata, albo Oko Czasu. Mimo to będę czuwać nad Mirandą, musisz tylko znaleźć jej męża.
– To najtrudniejsza inwestycja, z jaką się spotkałem jako buisnesman, mimo to wydam bal na którym gwiazdą będzie moja Miranda. Mam nadzieję, że choć jeden przystojniak zdąży ją zainteresować na dłużej.

W tym samym czasie na zatłoczonej samochodami głównej arterii stolicy za najnowszymi cudami techniki motoryzacyjnej , dysząc spalinami wlókł się stary, czerwony weteran szos. Jego młody właściciel w przeciwieństwie do innych kierowców nie narzekał na tasiemcowy korek w którym jak co dzień o tej porze przyszło im stać. Wystawił głowę przez uchylone, przednie drzwi, i z zainteresowaniem przyglądał się ślicznej modelce, słodko uśmiechającej się doń z wielkiego bilbordu zakrywającego jedną ze ścian Drakon Center. Widząc to, siedzący obok młodzieniec o azjatyckim pochodzeniu kiwnął głową w stronę reklamy i powiedział z uznaniem
– Prawdziwe cudo nie z tego świata – niestety poza zasięgiem. Co najwyżej możesz sobie popatrzeć i pomarzyć.
– Ożenię się z nią. Ile razy tu stoimy po południu, tyle razy jej to obiecuję – uśmiechnął się jasnowłosy – zielonooka będzie mi parzyć angielską herbatkę i przynosić kapcie.
Czien – Chi zachichotał
– Ona? – Tobie? A wiesz kto to jest?
– Już mówiłem, moja przyszła żona – jasnowłosy puścił oko do bilbordu – The Best!
– Tak, tak – skośnooki poklepał go po ramieniu – jej tatuś rządzi połową świata. No wiesz, polityka, giełda, banki, centra handlowe. Rekin finansjery. Tylko marzy o tym, by taka mała rybka jak ty – rozwoziciel pizzy i gwiazda rocka koncertująca w garażu został jego zięciem. Za marzenia nie karzą, stary, ale…
Kornello nie słuchał dalszego wywodu koreańskiego imigranta. Pracował z nim rok, a on wciąż nie miał pojęcia, że ten „ rozwoziciel pizzy” jest jednym z najbardziej wpływowych ludzi w regionie. Był przekonany, że jako zwykły człowiek lepiej pozna swych pracowników, i nie zostanie tak szybko rozpoznany. A jednak się mylił.
Tuż obok, na lewym pasie stała limuzyna, na pozór niczym się nie wyróżniająca od innych tego typu pojazdów, może poza…pasażerką. Niewiarygodnie piękna kobieta przyglądała się uważnie młodemu człowiekowi dłuższą chwilę, po czym wychyliwszy się przez uchyloną szybę rzuciła jakąś kopertę wprost na kolana Kornella. Zdumiony zerknął na jej zawartość pachnącą nieziemskimi perfumami.
„ Zaproszenie na bal charytatywny do Drakona Batsa” – uśmiechnął się zadowolony – „ Moja słodka kusicielka z bilbordu też tam będzie…”
– Ale babka! – przerwał mu Koreańczyk – w życiu takiej nie widziałem! List pachnie, jak kąpiel Wenus. Co ci tam napisała..?
Kornello zastanowił się chwilę – już gdzieś ją…- i naraz przyszła mu do głowy szalona myśl – Jest uderzająco podobna do mojej ślicznotki z centrum, dziwne..
Piękna w swej limuzynie zaparkowanej za rogiem też była poruszona do głębi.
– Mogłabym przysiąc, że to syn Romualda. Podobnie jak ojciec udaje kogoś, kim nie jest, wtapiając się w tłum. Mnie jednak nie oszuka. Kosmiczny pył na zaproszeniu już zatruwa jego umysł, wkrótce nie będzie mógł oddychać bez Mirandy..
Nie wiedziała, że zakochany Kornello od dawna nie potrzebował kosmicznego pyłu…Jednak nie znał prawdziwego oblicza swej wybranki..
Była jedenasta. Lekki podmuch leniwie poruszał słodkimi firankami o landrynkowej barwie. W koszyczku wyłożonym różowymi poduszkami ziewał pachnący perfumami bieluśki pudel, tarmosząc swą wciąż śpiącą panią za ognistorude loki wielką kaskadą spływające po jedwabnej pościeli. Tuż obok głowy dziewczyny leżał najnowszy, zrobiony na zamówienie jej ojca telefon komórkowy wyłożony masą perłową i usiany cyrkoniami, wydając z siebie piskliwe dźwięki. Te bardzo nie spodobały się właścicielce.
– Precz! – rzuciła złośliwym przedmiotem o drzwi akurat w tej samej chwili, gdy do jej pokoju wszedł papa
– Cóż to, moja panno, ciskasz we mnie telefonem, który dopiero co przysłano od projektanta? Wiesz ile mnie kosztował? – oburzony rozcierał bolącą szczękę z – Tego już za wiele! I dlaczego jeszcze nie jesteś w szkole? Tym razem nie przekonam twej dyrektorki i będziesz musiała powtarzać klasę.
– Mam gdzieś szkołę i panią Rolland. Po co mi nauka, skoro jestem bogata, i mogę robić, co mi się podoba. A.., i zwolnij tę starą wiedźmę Arisę, którą zatrudniłeś wczoraj wieczorem. Zawsze rano czekała na mnie kawa light i dietetyczne ciasteczka, dziś nie ma nic! – dziewczyna w skąpej piżamce przeciągnęła się rozkosznie – No, nie gniewaj się tatku, już wstaję, bo mam dziś sesję dla „ Cienia Gwiazd”
– Pójdziesz do szkoły, odwołałem twoje zdjęcia do tabloidu i…
– Co znowu – rozpieszczona jedynaczka wydęła pogardliwie usta – mam włożyć habit i udać się do kościoła na pokutę?
– Przeciwnie, dziś wieczorem wydaję bal. Będziesz gościem honorowym, postaraj się wyglądać jak na damę przystało. Będzie wielu młodych ludzi z pozycją, chcę byś ich poznała.
– Z jaką firmą tym razem przewidujesz fuzję, że potrzebujesz mego wsparcia – zachichotała mrużąc oczy zielone oczy w nieludzkie szparki – wiedz, że póki co, nie ma na mnie ceny.
– To nie fuzja, i nie buisness, aaa.. – Drakon zawahał się, i zastanowił jakby najoględniej przedstawić córce propozycję małżeństwa – Chciałbym …połączyć twoje interesy z interesami jakiegoś przyzwoitego młodego człowieka. Skoro nie chcesz chodzić do szkoły, wyjdziesz za mąż!- ostatnie słowa powiedział tonem, który zdziwił młodą damę
– No żartujesz! – roześmiała się biorąc na ręce pudla przebierającego nogami – takiego rodzaju kary się nie spodziewałam. Lepiej zawołaj Arisę, niech wyprowadzi Pączusia, za chwilę..
I było za późno. Po jedwabnym peniuarze pociekła żółta strużka
– Widzisz! Przez twoje zrzędzenie mój Pusio na mnie nasikał! Potrzebuję kąpieli i najlepiej Spa, teraz zaraz! – tupnęła nogą ze złością – a ten łach możesz oddać dla biednych! I ten złom też – kopnęła leżący telefon – I tak w ogóle mógłbyś już stąd wyjść! Jestem okropnie wściekła, mogłabym zionąć ogniem!
W oczach Drakona pojawiły się dziwne błyski. Aubrietta miała rację, trzeba natychmiast działać”
– Nie lubisz wychodzić ze swej sypialni, więc pozostaniesz w niej do wieczora. Przyślę ci kogo trzeba, byś wyglądała olśniewająco. Mam dość twoich fochów, tymczasem bywaj, będę dziś bardzo zajęty.- po czym odwrócił się na pięcie, i nie zważając na protesty córki wyszedł.
Rzuciła się za nim by sforsować drzwi, daremnie, ojciec zdążył uruchomić szyfr w zamku. Chciała zadzwonić do przyjaciółki, by się poskarżyć na swój los, ale rozbiła telefon. Internet też jej odcięli, a nowa pokojówka Arisa, mimo pisków i wrzasków nie miała prawa wejść do aresztantki. Była wściekła, tak wściekła, że..nagle spostrzegła kilka malutkich, błyszczących łusek nad paznokciami u palców rąk. Zdumiona obejrzała swe ręce i wrzasnęła
– Pozwę Intercosmetcs Focus do sądu. Przez ich krem mam grzybicę na palcach i rosną mi łuski!
Ale Drakon wiedział, że to nie wina kremu.
Ten wieczór tonął w przepychu i blaskach, ale Mirandy nie zachwycał ani pokaz sztucznych ogni, ani francuski szampan, ani najpiękniejsza kreacja najsławniejszego z projektantów, ani tym bardziej goście. Znudzona i wściekła zrażała do siebie po kolei wszystkich, kto się tylko do niej zbliżył. Gdy ojciec przedstawił ją chińskiemu potentatowi odzieżowemu, prychnęła tylko” O! Tania żółta żaba. Nie lubię żab, nie jestem Francuzką”. Gwiazdorowi kina i mistrzowi KSW wszech wag, posłała zgoła inny komplement „ Cóż za góra mięśni! Musi mieć większy apetyt, niż czarna dziura!”. Nie oszczędziła też multimiliardera i kierowcy rajdowego
– Spójrz Pączusiu – zachichotała do swego pudla – Struś Pędziwiatr
Goście opuszczali salę zniesmaczeni, pozostał tylko Kornello, zajęty rozmową z Drakonem w jego gabinecie. Gdy wrócili na przyjęcie, ze zdumieniem zobaczyli, że nie ma już nikogo. Dziewczyna z tryumfującą miną podeszła do obu, i rzekła jadowicie
– O, jeszcze jeden. Chcesz papciu, bym poślubiła tę ptasią gębę? Jaką branżą włada ten król Drozdobrody?
Tego było już za wiele. Drakon omal nie wyszedł z siebie.
– Niewdzięczna dziewczyno – wrzasnął, aż Kornello się przyczaił – wierz mi, że wydam cię za pierwszego kloszarda, którego jutro spotkam przed moim biurowcem! Ochrona, zabrać pannę młodą! Zostanie tu do rana, aż pozna swego męża.
Na nic był płacz i zgrzytanie zębów, tym razem tatuś okazał się ślepy i głuchy na wszelkie sposoby których użyła. Tej nocy przybyło jej wiele łusek na rękach..
Następnego dnia czarna limuzyna Drakona Batsa jak co dzień zaparkowała przed Drakon Center. Jakież było zdziwienie prezesa, gdy na schodach zobaczył młodego oberwańca w skórzanej czarnej kurtce rockmana, potarganych, ciemnych, długich włosach umilającego sobie czas grą na gitarze. Kocia muzyka najpierw rozdrażniła Drakona, potem jednak przypomniał sobie obietnicę złożoną córce wczorajszego wieczora.
-„ Idealny zięć. Biedny, bezdomny, i z pewnością bezrobotny.” – pomyślał, potem podszedł do nieznajomego, i poprosił
– Chodź ze mną do środka, dam ci swój największy skarb na własność.
Gdy tylko znaleźli się wewnątrz, rozkazał ochroniarzowi przyprowadzić Mirandę, oraz księdza. Mimo protestów panny młodej parę minut potem była już panią rockmanową, a błogosławieństwo ojca zawarło się w słowach
– No to żegnam. Jesteś teraz żoną tego młodzieńca, zatem musisz pójść za nim. Nie prowadzę noclegowni, więc nie mogę was tu zatrzymać.
Wkrótce potem znaleźli się za przysłowiowymi drzwiami, na ulicy którą znała zza szyb limuzyny. Teraz to samo miejsce wyglądało zupełnie inaczej. Ludzie gdzieś spieszyli, wyły klaksony samochodów, samoloty rozdzierały niebo ponad głową, za rogiem mała dziewczynka wyciągała rękę po kawałek chleba, a wychudzony bezdomny o alkoholowym oddechu natarczywie żebrał przy cuchnących kontenerach na śmieci.
– Nie pójdę dalej – wrzasnęła na idącego przodem muzyka – bolą mnie nogi w szpilkach, jestem głodna i muszę skorzystać z prysznica.
– Zdejmij buty i idź na boso, to już niedaleko. Tunel metra jest tuż, tam mam swój kąt, który dzielę z kilkoma karaluchami i szczurem. To wspaniali przyjaciele, na pewno ich polubisz.
– Wolę umrzeć! – naburmuszyła się, ale posłusznie zdjęła buty – jestem głodna, słyszysz?
– Ja też, jednak nie mam nic więcej – wydobył z zanadrza pogniecioną bułkę z pociemniałą marmoladą – masz podzielę się z tobą. Zdobyłem ją w kontenerze przy biurowcu twego ojca, jest wczorajsza, ale całkiem smaczna – nagryzł spory kęs, a potem wyciągnął w kierunku dziewczyny. Odepchnęła go ze wstrętem
– Jak chcesz . W takim razie będziesz musiała iść do pracy głodna.
– Ja do pracy? A ty, czy to nie ty powinieneś nas utrzymać?
– Ja? Ja jestem artystą, stworzonym do wyższych celów. Umówiłem cię już na dziewiątą. Będziesz pracować w tym hotelu.
– Jako asystentka prezesa?
– Jako sprzątaczka toalet. Śmierdząca robota, ale pieniądze nie śmierdzą. Jedzenie też nie. No, jesteśmy na miejscu, przebierz się, to twój kostium. Babcie klozetowe nie noszą markowych kiecek. Ja tymczasem trochę pogram, może kiedyś nagram płytę?
To był najstraszniejszy dzień w jej życiu. Kostium cuchnął chlorem i potem poprzedniego właściciela, praca okazała się dlań poniżająca, a kolega z pracy leniem który co chwilę wszystko psuł. Na domiar złego naokoło z niej szydzono. Miała dość. Głodna, zmęczona już znacznie pokorniejsza wróciła do domu kartonów w tunelu, gdzie spokojnie spał jej mąż, darmozjad. Zziębnięta okryła się starym kocem, i zasnęła u jego boku. Śnił jej się prawdziwy świat pełen niesprawiedliwości, biedy, głodnych ludzi i ludzi takich jak ona bez serca i współczucia. Otrzymała dobrą nauczkę, i chlipała przez sen całkiem szczerze
– Już nie będę tatku, tylko pozwól mi wrócić do domu.
Wtedy ktoś polizał ją po nosie a obok zapachniała róża. Zdumiona otwarła oczy i…oniemiała. Leżała na swoim ukochanym łóżku, a Pączuś z radości skakał po pościeli. Tuż obok zobaczyła
– Znam cię! – szepnęła – ty jesteś..
– Ta ptasia gęba, król Drozdobrody, z którego zadrwiłaś na balu. I twój mąż, ten który dał ci nauczkę. No, nie gniewaj się, ten ślub był tylko na niby. Obaj z twoim ojcem doszliśmy do wniosku, że powinnaś sama wybrać sobie męża kiedyś, kiedy przyjdzie na to czas. Tymczasem wstawaj, masz dziś klasówkę z matmy, a za miesiąc maturę. I jeśli lubisz mnie choć trochę, zadzwoń, spotkamy się i zaczniemy od początku. Na razie, mam sesję na uniwersytecie.
– Pewnie, że zadzwonię – uśmiechnęła się, potem spojrzała pytająco na ojca siedzącego przy biurku i kobietę przypominającą Arisę, pokojówkę.
– Więc już nie muszę nosić obrączki
– Nie – odparł Drakon – ale ja i twoja ciocia Aubrietta mamy ci coś ważnego do powiedzenia, coś co zmieni twoje i nasze życie.
Wkrótce potem mała złośnica stała się dziedziczką wielkiej fortuny, a jej ojciec naprawiwszy swój Airdraker,razem z siostrą powrócił do świata, za którym tęsknił. A za jakiś czas fuzja połączyła dwie firmy, a ślub dwa serca, a smocze gwiazdy sypały dla nich kosmiczny pył co noc.

Dominika Piotrowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *