Quo vadis, systemie edukacji?

Polskiemu systemowi nauczania zawsze zarzucano, że jest przeładowany, zawiera za wiele niepotrzebnych informacji, uczy wszystkiego, oprócz tego, co tak naprawdę przyda się w dorosłym życiu. Ministerstwo Edukacji postanowiło się tym zająć i zreformować program. Tym razem nie tylko pod kątem nowych podręczników, które inne, mają tylko okładki i kolejność działów, ale przede wszystkim siatek godzin. Rocznik 1996 (aktualne klasy drugie) rozpoczyna ten ciekawy eksperyment, służąc oświacie jako „króliki doświadczalne”. Zwiększono liczbę godzin z przedmiotów, które w klasie pierwszej wybierało się jako wiodące, a zarazem skrócono czas na pozostałe. Uczniowie mają się rozwijać wyłącznie w tym zakresie jaki ich interesuje, wychodząc z założenia, że po co przyszłemu lekarzowi historia XVIII- wiecznej Anglii. W wyniku tego powstały różne, nowe przedmioty, takie jak: przyroda (cofamy się do podstawówki?), historia i społeczeństwo (też brzmi znajomo), ekologia krajobrazu, ekonomia, edukacja prawna. Brzmi rewelacyjnie? Otóż tylko brzmi. Jeśli owa reforma ma nam pomóc w dostaniu się na wymarzone studia, to co z takimi kierunkami jak psychologia, gdzie najwyżej punktowana jest historia i biologia? Czy po przyrodzie możliwe jest napisanie rozszerzonej biologii? Wyjątkowo trudne zadanie.

Godzinę typu „Przyroda. Część biologia.” będę miała dopiero w przyszłym roku, więc nie mogę się wypowiedzieć na temat jej zakresu. Jednakże mam już pewne doświadczenia w przedmiocie „Przyroda. Część chemia.”. Zajęcia odbywają się w stylu projektowym: to uczniowie mają prowadzić większość lekcji, robiąc proste doświadczenia chemiczne „domowym sposobem”. Za to w podręczniku od historii i społeczeństwa zawarta jest piosenka Sabatonu. Znów jak to pięknie brzmi! Szkoda tylko, że błędnie przetłumaczona na język polski…

Nigdy nie lubiłam przedmiotów ścisłych. Były dla mnie niezrozumiałe i wydawały się kompletnie niepotrzebne. Taka reforma powinna być dla mnie zbawieniem i byłaby gdyby nie porównanie z rokiem poprzednim, gdy wszystkie klasy miały tę samą podstawę programową, aby ułatwić ewentualną zmianę klasy tym niezdecydowanym. W zeszłym roku tematy z chemii miały po 12 stron, zawierały liczne wzory chemiczne, reakcje i ten specyficzny język chemiczny. W tym roku 4 strony, a w tym tłumaczenie na całą stronę czym jest obserwacja… To samo mogą powiedzieć ścisłowcy, którzy w zeszłym roku II Wojnę Światową mieli rozbitą na trzy działy, pełno dat i nazwisk, a w tym całą starożytność (4,5 tysiąca lat!!!) w trzech tematach. Jeśli w tym roku traktują nas tak po macoszemu, to zapewne wychodzą z założenia, że cały poprzedni rok polegał na „wkuwaniu” tego co potrzebne na sprawdzian i natychmiastowym zapominaniu. Konfucjusz mawiał: „Ci, którzy się uczą, podobni są do roślin. Zdarza się bowiem, że roślina zakiełkuje, ale nie rozkwitnie; zdarza się też, że zakwitnie, ale owocu nie wyda.”. Jednak jak rosnąc, gdy korzenie zatrute?

Pozostaje zadać jedno pytanie: Quo vadis, systemie edukacji?

Karolina Nosek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *