Powrót „Jeżycjady”

Najczęściej nie lubię serii, które ciągną się latami i mają po kilkanaście tomów. Czytam je głównie z sympatii dla pierwszych części (bo kolejne stają się one z biegiem czasu coraz słabsze) i żyję nadzieją, że autor niedługo zakończy serię z godnością. Istnieje jednak jeden wyjątek – „Jeżycjada” Małgorzaty Musierowicz, której dwudziesta już część została wydana w pierwszym tygodniu listopada. I którą oczywiście musiałam mieć już parę dni po premierze.

Muszę przyznać, że podchodziłam do „Wnuczki do orzechów” z pewnym lękiem. Wszystko przez „McDusię”, część wcześniejszą, która niezbyt mi się podobała. Całe złe wrażenie zostało jednak zatarte. Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Dorota Rumianek, ktoś, kto wcześniej w serii się nie pojawił. Dziewczyna mieszka we wsi pod Poznaniem, chce studiować medycynę i posiada takie umiejętności, jak powożenie bryczką (również na stojąco!). Właśnie podczas tego ostatniego zajęcia, znajduje w lecie nieprzytomną Idę Pałys, osobę doskonale znaną wielbicielom „Jeżycjady”. Dzięki temu znajdujemy nawiązania do poprzednich części, które uwielbiam. W tle pojawiają się bohaterowie wcześniejszych tomów, dzięki czemu wiadomo, jakie są ich dalsze losy.

„Jeżycjada” opuściła Poznań i przeniosła się na chwilę na wieś. Nie straciła przy tym na realizmie, przeciwnie – wszystko opisane jest tak dokładnie, że czytelnik może sobie wyobrazić otoczenie, w którym przebywają bohaterowie. Nie są to jednak nużące opisy prosto z „Nad Niemnem”, informacje podane są lekkim językiem, który sprawia, że powieść bardzo szybko się czyta. Ja zrobiłam to przez tydzień 3 razy – raz jak najszybciej (żeby dowiedzieć się, co jest dalej), potem uważnie (zwracając uwagę na wszystkie szczegóły, rozkoszując się treścią) a na koniec powróciłam do kilku moich ulubionych fragmentów (a jest ich dość sporo!).

Książka nie jest gruba (265 stron), a poza treścią ma jeszcze jedną, ogromną zaletę – ilustracje, których autorką jest sama Małgorzata Musierowicz. Dzięki temu wiemy, jak wyglądają bohaterowie, jak się zmienili od czasu ostatniego spotkania z nimi. W przygotowaniu jest też dwudziesta pierwsza część „Jeżycjady” – „Feblik”. Czekam na niego z niecierpliwością. Oby bardziej przypominał „Wnuczkę do orzechów” niż demoniczną „McDusię”.

Ita Jarzembowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *