Piękne Istoty

Jakiś czas temu natrafiłam na stronę internetową naszego uroczego kina. Byłam tam tylko raz i cały czas obiecuję sobie powrót – ale nie wracam, nawet jeśli repertuar mi się podoba. Mimo to, ogromne było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam zapowiedź filmu „Piękne istoty”. Całkiem niedawno czytałam przecież książkę o tym tytule! A oprócz zdziwienia – zgroza. Pamiętam, co się stało ze „Zmierzchem”. Książka może nie była arcydziełem literatury, ale film – i psychofanki – kompletnie ją pogrążył i zniżył do rangi kiczu.

Ale to nie ten dział, żebym opisywała film. Co o książce?

Napisały ją dwie autorki – Kim Garcia i Margaret Stohl – i już to ją wyróżnia, bo rzadko się z takim czymś spotykam. Nie widać żadnej dwoistości stylu i za to muszę je pochwalić.

Głównym bohaterem ich książki jest Ethan Wate. Mieszka w Gatlin, małej wiosce, która nadal żyje wojną secesyjną. Nic dziwnego, że chłopak chce jak najszybciej stamtąd wyjechać. Niby jest normalnym licealistą, koszykarzem, ale dużo czyta i ma odwagę marzyć. Jest coś jeszcze – sen. Od dłuższego czasu śni mu się jeden sen. Dziwny, niezrozumiały. Jakie było jego zdziwienie, gdy minął jego bohaterką na korytarzu! Lena Duchannes jest w szkole nowa, mieszka u swojego wuja, Macon – miejscowego dziwaka. Sama też jest dziwna i to starczyło, bym ją polubiła. Wyróżnia się ubiorem, nosi też łańcuszek pełen rzeczy, które dla innych są po prostu śmieciami. Niestety, większość osób nie myśli w ten sam sposób, co ja. Lena od pierwszego dnia w nowym liceum jest wyśmiewana. Ethana jednak intryguje jej osobowość, jak i jej związek z jego snem. Coraz bardziej się angażuje – i nie jeden na jego miejscu by żałował. Tutaj zaczyna się wątek mroczny. Ku mojej radości –  żadnych wampirów! Są za to Obdarzeni, ludzie z niezwykłymi umiejętnościami. Taka trochę magia, tylko mniej stereotypowa. Świetny pomysł.

Od połowy książki króluje jedno – niedługo urodziny Leny i wtedy okaże się, czy jest istotą dobrą czy złą. I w tym momencie dziewczyna zaczyna mnie irytować. Bo można mieć mroczną osobowość i uważać, że różowe czaszeczki są słodkie, albo można się przy tym  dołować. Lana wybrała to drugie – przez pewien czas myśli tylko o tym i nie dopuszcza do siebie opcji, że może się okazać tą dobrą.

Łatwo spostrzec, że mam o „Pięknych Istotach” raczej dobre zdanie. Nie znalazłyby może one miejsca w mojej biblioteczce, ale warto je przeczytać.

I.J.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *