Noce i Dnie

Do większości opisywanych tu przeze mnie książek podchodziłam raczej bezkrytycznie – tutaj wyzwałam tłumacza, tam skrzyczałam autora polskiej okładki, ale raczej nie miałam poważniejszych zastrzeżeń, co do bohaterów. Nadeszła jednak chwila, w której chcę zaprezentować powieść, która opowiada o najbardziej irytującej kobiecie świata. Owa książka to „Noce i Dnie” Marii Dąbrowskiej.

Tym wpisem łamię też inny z moich zwyczajów, bo dotychczas nie komentowałam fabuły lektur. Wychodziłam z założenia, że mam tu polecać książki, przy których się odpoczywa, z których nie potrzeba pamiętać każdej drobnostki. Również takie, które mogą dawać do myślenia. W żadnym wypadku takie, które trzeba by jeszcze później czytać „na termin” do szkoły. „Noce i Dnie” stały się jednak lekturą dodatkową, której obowiązku czytania nie ma. Mogę zatem przystąpić do oceniania.

Mówiąc ogólnie, akcja dzieje się w latach 1863–1914 w Kaliszu (czego można nie zauważyć, gdyż ukazany jest on pod nazwą „Kaliniec”). Poznajemy kilka pokoleń jednej rodziny, ale główna akcja toczy się wokół Bogumiła Niechcica i Barbary z Ostrzeńskich Niechcicowej. Bogumił to po prostu człowiek-anioł. Może nie tak elokwentny jak towarzystwo, w którym obracała się Barbara za lat panieńskich, ale jego zalety dałoby się wymieniać godzinami. Nie jest oczywiście osobą doskonałą, ale nie irytuje sobą czytelnika – a w każdym razie nie irytuje mnie. Z Barbarą jest sprawa dokładnie odwrotna. Kiedy poznajemy ją jako pannę, wydaje się, że będzie bohaterką, której losy będzie się obserwować z dość pozytywnymi odczuciami. Może nie jakiś nadmiar uczuć, ale są to uczucia ciepłe. Im bliżej zamążpójścia, tym Barbara robi się mniej znośna. Swojej decyzji jest tak mało pewna, że aż chce się wrzasnąć: „No to za niego nie wychodź!”. W pamięć zapadł mi jeszcze jeden moment, kiedy biedna Baśka dostała ode mnie po głowie – chwila przeprowadzki. Najpierw: „Przeprowadźmy się, przecież tutaj jest tak okropnie, złe warunki, tam będzie o wiele milej”. W nowym domu: „Tu jest strasznie, nasz stary dom był wspaniały, gdzieś ty mnie sprowadził”. A o scenach zazdrości pod tytułem: „Podkochujesz się w mojej siostrze!” już nie wspomnę.

Książka wydaje się dość gruba, ale czyta się ją szybko. Jest napisana bardzo przystępnym językiem, bez żadnych udziwnień, co jest jej ogromną zaletą. Nie ma fragmentów, które po prostu bym omijała, nic mnie nie nudziło. W gruncie rzeczy, gdyby nie pani Barbara, czytałoby mi się bardzo dobrze.

Cykl składa się z czterech części – „Bogumił i Barbara”, „Wieczne zmartwienie”, „Miłość” i „Wiatr w oczy”. Przed paroma dniami skończyłam czytać część pierwszą (która swoim tytułem zrobiła niezły spoiler). Po część drugą na razie nie sięgam. Z jednej strony odstrasza mnie jej tytuł (bo znam już troszkę główną bohaterkę), z drugiej wciągnęła mnie inna lektura nadobowiązkowa – „Imię Róży”. Myślę jednak, że powrócę do „Nocy i dni”, tak jak sobie zaplanowałam w przypadku kolejnych tomów „Chłopów”. Może nie w czasach licealnych, które przeraźliwie szybko zbliżają się do końca, ale w kolejnych latach na pewno.

Ita Jarzembowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *