Wyjazdy do teatrów

„Cyganeria”      30.10. 2012   Poznań, Teatr Wielki       g. 16.00         koszt 70zł

„Deszczowa Piosenka”   29.11.2012  Warszawa, Teatr Roma      koszt 200zł

                                                                                                      (zapisy do 3 października)

Więcej informacji oraz zapisy u pani Małgorzaty Ptaszyńskiej. Zapraszamy.

KONKURS

Regulamin szkolnego konkursu:”Październik-Miesiącem Bibliotek Szkolnych”
Ogłoszonego w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 w Lesznie

1. Z okazji Międzynarodowego Miesiąca Bibliotek Szkolnych nauczyciele bibliotekarze Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr1 w Lesznie: Dorota Pietrowicz, Sylwia Dorożyńska oraz nauczyciel języka polskiego Joanna Klemenska organizują Szkolny Konkurs Literacki promujący czytanie książek oraz bibliotekę.
2. Konkurs jest wyłączną inicjatywą organizatora i nie ma rangi konkursów , o których mowa w Zarządzeniu nr 28 Ministerstwa Edukacji Narodowej z dnia 14 września 1992r.W konkursie tym nie obowiązują reguły konkursów przedmiotowych określone przez Delegaturę Zamiejscową Kuratorium Oświaty w Lesznie.
3. Cele konkursu:
a) promowanie czytelnictwa oraz korzystania z biblioteki,
b) ocena umiejętności napisania wiersza lub aforyzmu,
c) zachęcanie do czytania książek.
4.Temat konkursu:
a) krótki wiersz propagujący czytanie książek,
b) aforyzm/hasło o bibliotece lub książce.
5.Organizacja i przebieg konkursu:
a) uczeń biorący udział w konkursie pisze pracę w jednej z dwóch kategorii:
* krótki wiersz na temat czytania książek lub o bibliotece
* aforyzm/hasło promujący czytanie książek lub bibliotekę
b)konkurs jest jednostopniowy- obejmuje etap szkolny,
c) etap szkolny przeprowadza Szkolna Komisja Konkursowa w składzie: Dorota Pietrowicz, Sylwia Dorożyńska,Joanna Klemenska. Komisję powołuje dyrektor szkoły
d) prace pisemne należy oddać w bibliotece szkolnej lub p. J.Klemenskiej do dnia 28.09.2012r.

 

 

Pani Aurelia

Dla każdego ucznia słowo nauczyciel rozumiane jest inaczej. Niektórzy widzą w nim autorytet, na którym się wzorują i starają się nie zawieść. Inni uważają nauczycieli za zło konieczne, jakiemu muszą na co dzień sprostać lub jako surową postać siedzącą za biurkiem i oceniającą wszystko, co robią. Musimy pamiętać, że rola nauczyciela nie ogranicza się do wkładania nam w głowę wiedzy i nieustannego sprawdzania jej. Jest to osoba, która wspiera i pomaga rozwijać nam swój potencjał. Często nawet w stresujący sposób zmusza do nauki, ale wychodząc z tej szkoły ze świetnie zdaną maturą będziemy za to wdzięczni. Jakich granic powinien trzymać się nauczyciel, żeby uczeń nie czuł się zbyt pewnie i swobodnie na jego lekcjach?  Na co powinien zwracać największą uwagę w relacjach z nim? I jak zainteresować go wykładanym przedmiotem? Mniej więcej o tym rozmawiałyśmy z panią Aurelią Gancarz, nauczycielką historii.

 

–                    Na początku chciałyśmy  zapytać czy stęskniła się Pani za szkołą w ciągu wakacji?

–                    Za szkołą nie tęskniłam, ale za młodzieżą tak. Możliwe, że po prostu mam jakieś zboczenie zawodowe, bo lubię swoją pracę.

–                    Czyli spełnia się Pani w swojej pracy?

–                    Myślę, że tak, chociaż pracuje się coraz trudniej. Zawsze marzyłam, żeby być nauczycielką. Pamiętam, jak chodziłam do szkoły podstawowej, miałam wtedy siedem lat i już  wyobrażałam sobie, że stoję przy tablicy no i uczę. Odkąd pamiętam zawsze lubiłam czytać książki historyczne i oglądać filmy. Nawet gdy musiałam zrobić lekcje, porzucalam je na rzecz  książek. W nocy gdy już mama prosiła, żebym poszła spać,  z latarką w ręku oszukiwałam ją i czytałam książki. Więc właściwie to spełniłam swoje marzenie, chociaż zawsze myślałam, że będę nauczycielką wychowania fizycznego. A skończyłam, ucząc historii i wos-u.

–                    Jest Pani pracoholiczką, nie może Pani wytrzymać bez szkoły?

–                    Nie mogę wytrzymać bez zajęcia i takiego bezczynnego siedzenia. Zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie. Kiedy wracam ze szkoły, zawsze trzeba coś przygotować – poprawić sprawdziany, przygotować materiały na lekcje, coś przeczytać. Jest reforma programowa, która wymaga takiego przestawienia się. Ale nawet jak już to wszystko zrobię, to dalej wyszukuję sobie jakiegoś zajęcia. Uwielbiam czytać, zwykle w soboty i niedziele nadrabiam wszystkie zaległości.

–                    A jakie książki Pani czyta?

–                    Uwielbiam książki historyczne. Jakoś ta historia nie chce mi się znudzić. Nie czytam tego, co akurat w szkole omawiamy, bo to może jest mniej ciekawe. Uwielbiam książki z okresu II wojny światowej. Zawsze są takie, do których wracam. Na przykład książka o wojnie na dalekim wschodzie.

–                    Zawsze lubiła Pani historię czy coś sprawiło, że się nią Pani zafascynowała?

–                    Zawsze lubiłam historię. Po szkole sportowej zastanawiałam się gdzie pójść na studia. W czasie szkoły średniej trenowałam lekkąatletykę. Uwielbiałam biegać, grałam też w piłkę ręczną, w siatkówkę. Koleżanki z klasy zdecydowały się na WF, a ze mną był problem. Nie chciałam na ten kierunek, bo nie lubiłam biologii. Koleżanki powiedziały: to wybierz tą twoją ulubioną historię.

–                    Czy po studiach od razu trafiła Pani tutaj, do pierwszego lo?

–                    Uczyłam w szkole podstawowej numer 10. Był to bardzo miły czas i nie sądziłam, że trafię do liceum, bo uwielbiałam pracę z dziećmi. Teraz nie zastąpiłabym tej pracy na żadną inną. Uczyłam różne klasy – językowe, matematyczne i właściwie nie ma dużej różnicy poza tym, że matematycy mają taki ścisły umysł, jak sama nazwa zresztą wskazuje. Oni jakoś tak matematycznie do historii podchodzą, ale to wcale nie znaczy, że źle. Największe sukcesy do tej pory, takie olimpijskie, mieli uczniowie z klas językowych, chociaż oni właśnie byli w tym liceum przez cztery lata, włączają zerówkę. Trzy lata to jednak bardzo krótko na liceum.

–                    Lubi być Pani wychowawcą klasy?

–                    Bardzo lubię być wychowawcą. Do tej pory nie zdarzyło mi się, żebym nim nie była. Cały czas miałam klasę i zawsze byłam zadowolona. Cały czas są jakieś trudności, ale bycie wychowawcą oznacza, że nauczyciel może się w pełni realizować.

–                    Chętnie wyjeżdża Pani na klasowe wycieczki, czy uważa to Pani za bardzo męczące?

–                    Wycieczki są męczące, ale i bardzo potrzebne. Tylko że te przepisy, które teraz mamy powodują, że nauczyciele mniej chętnie wyjeżdżają na  wycieczki. Kiedyś panowały bardziej serdeczne relacje, gdy wyjeżdżaliśmy, teraz wszystko jest obwarowane całą masą przepisów. Ale ja uważam, że wyjazdy na wycieczki są niezbędne, bo wtedy integruje się zespół klasowy.

 

–                    Jak Pani myśl, dlaczego ma Pani tak dobry kontakt z młodzieżą?

–                    Nie wiem czy jest aż tak dobry.

–                    My zauważyłyśmy, że tak. Może Pani nam wyjaśni w takim razie jak to się dzieje, że nasza klasa – IID jest pełna entuzjazmu, kiedy tylko słyszy pani Gancarz?

–                    Staram się traktować ucznia naprawdę jak człowieka i widzę w tych młodych ludziach może nawet nie swoje dzieci, bo tylu dzieci nie mogłabym mieć, ale pamiętam jak tłumaczyłam wszystko synowi, jak z nim rozmawiałam i wobec was staram zachowywać się tak samo. Jesteście najważniejsi w szkole, gdyby was nie było, szkoła byłaby niepotrzebna, nauczyciele też.

–                    Jaki jest przepis na sukces według Aurelii Gancarz?

–                    Na sukces? Nie wiem, czy jest jakiś przepis na sukces, ale trzeba może po prostu starać się robić to, co się robi dobrze i trzeba to lubić. Bo jeśli ktoś zostaje nauczycielem i traktuje to jako zło konieczne,  to on nigdy tego kontaktu z młodzieżą nie zdobędzie. Trzeba lubić to, co się robi, niezależnie od tego, czy jesteśmy nauczycielem, lekarzem, kucharzem, musimy kochać swoją pracę i wtedy chyba jest łatwiej.

–                    Kontaktowała się Pani w wakacje ze swoimi uczniami dawnymi lub obecnymi?

–                    O tak. Uczniowie piszą do mnie, dzwonią, często rozmawiamy na Facebooku. Mam kontakt z uczniami, którzy już dawno wyszli z tej szkoły, a my nadal świetnie się dogadujemy. Byłam teraz niedawno na ślubie jednego z moich uczniów. To jest zawsze bardzo miłe.

–                    Czyli dba Pani o przyjacielskie relacje z uczniami?

–                    Nie zawsze to jest możliwe, bo niektórzy  uczniowie wykorzystują to w zupełnie inny sposób niżby należało, ale mimo że nie chcę robić tego na siłę, to z niektórymi takie przyjacielskie relacje są. Są uczniowie tęskniący za dawną szkołą lub tacy, którzy pewne zachowania odbierają przyjaźniej. Nie uważają nauczyciela za człowieka drugiej kategorii, z którym nie można rozmawiać, bo jest to coś wstydliwego.

–                    Myśli Pani, że takie spoufalanie się z młodzieżą wpływa na ich stosunek do przedmiotu, wyniki w nauce? Sądzi Pani, że to doceniamy czy raczej wykorzystujemy?

–                    Z tym jest bardzo różnie, bo ja nigdy nie byłam taką osobą bardzo konsekwentną i wydaje mi się, że to niedobrze, niektórzy uczniowie potrafią to wykorzystać i wtedy uczą się mniej niż powinni. Ale ja wiem, że się nie zmienię. Wiem, że uczniowie uczą się, żeby mnie nie zawieść. Są też tacy, którym nie zależy na tym, by z historii mieć dobre wyniki, bo uważają ją po prostu za jeden z przedmiotów. Ci, którym zależy na historii, myślę, że uczą się chętnie. Historia jest ważnym przedmiotem. Jedna dziewczyna, która już ukończyła szkołę powiedziała mi, że jeśli nie będziemy znali przeszłości, nie zrozumiemy teraźniejszości, a jak nie zrozumiemy teraźniejszości, to nie zbudujemy lepszej przyszłości.

–                    Gdyby mogła Pani cofnąć czas, zmieniłaby Pani coś?

–                    Nie. I nawet nie chcę o tym myśleć, że można by coś zmienić, bo wtedy można popaść w jakąś paranoję i można być niezadowolonym z siebie i z życia, a każdy chyba może znaleźć tyle elementów ciekawych w swoim życiu, że pomyśli sobie, że wszystko jest okay. Myślę, że ktoś pisze te nasze plany, nie tylko sami się ustawiamy i tak musi być.

 

 

–                    Słyszałyśmy, że ma pani nowych lokatorów w domu.

–                    Tak, ale właściwie nie w domu u siebie, tylko w Osiecznej, u mojej mamy. Wszyscy myślą, że tam mieszkam, bo spędzam tam każdą wolną chwilę.

–                    A nie mieszka pani?

–                    Nie, ja mieszkam w Lesznie. No i tak się złożyło, że latem, na początku lipca pojawił się nowy domownik, piesek japońskiej rasy, ma na imię Ito, a później pojawił się drugi szczeniaczek, nazywa się Brando. Są rozkoszne, ale wymagają olbrzymiego zainteresowania. Zachowują się jak dzieciaki, ale ja jestem zakochana w tych pieskach.

Bardzo lubię zwierzęta. Zdecydowanie wolę psy.

 

 

Rozmawiały: Joanna Schubert i Ewa Poloch

DARUJ KREW – DARUJ ŻYCIE

Krew to jeden z podstawowych i bodaj czy nie najważniejszy płyn ustrojowy w organizmie człowieka. Różne sytuacje życiowe mogą powodować utratę większej lub mniejszej jej ilości. Przy niewielkim ubytku, nasz organizm jest w stanie sam go zregenerować. Większe krwotoki mogą stać się przyczyną realnego zagrożenia życia lub zdrowia poszkodowanego. Również wiele chorób, mogących zaistnieć bez nagłych wypadków, wymaga podania pacjentowi krwi pełnej lub pojedynczych jej składników. Stąd też zawsze istnieje potrzeba oddawania krwi. Mimo ogromnych postępów, jakie czyni w ostatnich latach medycyna, nie udało się wynaleźć preparatu sztucznie wytwarzanego, który mógłby w pełni zastąpić życiodajny płyn, nieustannie krążący w naszych tętnicach i żyłach.

 

Współczesna opieka medyczna nie jest w stanie obejść się bez ważnych partnerów – krwiodawców, którzy są jedynym źródłem zaopatrzenia w ten niezastąpiony lek.

 

Krew jest pobierana od pełnoletnich, zdrowych osób, które zdeklarują dobrą wolę podzielenia się swą płynną tkanką. Przechodzą wówczas ścisłe badania dotyczące: przebytych chorób (kwestionariusz) i badanie wstępne (ciśnienie krwi, poziom hemoglobiny, badanie osłuchowe i palpacyjne + wywiad lekarski). Wypełniając kwestionariusz kandydat na dawcę krwi po pierwsze uświadamia sobie sytuacje zagrożenia własnego zdrowia, po drugie przekazuje lekarzowi kwalifikującemu ważne informacje, dotyczące podróży po miejscach zagrożonych endemicznymi chorobami (np. malaria) czy potencjalnie groźnych zachowań seksualnych. Moż na je przekazywać bez najmniejszych obaw – wszystkie pozostają poufne. Resztę wątpliwości rozwieje lekarz kwalifikujący podczas właściwego badania i rozmowy z kandydatem.

 

Jeśli jesteś już pełnoletni, ważysz 50 kg lub więcej, Twoje samopoczucie nie budzi niepokoju, masz dobrą wolę pomagać innym ludziom, to zgłoś się do oddania krwi. Pełny wykaz RCKiK oraz ich oddziałów terenowych znajdziesz na stronie internetowej http://www.oddajkrew.pl. Regionalne centra krwiodwstwa i krwiolecznictwa organizują przyjmują krew nie tylko w swojej jednostce, lecz w różnych miejscach podczas terenowych akcji poborowych. Jedna z nich odbędzie się w naszym liceum – 29.10.2012. Przyjdź najlepiej po lekkim, beztłuszczowym posiłku. Koniecznie weź ze sobą dokument tożsamości (np. dowód osobisty, prawo jazdy, paszport),

 

Decyzja o oddaniu krwi, staniu się krwiodawcą, to początek drogi do zyskania ogromnej satysfakcji, wypływającej ze wiadomości, że być może Twoja krew uratuje życie innego człowieka. To również sposób na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa własnego i spokoju o bezpieczeństwo zdrowia i życia osób Ci najbliższych. Już po pierwszej donacji poznasz grupę swojej krwi, która zostanie wpisana do legitymacji hdk – może przydać Ci się to w przyszłości – nawet wielokrotnie. Jako krwiodawca masz zapewnioną bieżącą kontrolę stanu swojego zdrowia – ogólne badanie lekarskie i systematycznie aktualizowane wyniki badań laboratoryjnych. Komu pomagasz? Wszystkim chorym, potrzebującym krwi oraz samemu sobie. Kiedyś też możesz jej potrzebować.

 

 

Po oddaniu krwi przekonasz się, że naprawdę warto zostać krwiodawcą!

 

 

GLI

Kandydat na prezydenta z paraolimpijskim intelektem

W jednym z wrześniowych programów „Tomasz Lis na żywo” na żywo doszło do wielkiego skandalu. Słysząc wypowiedź czterokrotnego kandydata na fotel głowy państwa Janusza Korwina-Mikkego chciało mi się wyć… Ze smutku i wściekłości. Dlaczego?

 

Kilka dni przed emisją programu na blogu posła Unii Polityki Realnej pojawił się wpis w odniesieniu do idei Igrzysk Paraolimpijskich:

 

„-Każdy ma prawo uprawiać dowolne ćwiczenie fizyczne i urządzać dowolne zawody. Można się tylko cieszyć, że inwalidzi też organizują zawody. Ze sportem nie ma to jednak wiele wspólnego – równie dobrze można by organizować zawody w szachy dla debili – lub turnieje brydżowe dla ludzi z zespołem Downa.– skwitował 70-latek.

 

Ze zdaniem polityka nie zgadzali się między innymi pozostali goście tego programu:  znana dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska oraz były reprezentant Polski na żużlu Krzysztof Cegielski, którego karierę przerwał dramatyczny wypadek na torze w Szwecji. Wspomniana dwójka przekonywała autora bloga o słuszności szerzenia idei sportu wśród osób niepełnosprawnych. Argumentowali to pokonywaniem barier, pasją a nawet heroizmem. Warto wspomnieć, że wynagrodzenie niepełnosprawnych Olimpijczyków jest znacznie niższe od tego, które otrzymują tradycyjni uczestnicy Igrzysk, co wcale nie znaczy, że osiągnięcie przez nich sukcesu wymaga mniej pracy i zaangażowania. Na kontrowersyjnym polityku żadnego wrażenia nie zrobił materiał filmowy przedstawiający niepełnosprawnych piłkarzy czy też Jasia Meli, który dotarł na Biegun. Podirytowanie publiczności, a także samego prowadzącego rosło. Swoją opinią nie bała się podzielić Korwin-Piotrowska:

 

„- Mentalny Armagedon i masakra do entej potęgi, rzygać mi się chce, gdy to się czyta….mamy wolność słowa, to jej cena.”

Trudno się z tym nie zgodzić. Może właśnie w tym przypadku nie należy stosować eufemizmów i powiedzieć mu prosto w oczy co się sądzi o takich opiniach? Że jego wypowiedzi świadczą o totalnym debilizmie, braku człowieczeństwa i emocjonalnej pustyni? Że niszczy starania osób dotkniętych życiową tragedią, którzy w sporcie próbują znaleźć motywację i sens życia? Że nie zna życia, prawdziwych problemów i dramatów? Może.

 

– Cywilizacja europejska, która panowała nad światem, stawiała na najmądrzejszych, najsilniejszych, najinteligentniejszych, najszybszych – a obecna anty-cywilizacja za najważniejsze uważa forowanie biednych, głupich, niezaradnych – i również inwalidów. W efekcie to nie my dziś kolonizujemy świat – to nas kolonizują – napisał Korwin-Mikke.

 

                Przypomina mi to nazistowskie poglądy. „Ty nie jesteś Aryjczykiem, więc jesteś do niczego!” W tym przypadku: „Jesteś niepełnosprawny = jesteś gorszy.” Obiektywnie rzecz biorąc, ten „polityk” swoimi opiniami tworzy antyczłowieczeństwo. Zabił ludzkość w samym sobie, teraz próbuje przekonać do swych racji innych. Korwin-Mikke, wiesz co? Rozpędź się, a drzewo samo się znajdzie!

 

Jakub Nowak