Folklor wielkopolski.

Zacznę od tego czym jest folklor. Folklor to nic innego jak pradawne zwyczaje, obyczaje, obrzędy, zabobony, ballady oraz przysłowia. Tym terminem jako pierwszy posłużył się William Thoms w 1846 roku. Wielkopolska to jeden z najstarszych obszarów Polski. Pierwsze ślady Wielkopolan pochodzą sprzed około 11 tysięcy lat, z okolic Wschowy. Obszar ten był ostoją polskości w latach okupacji i przymusowej germanizacji. Na folklor wielkopolski składają się: taniec, muzyka, stroje oraz legendy, o których zaraz się dowiecie. Tańce wielkopolskie cechują się dostojnością, elegancją, spokojem i powagą, są to na przykład wiwaty, przodki, chodzone. Odtwarzają i pielęgnują je zespoły folklorystyczne. Muzyka wielkopolska to różnorodność instrumentów. Zalicza się do nich dudy, kozły i siesienki, które są najbardziej popularne. Dudy można również spotkać w folklorze podhalańskim i na Żywiecczyźnie. Występowały one w okolicach Jarocina, Kościana, Gostynia, Leszna, Rawicza, Ostrowa Wielkopolskiego i Szamotuł. Dzisiaj muzykę na tych instrumentach można usłyszeć w okolicach Nowego Tomyśla, jak i również przez zespoły folklorystyczne. Siesienki służyły do nauki gry na dudach i koźle. Strój wielkopolski charakteryzuje dostojna kolorystyka. Są to odcienie czerwonego, różowego oraz białego, z elementami czerni. Nie przywiązywano uwagi do elementów ozdobnych. Legendy wielkopolskie, tego określenia używa się zamiennie z baśniami o powstaniu naszego kraju. Każdy z nas z pewnością zna legendę o Lechu, Czechu i Rusie, czy królu Popielu, Piaście. Legendy wielkopolskie dotyczą także niektórych miast, na przykład legenda o poznańskich koziołkach, czy o skarbcu w Lubonii. Poza tymi czterema elementami folkloru wielkopolskiego, również zalicza się święta i obrzędy. Przykładem tego jest pieczenie, jedzenie rogali marcińskich na święto jedenastego listopada, ale również piękne Noce Świętojańskie, z których najbardziej popularną jest Noc Świętojańska w Poznaniu. Kuchnia wielkopolska to połączenie kuchni śląskiej i niemieckiej. Większość Wielkopolan wie, co to są pyry. Do naszej kuchni zalicza się również pyszne kaczki i gęsi, co za tym idzie wieprzowinę i wołowinę. Folklor to również przysłowia, takie jak: ,,Do trzech razy sztuka”, ,,Dla chcącego nic trudnego”, ,,Czuć się jak ryba w wodzie”.

Marcin Józefowski

Scrinium 2013

W ubiegły piątek do naszej szkoły przyjechali finaliści konkursu, zaproszeni goście oraz uczniowie szkół ponadgimnazjalnych. Tematem tegorocznego konkursu Scrinium była „Kraina otwartej książki”. Uczestnicy mogli przesyłać pracę na temat swojej ulubionej książki, ulubionego pisarza/pisarki bądź ulubionego tematu. Z kilkunastu przesłanych prac poloniści, uczący w naszej szkole wyłonili finałową siódemkę, która zaprezentowała swoje prace jury, w skład których zasiedli: dr Agnieszka Zgrzywa, mgr Krystyna Świgoń, a także prof. dr hab. Stanisław Sierpowski  oraz co najważniejsze, nam- uczniom I Liceum Ogólnokształcącego oraz zaproszonym gościom. A oto finaliści i ich tematy:

 Agnieszka Bakalarska- Osteogenesis imperfecta

Patrycja Miś- Losy zamknięte w pamiętnikach

Jagoda Roszak- „…pomiędzy dokładnością rzeczywistości a niedokładnością wyobraźni pozostaje mała szczelina niewyobrażalnego.” „Nieznośna lekkość bytu” Milana Kundery jako powieść o antynomiach

Magdalena Seń- Roma Ligocka „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku”

Jakub Stojanowski- Czarny biały kruk

Agnieszka Wenderska- Krótka rozprawa na temat przypuszczeń

Mikołaj Przezbórski- Dostojewski spod podłogi

Jako pierwsza pracę zaprezentowała uczennica klasy 3d Agnieszka Bakalarska. Przedstawiła nam książkę Jodi Picoult Pt: „Krucha jak lód”. W swoim kilkunasto minutowym wykładzie wykorzystała zdjęcia i urywki filmu, które wprowadziły nas w temat tak trudnej i poruszającej lektury.

Kolejna finalistka Patrycja Miś mieszkająca i ucząca się na co dzień we Włoszakowicach przedstawiła nam kilka powieści Nicholasa Sparksa- jednego z najbardziej znanych amerykańskich pisarzy.

Jagoda Roszak to kolejna finalistka ucząca się w naszym Liceum. Nie wiem jak was, ale mnie na pewno zachęciła do przeczytania książki Milana Kundery. Jagoda jako jedyna z uczestników konkursu mówiła z wielkim spokojem, płynnością, idealnie dobierała słowa, jakby mówienie przed tak liczną publicznością nie sprawiało jej żadnego problemu.

„Dziewczynka w czerwonym kapturku” to autobiografia Romy Ligockiej, to właśnie ulubiona książka Magdaleny Seń. Nigdy nie słyszałam o tym dziele literackim, co spowodowało, że słuchałam prezentacji z wielkim zainteresowaniem.

I w końcu pierwszy finalista- Jakub Stojanowski, chłopak o wielkim talencie pisarskim. Był jedynym uczestnikiem, który w swojej pracy wykorzystał własne opowiadanie, co na pewno wpłynęło pozytywnie na wybór jego pracy.

Agnieszka Wenderska, uczennica klasy humanistycznej, to właśnie ona wygrała nagrodę publiczności. Swoją prezentację urozmaiciła rekwizytami oraz muzyką Ludwiga van Beethovena. Agnieszka przedstawiła nam książkę Erica Emmanuela Schmitta Pt: „Przypadek Adolfa H.”, po którą powinni sięgnąć wszyscy Ci, którzy zastanawiają się nad tym co by było gdyby Adolf Hitler dostał się na Akademię Sztuk Pięknych.

I ostatni finalista- Mikołaj Przezbórski. To on na samym początku powiedział, że nie ma zamiaru czytać, a tym bardziej uczyć się na pamięć swojej pracy. Ciekawy i niepowtarzalny wykład z pewnością spowodował, że Mikołaj został siódmym zwycięzcą humanistycznego konkursu Scrinium.

Tuż przed ogłoszeniem zwycięzcy i rozdaniem książkowych nagród, na scenę wyszła dr Agnieszka Zgrzywa, która przedstawiła nam twórczość Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

Wszystkim osobom, które wzięły udział w konkursie życzymy powodzenia, a zwycięzcy serdecznie gratulujemy, pozostałych natomiast zachęcamy do wzięcia udziału w przyszłym roku.

Galeria na Facebooku.

                                                                                              Klaudia Kossowska

Harlem spina

Teoretycznie szał na Harlem Shake już minął – lecz nie wśród uczniów II i I LO. Tym razem to właśnie ten internetowy przebój stał się pretekstem do ponownego wszczynania walk. Aby dowiedzieć się, co najprawdopodobniej miało (i ma) miejsce musimy cofnąć się do dnia 18 II, kiedy o godzinie 21:49 powstało facebookowe wydarzenie „Dwójki” mające na celu pomoc w organizacji ich Harlem Shake’u, którego w planach mieli już od wielu dni.

Jak wiadomo, nie możemy być gorsi i już 19 II powstaje nasze własne wydarzenie w którym dowiadujemy się, że HS odbędzie się… nazajutrz! Skąd ten pośpiech? Odpowiedź jest chyba jasna – po prostu nie chcieliśmy po raz kolejny (przypomnijcie sobie LipDuby – dyskusje na ten temat toczą się do dziś, choć oskarżamy się niesłusznie) wyjść na plagiatorów. Chyba nie do końca nam się to udało, gdyż zaczęły pojawiać się komentarze takie jak: „Pomysl Harlem Shake byl z II a I wczesniej go zrobila i tyle”, „Wstrętna jedynka dopuszcza się chytrych wybiegów, byle mieć harlem jako pierwsza i zrobić z Kopernika plagiatorów! Wydało się”, „II LO miało pomysł wcześniej, ale my przygotowywaliśmy się krócej, dlatego było u nas szybciej”. Co w zasadzie przełożyło się na efektywność obydwu filmów – w dziele „Kopernika” brało udział zdecydowanie więcej uczniów, a co za tym idzie – było więcej bardziej urozmaiconych strojów. Jak trafnie zauważyła jedna z internautek „ludzie widzą śmigła, wózki, slendermana, rolki, (…) Kubusia Puchatka, panny młode, mundry i maski gazowe, laseczki w szlafrokach i recznikach na glowie, hawajki, śpiwory, dmuchane materace, rowery, rolkarzy, słupki (!)”… No, możemy wyliczać bez końca.

Fakt, to nie „Dwójka” wymyśliła cały HS, tego typu produkcje powstają na całym świecie, więc i my mieliśmy prawo zrobić film na ten temat. Ale powtórzę pytanie: skąd ten pośpiech? Okej, jak na kilka godzin efekt jest nienajgorszy. Ale po co robić wszystko z dnia na dzień, kiedy czasu jest aż nadto, hm?

Dobra, znalazłem odpowiedź w Internecie: „Nie wiesz, że „my” musimy być we wszystkim „lepsi” i „fajniejsi”? Zapewne gdyby w Koperniku odbył się konkurs jedzenia kupy na czas, to następnego dnia u nas trwałaby kłótnia, kto połknie większego klocka od nich – byle im pokazać!”. Rozważenie słuszności tego fragmentu wypowiedzi zostawiam właśnie Wam.

No to przejdźmy do kolejnego zagadnienia, napędzającego całą aferę. Tak, zgadliście. Chodzi mi o apel grupki uczniów „Jedynki” do II LO. Chłopaki wpadli na świetny pomysł aby zintegrować się z uczniami konkurencyjnego Ogólniaka poprzez uczestnictwo w kopernikowskiej edycji hitu. Szkoda, że cała sprawa nie była zbytnio przemyślana. Primo – weszli do budynku „Dwójki” nie pytając nikogo o zgodę. Argumentowali swoje zachowanie „chęcią zabawy”. Kurczę, to tak jakbym ja wszedł na obrady sejmu, usiadł sobie obok pana Prezydenta, a po złapaniu wykłócał się ze stróżami prawa że chciałem tylko porozmawiać o polityce, o losach kraju.

Secundo – mimo próśb nie zdjęli swych kasków. Ja osobiście w życiu nie uwierzyłbym, że osoby, które potajemnie wkręciły się na jakąś imprezę nie pokazując swoich twarzy, chcą pomóc.

Grupa ZERO trochę się zapomniała nie słuchając gospodarzy (a co więcej publikując swój materiał) i, no, wyszło jak zawsze… Ale może któregoś dnia uda nam się zorganizować na przykład paintballową bitwę, taką school vs school?  Albo lepiej nie, bo nie daj boże „Dwójka” wygra i mielibyśmy początek kolejnego niemiłego i bezsensownego konfliktu.

 

Harlem Shake I LO Leszno vs. Harlem Shake II LO Leszno

 

Wiktor Adamek

Zuza Frydrych

Dziesiątki cekinów, kolorowe stroje, wyrazisty, kanarkowy makijaż i tona żelu na włosach, czyli outfit, w którym Zuza czuje się najlepiej!

Członkini Kadry Narodowej i Wielkopolskiej w Pływaniu Synchronicznym, zawodniczka klubu Astromal Akwawit Leszno i oczywiście jedna z naszych licznych utalentowanych uczniów, uczęszczająca do klasy IIIc- Zuzanna Frydrych znalazła chwilę na krótką rozmowę o tym, co stało się zajęciem jej życia i daje siłę na przyszłość.

 

Kasia Nowak : Kto Cię pierwszy zaprowadził na basen?

Zuzanna Frydrych : W wieku 5 lat ciężko by mi było dojechać do Leszna pociągiem samej, więc oczywiście to rodzice zabrali mnie w celach rozrywkowych na pływalnie. Od razu mi się spodobało.:) W sumie można też powiedzieć, że chlor mam we krwi, bo moja mama już gdy była ze mną w ciąży często jeździła na basen.

K.N.: No to się nie dziwie, że taka z Ciebie dobra pływaczka! A jak doszło do tego, że zainteresowałaś się akurat pływaniem synchronicznym?

Z.F.:  Gdy byłam wtedy na basenie po raz pierwszy zobaczyłam jakieś dziewczyny, które nie pływały tak normalnie od murka do murka, tylko tańczyły w wodzie do muzyki. To było dla mnie coś nowego i zrobiło na mnie ogromne wrażenie! Moja mama zauważyła, że spodobało mi się to i zapytała czy też chciałabym tak trenować.

Moja przygoda z pływaniem synchronicznym zaczęła się gdy miałam 5 lat.

K.N: Jak wspominasz swoje pierwsze treningi , było ciężko? To musi być nie lada sztuka by będąc do góry nogami pod wodą wykonywać nimi różne kombinacje nad powierzchnią!

Z.F.: Haha, racja.:) Treningi z początku były ciężkie. Najbardziej wspominam ćwiczenia na sali, podczas których obciągałyśmy paluszki jak baletnice i chodziłyśmy na palcach w kółeczku. Rozciąganie było bolesne, nie raz wychodziłyśmy z zajęć płaczem.

Napięcie, styl, szyk i wdzięk to jest to, co cechuje pływaczkę synchroniczną i tego też uczyła nas trenerka.

K.N.: Nigdy nie pomyślałaś o tym, że to może jednak nie dla Ciebie, że nie chcesz się tak trudzić, płakać po treningach?

Z.F.: Czasem były gorsze chwile, wiadomo, ale to co robię sprawia mi i zawsze sprawiało mega frajdę. To właśnie ona nie pozwalała mi zakończyć tej przygody.

K.N.: A co wspominasz najlepiej?

Z.F.: Oczywiście obozy! No i rzecz jasna- zawody, których niestety mam coraz mniej, bo jestem już seniorką. Ale medale, defilada, dresy klubowe, czy dresy kadry – to jest to co trzyma sportowca przy tym co robi. Jest to podsumowanie jego ciężkiej pracy, włożonego wysiłku i poświęconego czasu.

K.N.: Właśnie mówiąc o poświęconym czasie… jak często trenujesz?

Z.F.: Treningi aktualnie mamy 3 razy w tygodniu. To mało w porównaniu z wcześniejszymi latami.. teraz czeka mnie matura, więc też mam mniej czasu.

K.N.: To w takim razie co po maturze? Wiążesz przyszłość ze Twoją pasją?

Z.F.:  Oczywiście, że tak!:)

Zawsze chciałam robić to co kocham i na szczęście „znalazłam” pływanie synchroniczne.

Teraz moją wieloletnią pracę i wiedzę chciałabym wykorzystać  w celu trenowania młodych zawodniczek. Marzę by założyć własny klub.

K.N.: Czyli wybierasz się na AWF na kierunek trenerski?

Z.F.: Taki mam plan! A wyobrażasz sobie mnie za biurkiem jako sekretarkę? :p

Chyba bym zwariowała. 😉

Chciałabym żeby moje zawodniczki osiągały dużo w tym sporcie i tym samym rozprzestrzeniały go, promowały.

Dla większości ludzi  to jest „fiknie w wodzie” do muzyki, dla mnie jest to całe życie i chce sie z tym podzielić.:)

 

 

 

Uśmiechnij się na wiosnę!

Uśmiech. Coś tak pięknego, lecz często tak bardzo zapomnianego. Dlaczego w biegu codzienności gubimy tak wspaniałą rzecz? Czemu by nie spróbować naprowadzić ludzi na „właściwą drogę”? No właśnie! 21 marca zaczyna się wiosna. Jak każdy dobrze wie, zaczyna się robić ciepło, wszystko budzi się do życia. Człowiek jest istotą złożoną, lecz nawet najmniejszy impuls potrafi zmienić jego nastawienie i zachowanie. W związku z tym wpadliśmy na pomysł – stwórzmy impuls do uśmiechania się! W całym Lesznie zawisną plakaty i napisy, będą również rozdawane ulotki. Jeżeli się uda – hasło „Uśmiechnij się” usłyszymy również w radiu. Niech pierwszy dzień wiosny będzie dniem w którym uśmiech na stałe zagości na naszych twarzach! Każdego chętnego do pomocy w wykonaniu napisów, rozwieszaniu plakatów oraz rozdawaniu ulotek prosimy o zgłoszenie się do Magdy Ryfy z klasy 1a (sala nr 2).

Tolerować nietolerancję.

Ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w naszym kraju okazały się rodzajem testu na tolerancję całego społeczeństwa. Niestety czeka nas termin poprawkowy. Nie chodzi tu tylko o to co mówili i jak głosowali posłowie naszego sejmu, lecz o to jak wypowiadali sie poszczególni obywatele będący integralną częścią naszego narodu ! Internet pełen jest wulgarnych, uwłaczających godności drugiego człowieka komentarzy, są i takie, które tej godności człowiekowi odmawiają ! Wszystko rozpoczęło się debatą nad ustawą o związkach partnerskich, a właściwie brakiem tej debaty. Konserwatyści zapomnieli, że ochrona rodziny i interesu narodowego jest czymś zupełnie innym od odbierania ludziom szansy na normalność i poczucie bezpieczeństwa. Warto pamiętać, że z regulacji zawartych w ustawie o związkach partnerskich skorzystają w znacznej większości przypadków pary heteroseksualne, lecz trzeba przede wszystkim umożliwić parom homoseksualnym formalizację ich związków. Dlaczego ociemniałe polskie społeczeństwo tak obawia sie popularyzacji homoseksualizmu, skoro procent jego występowania w przyrodzie pozostaje niezmienny od wieków ? Obok kontrowersji wokół związków partnerskich, mogliśmy obserwować próbę zmiany wicemarszałka sejmu zainicjowaną przez Ruch Palikota. Jasnym jest dla mnie, że premia pani Wandy Nowickiej była tylko marnym pretekstem, by pozbawić ją fotela wicemarszałka. Nieistotne jest dla mnie tu jednak jak rozwinęła się ta sytuacja, lecz to jaki przykład społeczeństwu dał parlament, gdy rozeszła się wieść o tym kto został nowym kandydatem na to stanowisko. Jeszcze nigdy nie słyszałem tylu wymijających, nieprawdziwych i śmiesznych odpowiedzi, jakich udzielali posłowie z „Wiejskiej” na pytanie „dlaczego nie posłanka Grodzka?”Fakt, nie każdego można przekonać do tolerancji, więc może i dobrze że czasem posłowie nie mówili wprost dlaczego są przeciwni tej nominacji. Sytuacja rozwinęła się dość dynamicznie, głównie dzięki nietaktowi pani Krystyny Pawłowicz. I tak z jednej strony przyjazna, uśmiechnięta i życzliwa twarz pani Anny Grodzkiej , z drugiej zaś język pogardy i obskurantyzmu reprezentowany przez panią Pawłowicz . Postępowanie tej drugiej skłania do refleksji i przemyśleń nad naszą własną moralnością. Zmusza do zadania sobie pytania, czy jestem tolerancyjny ? Czy szanuję inność i prawo drugiego człowieka do bycia innym? Dodając pół żartem, pół serio zastanawiam się nad tym, jak można zarzucić kobiecie, że ma twarz boksera samemu nie wyglądając jak modelka z okładki Playboy’a Możemy się tylko domyślać jakby to było, gdyby uchwalono ustawę o związkach partnerskich, a marszałkiem sejmu zostałaby pani Anna Grodzka. Czuję, że byłoby wówczas tak jak być powinno, w kraju, który jak żaden inny wie, jak cennymi wartościami są wolność, równość i szacunek do rodaków. Warto zastanowić się także nad tym czy można jednocześnie wielbić Pana i nienawidzić drugiego człowieka, oraz czy słowa „kochaj bliźniego swego jak siebie samego” nie są juz tylko frazesem.

Zelek Filip

3 pytania do pani E.Grochowiak

W czwartek, 20. grudnia 2012 roku klasy ID i IC spotkały się z Panią Elżbietą Grochowiak, absolwentką Naszego Liceum, która aktualnie jest asystentką dyrektora  do spraw konkurencji w ekipie Unii Europejskiej! Dowiedzieliśmy się, że ten dział zajmuje się głównie karami za kartele (zmowy cenowe), za nadużycie pozycji dominującej oraz zezwala lub zabrania na koncentracje (połączenie) czy fuzje (włączenie) firm lub pomoc państwa. Mówiliśmy także o samej Unii, o jej budżecie, sprawiedliwości w składkach członkowskich, polityce spójności, nagrodzie Nobla, a także o tym co Unia zrobiła konkretnie dla nas. Zwróciła nam uwagę na takie wręcz niezauważalne szczegóły w życiu codziennym, jak fakt, że teraz większość ładowarek do telefonów ma to samo wejście, niezależnie od tego jaki model posiadamy (Przyznawać się! Ktoś z Was to zauważył?). Obejrzeliśmy również dwa, może i lekko przesłodzone filmiki ukazujące pomoc, jaką Unia dała światu, np. „The European Union, at Peace for over 60 years” (do znalezienia na YouTube).
Postanowiłyśmy wykorzystać sytuację i przeprowadzić z Panią Elżbietą krótki wywiad.

Jagoda Jarzembowska.: W jakim języku mówi pani na co dzień?
P. Elżbieta: Moim językiem jako takim jest język angielski, ponieważ jest to język Unii. Oczywiście sprawy mogą być zgłaszane w każdym języku, ale to nam ułatwia sprawę i firmy prawnicze, które się do nas zgłaszają najczęściej posługują się angielskim.
Karolina Nosek: Iloma językami najlepiej mówić w środowisku unijnym?
P.E.: Najlepiej jest znać trzy języki oficjalne, języki pracy, jakimi się posługujemy: niemiecki, angielski, francuski, przy czym angielski przoduje. Jeżeli chodzi o Brukselę jako taką,  językiem dominującym jest z kolei francuski.
Jagoda  Jarzembowska: Odwieczne pytanie! Proponuje Pani wybrać uczniom studia, po których jest dobry zawód , czy raczej takie, które ich interesują, pasjonują, a z zastosowaniem niekoniecznie?
Gdybym mogła wybrać raz jeszcze poszłabym na studia specjalistyczne. Po ekonomii umiem wszystko i nic. To jest tak, że studia dają wiedzę i poziom intelektualny. Tą wiedzę nie zawsze wykorzystuje się w pracy. Studia to nie jest koniec nauki. Ja się nadal uczę: francuskiego, hiszpańskiego czy oprogramowań. Bardzo ważne są też programy takie jak „Erasmus” czy różne konkursy. Ja znalazłam pracę właśnie dzięki konkursowi, choć nawet nie sądziłam, że go wygram.
Wszystko jest możliwe albo nic nie jest niemożliwe. Uczniowie teraz  mają możliwości, których ja nie miałam. Chciałabym, żeby przy wyborze pracy kierowali się nie tylko pieniędzmi, ale też tym, co lubią. Żałuję, że nie poszłam do Centrum Doradztwa Zawodowego. Fajnie jest jak się robi, co się lubi.
********************************************************
Pani Elżbieta przybliżyła nam realia Unii, umożliwiła dostrzec jej zalety, ale także nie próbowała nam wmówić, iż nie ma wad, odpowiadała na nasze pytania i pomagała rozwikłać problemy, mówiła w sposób jasny i zrozumiały, dużo się uśmiechała, co pozwoliło nam poczuć się swobodnie. Lekcja ta z pewnością ustabilizowała naszą wiedzę i niejednokrotnie z niej skorzystamy w dalszym życiu.
W imieniu obu klas serdecznie DZIĘKUJEMY.

Jagoda Jarzembowska i Karolina Nosek

 

Coś o mowie nienawiści

 

Myśląc podobnie jak redaktor Tomasz Lis (Newsweek 49/2012) nie zauważam szans na merytoryczną dyskusję na polskiej scenie politycznej, ani na pokojowe uspokojenie nastrojów polskiego społeczeństwa. Twierdząc, że za taki stan rzeczy odpowiedzialna jest niepoważna opozycja podburzająca „prawdziwych patriotów ” oraz bierny rząd, który pozwala się obrażać i mieszać z błotem na każdym kroku, zastanawiam się, świadkiem jakich absurdów będę musiał jeszcze być.
Do tej pory w tej bezsensownej batalii świadomy udział brali politycy i Kościół. Niedawno dołączył się ONR, Młodzież Wszechpolska i Antifa. Zmartwił mnie fakt, ze ostatnio SIŁĄ zaangażowano polską kulturę, a co za tym idzie wybitne jednostki polskiej literatury, teatru, czy filmu, które były do tej pory ” politycznymi dziewicami”
Skoro doszło do tego, ze kłóci się poseł z posłem, ksiądz z księdzem, patriota z patriotą, aktor z aktorem, reżyser z reżyserem, to kiedy zacznie się kłócić uczeń z uczniem ?! Każdy z nas ma jakieś poglądy polityczne, które wyraża swobodnie gdy tylko tego chce! Wielu moich znajomych jest z zupełnie „innej partii”, a mimo to darzę ich szacunkiem i sympatią. Może to tylko kwestia czasu kiedy pod wpływem trendu na nienawiść, przyjaciel z ławki stanie się chorym na głowę „naziolem” lub zdradzieckim sługusem Putina.
Czy polskie szkoły może zdominować wszechobecna mowa nienawiści ?
Czy podzielimy się na pokolenie zamachu smoleńskiego i katastrofy smoleńskiej ? Nie mam pojęcia, choć wiem, że jeśli sytuacja polityczna w naszym kraju szybko się nie poprawi to czeka nas coś czego nikt się nie spodziewa i nie chodzi mi tu o gwałtowny wzrost gospodarczy.

Zelek Filip

 

Balik PCK

Kolejny, już 27 raz, dzięki wolontariuszom Polskiego Czerwonego Krzyża w Lesznie uśmiech dzieci niepełnosprawnych wypełniał salę Miejskiego Ośrodka Kultury w Lesznie.

W minioną niedzielę w leszczyńskim MOKu odbył się balik dla dzieci niepełnosprawnych. Młodzież Leszczyńskiego Polskiego Czerwonego Krzyża bawiła się z czterdzieściorgiem dzieci wymagających, na co dzień specjalnej opieki. SIMowie (Społeczni Instruktorzy Młodzieżowi) przebrani za bajkowe postacie lub w czerwonych koszulkach z logo PCK tańczyli i bawili się z podopiecznymi. Rodzice mogli w tym czasie porozmawiać przy kawie i cieście. ,,Ach spójrz jak pada deszcz, na liście pada deszcz..” czyli pląsy. Tańczył i śpiewał cały MOK, bez wyjątku. Oczywiście na samym początku godnie rozebrzmiał hymn, wykonany przez wolontariuszy i dzieci, a potem wszyscy zaczęli się bawić. Śmiechów i chichów nie było końca.  Dzieci brały udział w zabawach, jadły słodkości i zawierały nowe znajomości. Na sam koniec każdy podopieczny dostał paczuszkę przepełnioną smakowitymi prezentami.

,,Balik i obóz to najważniejsze akcje Polskiego Czerwonego Krzyża, gdzie możemy zobaczyć nagrodę za naszą całoroczną pracę na rzecz niepełnosprawnych- uśmiech tylu naszych podopiecznych.” SIMowie rzeczywiście pracują przez cały rok żeby uzyskać fundusze na działalność. Organizują kwesty- najbliższa już 14, 15, 16 grudnia na terenie całego Leszna, wypatrujcie czerwonych wolontariuszy z puszeczkami i wrzucajcie do nich pieniążki. Ostatnio na deskach MOKu wolontariusze odegrali bajkę dla leszczyńskich przedszkoli i szkół.  Około 30 SIMów wcieliło się w bajkowe role i przemierzało magiczne światy bajek.

Wszystkich zainteresowanych działalnością Leszczyńskiego Polskiego Krzyża, a zwłaszcza Społecznych Instruktorów Młodzieżowych zapraszamy do śledzenia naszej facebookowej strony http://www.facebook.com/pckleszno.

 

 

Nicole Klimpel

Ksiądz Mikołaj

 

Tym razem postanowiłyśmy przeprowadzić wywiad z księdzem Mikołajem Konarskim, który od blisko dwóch lat uczy w naszej szkole. Dotychczas nie miałyśmy pojęcia o jego ciekawych zainteresowaniach oraz nie wiedziałyśmy, że jego talent do języków obcych jest tak szeroki. Jest to bez wątpienia bardzo interesująca postać w naszej szkole. Nie słuchając go na lekcjach, bardzo wiele się traci. W swoich wypowiedziach pomaga nam zrozumieć wiarę i jej zasady, które mogą młodym ludziom wydawać się zbyt rygorystyczne.

 

Ewa: O czym ksiądz najczęściej wspomina w kazaniach na mszy świętej?

Ks.Konarski: Na kazaniach, w szkole, gdziekolwiek walczę z pesymizmem niewiary i powtarzam jak mantrę: Bóg jest i kocha Cię, niezależnie, czy w Niego
wierzysz, czy nie. On w ciebie wierzy. Jezus jest optymistą. Obiecuje życie
wieczne.

Asia: Ile ksiądz właściwie zna języków i jak księdzu udało się je opanować?

Ks. Konarski:  Mówię dość swobodnie w siedmiu, z trzech rodzin językowych, piszę w trzech alfabetach. Trzeba to pokochać i zgodzić się na tysiące godzin nauki słówek i gramatyki. Ale to wciąga i sprawia olbrzymią frajdę. Poza tym uważam, że
każdy język, który opanowuję to jakby kolejne życie, którym mogę się
cieszyć. Nawet kilkaset godzin nauki języka obcego dla kilku minut rozmowy z
obcokrajowcem uważam za wspaniałą przygodę. Nie słówka i nie gramatyka są
najciekawsze lecz człowiek, z którym się wymienię pomysłami i wrażliwością,
jeśli będzie w stanie mnie zrozumieć, a ja jego. Każdy człowiek może mnie
czegoś nauczyć, a ja czasem mogę mu coś podpowiedzieć, coś tam pomóc.

Ewa: Od ilu lat uczy ksiądz w naszej szkole i jak zadecydował o tym, żeby uczyć
wiary nie tylko w kościele ale i w szkole?

Ks.Konarski: Uczyć, nauczać. Boję się tych słów i unikam. Uczyć to może mądry głupiego.Nie stawiam sobie za cel was wyuczyć wiary. Chcę wam towarzyszyć w waszym własnym spotkaniu z Jezusem. Wiara to jest wolny wybór. Coś bardzo
wewnętrznego i intymnego. W I LO jestem drugi rok i jest mi tu bardzo
dobrze.

Asia: Ma ksiądz kontakt z młodzieżą taki jak tylko nieliczni księża. Czy myśli
ksiądz, że dzisiejsza młodzież jest uduchowiona czy bardziej krytykuje
zasady wiary niż je respektuje?

Ks. Konarski: Jak człowiek przestaje krytykować to oznacza, że zadowala się tym co jest. A młodzież na szczęście nie lubi spokoju i drażni ją przeciętność. To co jest
z reguły nie wystarcza. Trzeba krytykować ile się da, ale uczciwie i mądrze,
szanując każdego. Zasady, przykazania wynikają z wiary i zdrowego rozsądku.
Młodzi chętnie ich przestrzegają, jeśli usłyszą dlaczego warto. Odpowiedź
daje rozum i wiara. Chrześcijanin ma wyrzekać się grzechu, a nie szczęścia.

Asia: Co ksiądz myśli na temat nauczania religii w szkole? Czy ten przedmiot
powinien być obwiązkowy czy szkoła nie odpowiada za wychowanie w wierze?

Ks.Konarski: W szkole, w domu, na boisku sportowym, na ulicy, czy gdzie tam lubicie chodzić trzeba pozostać sobą. Jestem katolikiem, to wszędzie. Jeśli wierzę w
Boga, to On mi nie przeszkadza, ale inspiruje. Z tego, że zaufałem Jezusowi
jestem dumny. Religia w szkole? A dlaczego nie?. Chcesz, to chodzisz. Tak
jak jest teraz. Tak się składa, że w szkole jesteście wy moi
uczniowie-młodzi, wartościowi i niezwykle wrażliwi ludzie. Jezusowi na was
zależy i ja miałbym wam o tym nie powiedzieć. Byłbym szaleńcem. Do Kościoła
zachęcam na niedzielną Mszę Świętą, do szkoły na katechezę.
Ewa: Co zadecydowało u księdza o przyjęciu święceń kapłańskich?

Ks.Konarski: Jako kilkuletni chłopiec zostałem ministrantem i zacząłem służyć do Mszy Świętej. Bycie ministrantem było dla mnie powodem wielkiej dumy, bo ministrant w czasie Mszy Świętej był przy samym ołtarzu, zaraz obok księdza proboszcza i księży wikariuszy. W każdym razie nie każdy chłopiec mógł być ministrantem- tak wtedy myślałem -i to przeważyło szalę. Zostałem ministrantem. Gorliwie służyłem do Mszy Świętej, nigdy się nie spóźniałem, zawsze przygotowywałem się do pełnionych funkcji. Jeszcze przed Pierwszą Komunią Świętą zapytany przez księdza wikariusza, dziś zacnego dziekana i kanonika, kim chcę zostać odpowiedziałem bez namysłu i pewnym głosem, że księdzem. Opatrzność Boża pozwoliła mi spotkać świątobliwego proboszcza, którego darzę największą czcią i synowską miłością. Po dziecięcemu już wtedy miałem przemyślane i postanowione, że będę księdzem.

Asia: Jak wyglądały lata młodości księdza, jakie miał ksiądz zainteresowania i gdzie uczęszczał do szkół?

Ks. Konarski: Kolejne lata były oczekiwaniem, długim oczekiwaniem na przyjęcie święceń. Ukończyłem szkołę podstawową im. Powstańców Wielkopolskich w Poznaniu, gdzie utrwalałem patriotyczne wychowanie otrzymane w domu rodzinnym. W 2000 roku rozpocząłem naukę w VII Liceum Ogólnokształcącym w Poznaniu. Zainteresowałem się filologią nowożytną, która wkrótce stała się moją pasją. W międzyczasie zostałem ustanowiony lektorem i psalmistą, ćwiczyłem wschodnie sztuki walk i biegi.

Ewa: Kiedy dostał się ksiądz do seminarium duchownego i jak wyglądała odebrana tam edukacja?

Ks. Konarski: W 2005 roku złożyłem egzamin maturalny i zdałem egzaminy wstępne do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego. Zostałem klerykiem. Przez kolejne sześć lat niełatwych studiów i jeszcze trudniejszej formacji, przygotowywałem się do bycia księdzem. Pracę magisterską z patrystyki pod kierunkiem prof. dr hab. Bogdana Częsza obroniłem na krótko przed święceniami.  Decyzją Jego Ekscelencji Księdza Arcybiskupa Metropolity zostałem wyświęcony na kapłana 26 maja 2011 roku w katedrze poznańskiej. Skierowany do Kolegiaty w Lesznie spotkałem się z życzliwym i ciepłym przyjęciem kapłanów i wiernych. Każdego dnia dziękuję Panu Bogu za kapłaństwo.

 

 

Ewa Poloch

Asia Schubert