Wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Świadczy o tym piękna pogoda za oknem jak i stres związany z ocenami końcowymi. Część z nas ma już plany na najbliższe dwa miesiące. Planujemy podróże, wypady z znajomymi. W tym czasie będziemy mogli nadrobić zaległości w oglądaniu  filmów czy czytaniu książek, na które nie zawsze był czas w ciągu roku szkolnego. Planując wakacje jednak warto pamiętać o naszym bezpieczeństwie. Plakaty na ten temat przygotowała pani Dorota Tarka, mijamy je codziennie na korytarzach. Warto się z nimi zapoznać, może to nam oszczędzić niepotrzebnego stresu na wakacjach

Planując podróż za granicę, powinniśmy pamiętać o aktualnym paszporcie lub dowodzie osobistym oraz o Europejskiej Karcie Ubezpieczenia Zdrowotnego, która ułatwi nam dostęp do świadczeń zdrowotnych w razie nagłych wypadków. Warto zrobić kserokopię dowodu osobistego lub paszportu, ponieważ kiedy zostanie zgubiony lub skradziony za granicą, łatwiej nam będzie wyrobienie nowego dokumentu w polskiej placówce konsularnej.

„Zajawka” życzy wszystkim udanych wakacji oraz pięknej pogody. A we wrześniu abyśmy wrócili do szkoły zdrowi i pełni zapału do zdobywania kolejnych porcji wiedzy.

Martyna Kotecka

Z Leszna do Mosbach 2013

Gdy w 29 września 2012 roku ze smutnymi minami żegnaliśmy się na leszczyńskim dworcu, myśleliśmy, że do ponownego spotkania z naszymi partnerami z wymiany, mamy jeszcze dużo czasu. Jednak zanim zdążyliśmy się obejrzeć, to wczesnym rankiem dnia 11 maja 2013 grupa uczniów z naszego liceum i z Gimnazjum nr 5 w Gronowie pod opieką p. prof. Violetty Dopierały i p. prof. Elwiry Jakubowskiej kierowała się już w stronę granicy z Niemcami.
Jedenastogodzinna podróż zdawała się nie mieć końca, lecz gdy zobaczyliśmy tabliczkę z napisem „Mosbach” nie byliśmy do końca pewni, czy chcemy wysiąść z autobusu. Na szczęście był to tylko chwilowy niepokój, który minął wraz z zobaczeniem naszych niemieckojęzycznych kolegów wraz z ich rodzicami. Każdy z nas zapewne zastanawiał się jak to będzie… przecież czekał nas tydzień w obcym domu i posługiwania się w obcym językiem… Szybko zrozumieliśmy jednak, że nasi nowi „rodzice”,chcą byśmy czuli się u nich jak najlepiej, a porozumiewanie się w języku niemieckim było dla nas nową i przyjemną formą jego nauki.

Muszę przyznać, że przez cały tydzień nie brakowało nam atrakcji i szczerze mówiąc nie pamiętam, byśmy chociaż raz z moją partnerką wylądowały w domu przed 22 i nie miały co robić.
Od razu po przyjeździe do domu i zjedzeniu obiadu byliśmy umówieni na festyn wiosenny, który odbywał się w centrum Mosbach, coś w stylu „wesołego miasteczka”, bardzo przypadło nam to do gustu po ciągnącej się podróży. Jak się okazało, pierwszy wieczór był tylko małą zapowiedzią tego, co czekało nas w kolejnych dniach.
Niedziela była czasem, który w większości spędziliśmy z naszymi partnerami, pływając na basenie, bawiąc się w podchody, oglądając filmy. W poniedziałek wcześnie rano wyruszyliśmy na wycieczkę. Celem był Heidelberg, który niestety przywitał nas ulewnym deszczem, lecz nie przeszkodziło to nam w podziwianiu słynnego zamku i klimatycznego centrum miasta. Nie zabrakło też czasu wolnego na zakupy i skosztowanie tradycyjnych słodyczy, którymi były Schneeballen!( Jak o nich myślę to od razu robię się głodna.;))
Naszym punktem docelowym był Frankfurt nad Menem, który szczególnie zachwycił nas swoją architekturą i połączeniem nowoczesnych wieżowców, ze starymi kamieniczkami.  Mogliśmy zobaczyć przepiękny widok na całe miasto z 53.piętra Main Tower. Odwiedziliśmy też Dialog Museum, które pomogło nam choć trochę zrozumieć jak żyją ludzie niewidomi. Zwiedziliśmy też trzeci pod względem liczby obsługiwanych pasażerów, port lotniczy w Europie. Te trzy dni minęły nam bardzo szybko i gdy wróciliśmy do Mosbach, uświadomiliśmy sobie, że niedługo nasza wymiana dobiegnie końca L
W czwartek od rana poszliśmy do szkoły i mieliśmy okazję uczestniczyć w lekcjach wraz z naszymi partnerami. Osobiście, bardzo przypadła do gustu lekcja historii o II Wojnie Światowej po angielsku. Uwierzcie mi, to bardzo dziwne uczucie, uczyć się dwóch języków na raz i jeszcze historii do tego! Albo gdy kichasz i dostajesz w odpowiedzi „Na zdrowie” w trzech wersjach jednocześnie. 😉
Tego samego dnia zwiedziliśmy też miasto, weszliśmy na wieżę ratusza i oczywiście spędziliśmy miły wieczór z naszymi partnerami.
Piątek był  ostatnim dniem wymiany, z rana jeszcze nikt o tym nie myślał, ale po wizycie u burmistrza, gdy wszyscy spotkaliśmy się na wspólnym grillu, po woli dochodziło do nas, że nasza przygoda się kończy, i że może już nigdy nie zobaczymy naszych kolegów i koleżanek, u których spędziliśmy ten tydzień. Szczerze, ta myśl stała się tak dziwna, że stwierdziliśmy, że to niemożliwe i musimy się jeszcze kiedyś odwiedzić! Czy to naprawdę dojdzie do skutku- nie wiemy, ale mamy taką nadzieję.

Kasia Nowak

Król Drozdobrody – opowiadanie

W ciemnym ponurym pokoju o bordowych ścianach, siedziało dwoje ludzi, pochylających się nad rozłożoną na stole talią kart Tarota. Przez okna zaciągnięte ciężkimi kotarami z trudem przezierały pojedyncze promienie słońca.
– Więc to jedyne wyjście dla mej jedynaczki? – westchnął mężczyzna ciężko, jakby dźwigał jakieś niewidzialne brzemię – a jeśli moja odmówi? Znasz ją , wiesz, jakie z niej ziółko.
Piękna kobieta w błyszczącej szacie z tysiąca smoczych, opalizujących łusek podniosła wzrok pytającego. W jej szmaragdowych oczach nie wyczytał ani cienia nadziei
– Pamiętaj, że klątwa zadziała, gdy tylko Miranda stanie się pełnoletnia. Rozumiem, że trudno to zrozumieć tu i teraz, w świecie, w którym żyjemy od lat, i który stał się dla nas drugim domem, ale pamiętaj, że Miranda jest półkrwi…
– Nie zapominam o tym ani przez chwilę – zapewnił mężczyzna tarmosząc nerwowo markowy krawat, jakby się dusił – chociaż czasem pragnąłbym zapomnieć…Tęsknię za Drakolos, ale…dla mojej księżniczki tutaj jest bezpieczniej. Nie zasiądzie na smoczym tronie naszych ojców, ale będzie władała moim imperium, tym, co stworzyłem przez lata. Tutaj.
– Niestety, przeszłości nie wymażesz, Drakonie. Płynie w jej żyłach nasza krew, niepokorna i harda, która w porę nieokiełznana zmieni ją w istotę nieprzewidywalną i złą. Ktoś musi nauczyć ją pokory , odnaleźć w niej dobro i pokazać jak…być człowiekiem. Dajmy na to jakiś…mąż.
– Mąż? – roześmiał się Drakon ubawiony do łez – widać dawno nie widziałaś swej chrześniaczki. Robi, co chce, nikogo nie słucha, wagaruje…mam z nią prawdziwe utrapienie. Nie jesteśmy w Drakolos, Aubrietto, tutaj dziewczyny kończą studia, potem robią karierę zawodową, zdobywają niezależność, samodzielność, na sam koniec zaś..
– Będzie dla Mirandy za późno. Wiedziałeś o tym, kiedy wiązałeś się z jej matką. Do dziś nie rozumiem dlaczego? Kiedy rozbił się nasz Airdraker, dałam ci zatruty sztylet, byś nie wpadł im w ręce, a ty poślubiłeś jedną z nich.
– Było za późno. Obudziłem się oszołomiony, leżąc na stole w laboratorium. Wokół stali ich naukowcy, by za pomocą skalpeli i rozłożyć mnie na czynniki pierwsze. Nie było chwili do stracenia, zacząłem uciekać i trafiłem do jasnego pomieszczenia, gdzie zapłakana kobieta opatrywała rany nieprzytomnemu mężczyźnie. Musiała go bardzo kochać…pomyślałem że to dla mnie szansa, zwłaszcza, że pogoń była tuż…Wyszła za mnie, sądząc, że to on cudem uzdrowiony, a ja oszalałem na punkcie istoty o oczach jasnych jak wody Neeree opływającej Drakolos. Wiedziałem, że nie wolno nam mieszać królewskiej krwi, ale kiedy przyszła na świat Miranda, byłem po prostu szczęśliwym tatusiem…człowiekiem. Nie myślałem wtedy o klątwie.
– I to był błąd, Drakonie, który teraz musisz naprawić, inaczej twoja jedynaczka wyrośnie na potwora bez serca.
– Jesteś magiem, czemu więc nie użyjesz swych mocy?
– Gdybym miała swój kryształ, niestety podczas naszej ucieczki, nie zdążyłam po niego wrócić. Miałam do wyboru ratować brata, albo Oko Czasu. Mimo to będę czuwać nad Mirandą, musisz tylko znaleźć jej męża.
– To najtrudniejsza inwestycja, z jaką się spotkałem jako buisnesman, mimo to wydam bal na którym gwiazdą będzie moja Miranda. Mam nadzieję, że choć jeden przystojniak zdąży ją zainteresować na dłużej.

W tym samym czasie na zatłoczonej samochodami głównej arterii stolicy za najnowszymi cudami techniki motoryzacyjnej , dysząc spalinami wlókł się stary, czerwony weteran szos. Jego młody właściciel w przeciwieństwie do innych kierowców nie narzekał na tasiemcowy korek w którym jak co dzień o tej porze przyszło im stać. Wystawił głowę przez uchylone, przednie drzwi, i z zainteresowaniem przyglądał się ślicznej modelce, słodko uśmiechającej się doń z wielkiego bilbordu zakrywającego jedną ze ścian Drakon Center. Widząc to, siedzący obok młodzieniec o azjatyckim pochodzeniu kiwnął głową w stronę reklamy i powiedział z uznaniem
– Prawdziwe cudo nie z tego świata – niestety poza zasięgiem. Co najwyżej możesz sobie popatrzeć i pomarzyć.
– Ożenię się z nią. Ile razy tu stoimy po południu, tyle razy jej to obiecuję – uśmiechnął się jasnowłosy – zielonooka będzie mi parzyć angielską herbatkę i przynosić kapcie.
Czien – Chi zachichotał
– Ona? – Tobie? A wiesz kto to jest?
– Już mówiłem, moja przyszła żona – jasnowłosy puścił oko do bilbordu – The Best!
– Tak, tak – skośnooki poklepał go po ramieniu – jej tatuś rządzi połową świata. No wiesz, polityka, giełda, banki, centra handlowe. Rekin finansjery. Tylko marzy o tym, by taka mała rybka jak ty – rozwoziciel pizzy i gwiazda rocka koncertująca w garażu został jego zięciem. Za marzenia nie karzą, stary, ale…
Kornello nie słuchał dalszego wywodu koreańskiego imigranta. Pracował z nim rok, a on wciąż nie miał pojęcia, że ten „ rozwoziciel pizzy” jest jednym z najbardziej wpływowych ludzi w regionie. Był przekonany, że jako zwykły człowiek lepiej pozna swych pracowników, i nie zostanie tak szybko rozpoznany. A jednak się mylił.
Tuż obok, na lewym pasie stała limuzyna, na pozór niczym się nie wyróżniająca od innych tego typu pojazdów, może poza…pasażerką. Niewiarygodnie piękna kobieta przyglądała się uważnie młodemu człowiekowi dłuższą chwilę, po czym wychyliwszy się przez uchyloną szybę rzuciła jakąś kopertę wprost na kolana Kornella. Zdumiony zerknął na jej zawartość pachnącą nieziemskimi perfumami.
„ Zaproszenie na bal charytatywny do Drakona Batsa” – uśmiechnął się zadowolony – „ Moja słodka kusicielka z bilbordu też tam będzie…”
– Ale babka! – przerwał mu Koreańczyk – w życiu takiej nie widziałem! List pachnie, jak kąpiel Wenus. Co ci tam napisała..?
Kornello zastanowił się chwilę – już gdzieś ją…- i naraz przyszła mu do głowy szalona myśl – Jest uderzająco podobna do mojej ślicznotki z centrum, dziwne..
Piękna w swej limuzynie zaparkowanej za rogiem też była poruszona do głębi.
– Mogłabym przysiąc, że to syn Romualda. Podobnie jak ojciec udaje kogoś, kim nie jest, wtapiając się w tłum. Mnie jednak nie oszuka. Kosmiczny pył na zaproszeniu już zatruwa jego umysł, wkrótce nie będzie mógł oddychać bez Mirandy..
Nie wiedziała, że zakochany Kornello od dawna nie potrzebował kosmicznego pyłu…Jednak nie znał prawdziwego oblicza swej wybranki..
Była jedenasta. Lekki podmuch leniwie poruszał słodkimi firankami o landrynkowej barwie. W koszyczku wyłożonym różowymi poduszkami ziewał pachnący perfumami bieluśki pudel, tarmosząc swą wciąż śpiącą panią za ognistorude loki wielką kaskadą spływające po jedwabnej pościeli. Tuż obok głowy dziewczyny leżał najnowszy, zrobiony na zamówienie jej ojca telefon komórkowy wyłożony masą perłową i usiany cyrkoniami, wydając z siebie piskliwe dźwięki. Te bardzo nie spodobały się właścicielce.
– Precz! – rzuciła złośliwym przedmiotem o drzwi akurat w tej samej chwili, gdy do jej pokoju wszedł papa
– Cóż to, moja panno, ciskasz we mnie telefonem, który dopiero co przysłano od projektanta? Wiesz ile mnie kosztował? – oburzony rozcierał bolącą szczękę z – Tego już za wiele! I dlaczego jeszcze nie jesteś w szkole? Tym razem nie przekonam twej dyrektorki i będziesz musiała powtarzać klasę.
– Mam gdzieś szkołę i panią Rolland. Po co mi nauka, skoro jestem bogata, i mogę robić, co mi się podoba. A.., i zwolnij tę starą wiedźmę Arisę, którą zatrudniłeś wczoraj wieczorem. Zawsze rano czekała na mnie kawa light i dietetyczne ciasteczka, dziś nie ma nic! – dziewczyna w skąpej piżamce przeciągnęła się rozkosznie – No, nie gniewaj się tatku, już wstaję, bo mam dziś sesję dla „ Cienia Gwiazd”
– Pójdziesz do szkoły, odwołałem twoje zdjęcia do tabloidu i…
– Co znowu – rozpieszczona jedynaczka wydęła pogardliwie usta – mam włożyć habit i udać się do kościoła na pokutę?
– Przeciwnie, dziś wieczorem wydaję bal. Będziesz gościem honorowym, postaraj się wyglądać jak na damę przystało. Będzie wielu młodych ludzi z pozycją, chcę byś ich poznała.
– Z jaką firmą tym razem przewidujesz fuzję, że potrzebujesz mego wsparcia – zachichotała mrużąc oczy zielone oczy w nieludzkie szparki – wiedz, że póki co, nie ma na mnie ceny.
– To nie fuzja, i nie buisness, aaa.. – Drakon zawahał się, i zastanowił jakby najoględniej przedstawić córce propozycję małżeństwa – Chciałbym …połączyć twoje interesy z interesami jakiegoś przyzwoitego młodego człowieka. Skoro nie chcesz chodzić do szkoły, wyjdziesz za mąż!- ostatnie słowa powiedział tonem, który zdziwił młodą damę
– No żartujesz! – roześmiała się biorąc na ręce pudla przebierającego nogami – takiego rodzaju kary się nie spodziewałam. Lepiej zawołaj Arisę, niech wyprowadzi Pączusia, za chwilę..
I było za późno. Po jedwabnym peniuarze pociekła żółta strużka
– Widzisz! Przez twoje zrzędzenie mój Pusio na mnie nasikał! Potrzebuję kąpieli i najlepiej Spa, teraz zaraz! – tupnęła nogą ze złością – a ten łach możesz oddać dla biednych! I ten złom też – kopnęła leżący telefon – I tak w ogóle mógłbyś już stąd wyjść! Jestem okropnie wściekła, mogłabym zionąć ogniem!
W oczach Drakona pojawiły się dziwne błyski. Aubrietta miała rację, trzeba natychmiast działać”
– Nie lubisz wychodzić ze swej sypialni, więc pozostaniesz w niej do wieczora. Przyślę ci kogo trzeba, byś wyglądała olśniewająco. Mam dość twoich fochów, tymczasem bywaj, będę dziś bardzo zajęty.- po czym odwrócił się na pięcie, i nie zważając na protesty córki wyszedł.
Rzuciła się za nim by sforsować drzwi, daremnie, ojciec zdążył uruchomić szyfr w zamku. Chciała zadzwonić do przyjaciółki, by się poskarżyć na swój los, ale rozbiła telefon. Internet też jej odcięli, a nowa pokojówka Arisa, mimo pisków i wrzasków nie miała prawa wejść do aresztantki. Była wściekła, tak wściekła, że..nagle spostrzegła kilka malutkich, błyszczących łusek nad paznokciami u palców rąk. Zdumiona obejrzała swe ręce i wrzasnęła
– Pozwę Intercosmetcs Focus do sądu. Przez ich krem mam grzybicę na palcach i rosną mi łuski!
Ale Drakon wiedział, że to nie wina kremu.
Ten wieczór tonął w przepychu i blaskach, ale Mirandy nie zachwycał ani pokaz sztucznych ogni, ani francuski szampan, ani najpiękniejsza kreacja najsławniejszego z projektantów, ani tym bardziej goście. Znudzona i wściekła zrażała do siebie po kolei wszystkich, kto się tylko do niej zbliżył. Gdy ojciec przedstawił ją chińskiemu potentatowi odzieżowemu, prychnęła tylko” O! Tania żółta żaba. Nie lubię żab, nie jestem Francuzką”. Gwiazdorowi kina i mistrzowi KSW wszech wag, posłała zgoła inny komplement „ Cóż za góra mięśni! Musi mieć większy apetyt, niż czarna dziura!”. Nie oszczędziła też multimiliardera i kierowcy rajdowego
– Spójrz Pączusiu – zachichotała do swego pudla – Struś Pędziwiatr
Goście opuszczali salę zniesmaczeni, pozostał tylko Kornello, zajęty rozmową z Drakonem w jego gabinecie. Gdy wrócili na przyjęcie, ze zdumieniem zobaczyli, że nie ma już nikogo. Dziewczyna z tryumfującą miną podeszła do obu, i rzekła jadowicie
– O, jeszcze jeden. Chcesz papciu, bym poślubiła tę ptasią gębę? Jaką branżą włada ten król Drozdobrody?
Tego było już za wiele. Drakon omal nie wyszedł z siebie.
– Niewdzięczna dziewczyno – wrzasnął, aż Kornello się przyczaił – wierz mi, że wydam cię za pierwszego kloszarda, którego jutro spotkam przed moim biurowcem! Ochrona, zabrać pannę młodą! Zostanie tu do rana, aż pozna swego męża.
Na nic był płacz i zgrzytanie zębów, tym razem tatuś okazał się ślepy i głuchy na wszelkie sposoby których użyła. Tej nocy przybyło jej wiele łusek na rękach..
Następnego dnia czarna limuzyna Drakona Batsa jak co dzień zaparkowała przed Drakon Center. Jakież było zdziwienie prezesa, gdy na schodach zobaczył młodego oberwańca w skórzanej czarnej kurtce rockmana, potarganych, ciemnych, długich włosach umilającego sobie czas grą na gitarze. Kocia muzyka najpierw rozdrażniła Drakona, potem jednak przypomniał sobie obietnicę złożoną córce wczorajszego wieczora.
-„ Idealny zięć. Biedny, bezdomny, i z pewnością bezrobotny.” – pomyślał, potem podszedł do nieznajomego, i poprosił
– Chodź ze mną do środka, dam ci swój największy skarb na własność.
Gdy tylko znaleźli się wewnątrz, rozkazał ochroniarzowi przyprowadzić Mirandę, oraz księdza. Mimo protestów panny młodej parę minut potem była już panią rockmanową, a błogosławieństwo ojca zawarło się w słowach
– No to żegnam. Jesteś teraz żoną tego młodzieńca, zatem musisz pójść za nim. Nie prowadzę noclegowni, więc nie mogę was tu zatrzymać.
Wkrótce potem znaleźli się za przysłowiowymi drzwiami, na ulicy którą znała zza szyb limuzyny. Teraz to samo miejsce wyglądało zupełnie inaczej. Ludzie gdzieś spieszyli, wyły klaksony samochodów, samoloty rozdzierały niebo ponad głową, za rogiem mała dziewczynka wyciągała rękę po kawałek chleba, a wychudzony bezdomny o alkoholowym oddechu natarczywie żebrał przy cuchnących kontenerach na śmieci.
– Nie pójdę dalej – wrzasnęła na idącego przodem muzyka – bolą mnie nogi w szpilkach, jestem głodna i muszę skorzystać z prysznica.
– Zdejmij buty i idź na boso, to już niedaleko. Tunel metra jest tuż, tam mam swój kąt, który dzielę z kilkoma karaluchami i szczurem. To wspaniali przyjaciele, na pewno ich polubisz.
– Wolę umrzeć! – naburmuszyła się, ale posłusznie zdjęła buty – jestem głodna, słyszysz?
– Ja też, jednak nie mam nic więcej – wydobył z zanadrza pogniecioną bułkę z pociemniałą marmoladą – masz podzielę się z tobą. Zdobyłem ją w kontenerze przy biurowcu twego ojca, jest wczorajsza, ale całkiem smaczna – nagryzł spory kęs, a potem wyciągnął w kierunku dziewczyny. Odepchnęła go ze wstrętem
– Jak chcesz . W takim razie będziesz musiała iść do pracy głodna.
– Ja do pracy? A ty, czy to nie ty powinieneś nas utrzymać?
– Ja? Ja jestem artystą, stworzonym do wyższych celów. Umówiłem cię już na dziewiątą. Będziesz pracować w tym hotelu.
– Jako asystentka prezesa?
– Jako sprzątaczka toalet. Śmierdząca robota, ale pieniądze nie śmierdzą. Jedzenie też nie. No, jesteśmy na miejscu, przebierz się, to twój kostium. Babcie klozetowe nie noszą markowych kiecek. Ja tymczasem trochę pogram, może kiedyś nagram płytę?
To był najstraszniejszy dzień w jej życiu. Kostium cuchnął chlorem i potem poprzedniego właściciela, praca okazała się dlań poniżająca, a kolega z pracy leniem który co chwilę wszystko psuł. Na domiar złego naokoło z niej szydzono. Miała dość. Głodna, zmęczona już znacznie pokorniejsza wróciła do domu kartonów w tunelu, gdzie spokojnie spał jej mąż, darmozjad. Zziębnięta okryła się starym kocem, i zasnęła u jego boku. Śnił jej się prawdziwy świat pełen niesprawiedliwości, biedy, głodnych ludzi i ludzi takich jak ona bez serca i współczucia. Otrzymała dobrą nauczkę, i chlipała przez sen całkiem szczerze
– Już nie będę tatku, tylko pozwól mi wrócić do domu.
Wtedy ktoś polizał ją po nosie a obok zapachniała róża. Zdumiona otwarła oczy i…oniemiała. Leżała na swoim ukochanym łóżku, a Pączuś z radości skakał po pościeli. Tuż obok zobaczyła
– Znam cię! – szepnęła – ty jesteś..
– Ta ptasia gęba, król Drozdobrody, z którego zadrwiłaś na balu. I twój mąż, ten który dał ci nauczkę. No, nie gniewaj się, ten ślub był tylko na niby. Obaj z twoim ojcem doszliśmy do wniosku, że powinnaś sama wybrać sobie męża kiedyś, kiedy przyjdzie na to czas. Tymczasem wstawaj, masz dziś klasówkę z matmy, a za miesiąc maturę. I jeśli lubisz mnie choć trochę, zadzwoń, spotkamy się i zaczniemy od początku. Na razie, mam sesję na uniwersytecie.
– Pewnie, że zadzwonię – uśmiechnęła się, potem spojrzała pytająco na ojca siedzącego przy biurku i kobietę przypominającą Arisę, pokojówkę.
– Więc już nie muszę nosić obrączki
– Nie – odparł Drakon – ale ja i twoja ciocia Aubrietta mamy ci coś ważnego do powiedzenia, coś co zmieni twoje i nasze życie.
Wkrótce potem mała złośnica stała się dziedziczką wielkiej fortuny, a jej ojciec naprawiwszy swój Airdraker,razem z siostrą powrócił do świata, za którym tęsknił. A za jakiś czas fuzja połączyła dwie firmy, a ślub dwa serca, a smocze gwiazdy sypały dla nich kosmiczny pył co noc.

Dominika Piotrowska

Koniec przygody z LO1. Koniec przygody z Humanistami.

Nikt nie lubi pożegnań. Kończy się jeden z najlepszych okresów w życiu młodego człowieka. Czas liceum.  Jak można go podsumować? Ująć w kilkunastu słowach 1/6 życia? Były to wyjątkowe lata. Niezwykłe i pełne przemian. Wkraczania w dorosłość i stawanie się w pełni odpowiedzialnym za swoje czyny.

LO 1, HUMAN.  Był wrzesień 2010 roku. Jak dzieci we mgle trzydziestka nowych uczniów podąża do sali nr 5. Główny budynek, parter, koniec korytarza. Cisza. Jak to będzie? Czy to właściwe miejsce dla mnie? Nagle gwar. Patrzysz na ludzi – to twoi nowi szkolni koledzy i koleżanki.  Uśmiech na ustach. Radość. Po latach okazuje się, że to najlepsi ludzie, jakich mogłeś spotkać na swej drodze. To z nimi, codziennie przez trzy lata spędzałeś po 6 – 7 godzin. Jednych lubisz bardziej, innych mniej. Ale to nie jest ważne. Ważniejsze jest to, że mimo tak wielu różnic zawsze byliśmy razem. Na dobre i złe.

Kwiecień 2013 – ta sama klasa, Ci sami ludzie, ta sama wrzawa. Kilkanaście przełożonych sprawdzianów później. To już nasze ostatnie dni tutaj. Czy będziemy tęsknić? Zdecydowanie tak. Nie tylko za sobą. Za nauczycielami również. Panią Agnieszką Szczepańską – jej obsesją na punkcie enek i usprawiedliwień.  Będzie nam brakowało pani Bożenki Stoczczak, jej dokumentów, audio wykładzików i masy rzeczy „pod kątem matury”. Z utęsknieniem będziemy wspominać pana Zbigniewa Rynka i świński truchcik do tablicy. Będziemy tęsknić za panam Grzesiem Maślankiewiczem, który tolerował nasze „wspomaganie” i wygłupy na geografii i PP. Za Lorkiem, który częściej uczył nas prawdziwego życia niż biologicznych formułek. Za panią Małgosią Ptaszyńską, która mimo, że uważała nas za najgorszych HUMANISTÓW w historii chyba jednak nas lubiła. Nie zapomnimy również pana dyrektora Przykuckiego, jego bumboxa i bajek o kreciku. Osobiście najbardziej będzie mi brakowało pani Asi Klemenskiej, która tyle razy ratowała mnie z opresji, że w pewnym momencie przestałem już liczyć. Długo by jeszcze wymieniać ludzi, z którymi przez trzy lata tak bardzo się zżyliśmy. Każdy Wam powie, że tylko w Jedynce są TACY nauczyciele! Najlepsi!

Nauczyciele, ale przede wszystkim uczniowie. To oni tworzą prawdziwą atmosferę Jedynki.  Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że lepszej klasy i lepszych ludzi nie mogłem sobie wyobrazić. Mozaika. Lewica, Prawica, Centrum.  Niebiescy, Czerwoni, Kolorowi. Przekrój charakterów i poglądów. Ludzie, na których zawsze możesz liczyć. Przyjaciele na lata. Z perspektywy doskonale widać jak wszyscy się zmieniali. Fizycznie i psychicznie. Przede wszystkim dorośli . Przypominasz sobie piątkowe wypady na…. Frytki rzecz jasna. Wspólne wycieczki – niezapomniane Kruklanki, gdzie zgranie klasy osiągnęło absolutne apogeum.  Wyjazdy do kina – organizowane w ciągu dwóch dni, gdy przełożenie sprawdzianu nie było już możliwe. Do teatru, na pamiętne łyżwy… Wspólne występy – kocenie, dzień lata, dzień języków obcych. Apele, na których zawsze potrafiliśmy się zgrać, mimo tak wielu indywidualistów i masy odmiennych koncepcji. Sukcesy kolegów i koleżanek. Już zawsze będziemy wspominać Połowinki, Studniówkę, klasowe osiemnastki – torty, pizze, prezenty. Wypady na miasto, godziny spędzone w kontrabasie. Aż łezka kręci się w oku!

Szkoda, że to już koniec. Tak szybko minęło.  Trzy  lata jak wciągający film. Teraz myślisz i widzisz klatki szybko zmieniające się przed twoimi oczami. I koniec.  Będzie brakowało tych nauczycieli,  koleżanek i kolegów. W końcu i szkoły, która ukształtowała nas i przygotowała do przyszłego życia. Matury, wymarzonych studiów i pracy. Dziś, kilka dni przed egzaminem dojrzałości, każdy zastanawia się, jak spędził te trzy lata. Na swoim przykładzie mogę jednoznacznie stwierdzić – fantastycznie! A każdemu, kto zapyta gdzie warto się uczyć, odpowiem – Tylko w Jedynce!

Mikołaj Burzyński

Oda do LO1

O pierwsze LO kochane
Widzę Cię rano lekko zaspane
Jak ludzie biegną do ciebie
By spędzić dzień w niebie
Zamknąć świat za drzwiami
Z jego dziwnymi problemami

Pierwsze LO jedyne
Stoi w tym miejscu niejedną chwile
Wyuczyło znakomitych ludzi
I nikomu się tu nie nudzi
Nauczyciele są zwariowani
Uczniowie do tablicy nieczęsto brani

Pierwsze LO wspaniałe
Prawie pół wieku przeżywa swoją chwałę
Gdy chemii poznasz tajniki
Pociągnie Cię też do fizyki
A stąd już blisko do biologii
I zrozumiesz czym naprawdę są twoje nogi

Pierwsze LO doświadczone
Scrinium pokaże Ci humanistyczną stronę
Katedra umysły ścisłe ciągnie
Każdy tu niejedno osiągnie
Możesz tu pięknie śpiewać
I o granie na instrumentach się nie bać

Pierwsze LO szalone
Pokaże Ci słońca druga stronę
Można tu po skałkach się wspinać
I w aerobiku pięknie wyginać
Daleki świat odwiedzić
I nawet przeszłość zwiedzić

Pierwsze LO otwarte
Postaw na dobrą kartę
Musisz wybrać doskonale
A przyszłość ułoży się wspaniale
Poznasz tu przyjaciół wielu
I nawet możesz się zakochać mój przyjacielu

Pierwsze LO leszczyńskie
Oczywiście że nie chińskie
Choć różnych pasjonatów tu znajdziesz
Może sam siebie odnajdziesz
Dowiesz się czego w życiu pragniesz
Zasady lekko nagniesz

Pierwsze LO zwariowane
Czasem bańkami pięknie usłane
Wiele ciekawych rzeczy się tu dzieje
Każdy się wtedy śmieje
Mam nadzieję że Cię zachęciłam
Ani trochę nie znudziłam

Agata Siczyńska.

Agata Jagodzińska w USA

Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek marzył by przeżyć chociaż rok wAmerykańskim High School? Czy, tak jak aktorzy w filmie, chcieliście uczestniczyć w tym tętniącym najróżniejszymi wydarzeniami życiu licealnym za oceanem? Jeździć do szkoły żółtym autobusem, grać w szkolnej drużynie footballowej z prawdziwego zdarzenia, czy dopingować zawodników jako śliczna cheerleaderka? A kto z Was, tak naprawdę, nie bał by się i wyjechałby na cały rok do USA by spełnić swoje marzenie? ;>

Naszej uczennicy się to udało! I właśnie przy okazji zbliżających się Drzwi Otwartych postanowiłam przeprowadzić wywiad z Agatą Jagodzińską, uczennicą ILO w Lesznie, która aktualnie uczy się w Rockford, w stanie Illinois i delektuje się przerwą, która poprzedza jej ostatni miesiąc w amerykańskiej szkole, jak i również egzaminy końcowe.

 

K.N.: Hej, Agato! Jak wiesz, wywiad ukaże się podczas Dnia Otwartego w naszym liceum, więc myślę, że warto by zacząć od tego: dlaczego wybrałaś I Liceum Ogólnokształcące w Lesznie?
A.J.: W I LO znalazłam się z racji tych słynnych zerówek! Tak, załapałam się jeszcze na ostatni rok do zerówki z rozszerzonym językiem angielskim. Zawsze uważałam też, że ‘Jedynka’ to liceum z wieloletnimi tradycjami i wysokim poziomem nauczania. Już po kilku pierwszych tygodniach szkoły mogłam odczuć, że nie są to tylko wytarte frazesy. Tak pracowicie, a jednocześnie wesoło, czas nie mijał mi w żadnej innej szkole.

K.N.: Jak oceniasz lata, które u nas spędziłaś?
A.J.: Gdy myślę o ILO, to pierwsze co staje mi przed oczyma to moja ukochana klasa teraz już 3e, z Panią prof. M. Misiorną na czele. Te trzy lata spędzone razem (licząc rok w zerówce); wszystkie wspólne wycieczki, czy też zwyczajne trudny dnia codziennego sprawiają, że czas spędzony w ILO będę zawsze wspominała z uśmiechem na twarzy.

K.N.: Teraz jesteś tak daleko od nas, bo aż w Stanach! Co Cię skłoniło do wyjazdu aż za ocean i kto pomagał Ci podczas przygotowań do tej wyprawy?
A.J.: Zawsze uważałam, że najlepszym sposobem na poznanie obcego języka jest żywe z nim obcowanie, i konieczność posługiwania się tylko nim w kontakcie z rówieśnikami w życiu codziennym. Rok wymiany w Stanach Zjednoczonych Ameryki, nie tylko zapewnił mi idealne warunki do szlifowania mojego angielskiego ale i umożliwił poznanie masy ciekawych ludzi z całego świata. Wyjazd ten spowodował też, że stałam się bardziej otwarta na świat i tolerancyjna w stosunku do innych. W przygotowaniu do wyjazdu pomogli mi przede wszystkim rodzice, niemniej jednak pani profesor Rozynek jak również pani profesor Misiorna wspierały mnie w tej decyzji.

K.N.: Jestem pewna, że szkoła w Stanach działa na trochę innych zasadach niż nasza. Możesz nam powiedzieć o tych największych różnicach?
A.J.: System nauczania w Ameryce jest inny. Począwszy od wyboru przez ucznia przedmiotów, na które będzie uczęszczał, na poziomie ich trudności skończywszy. Zajęcia również wyglądają nieco inaczej, jednak największa różnica tkwi w braku tak zwanych „klas”, a podziale wszystkich uczniów na roczniki (pierwszy rok liceum – Freshman, drugi – Spohomore, trzeci – Junior, czwarty – Senior). Każdy uczeń ma poszczególne zajęcia z inną grupą ludzi, co ułatwia zawieranie różnorodnych znajomości.

K.N.: A co z maturą?

A.J.: Właśnie przygotowuje się do amerykańskich testów, czegoś podobnego do naszych egzaminów. Oczywiście fajnie byłoby też zdać polską maturę, lecz jeszcze nie jestem co do tego pewna.

K.N.: A masz może jakieś sprecyzowane plany na przyszłość? Studia w Polsce czy gdzieś dalej od rodzinnego domu?

A.J.: Moje plany na najbliższą przyszłość to dostać się na dobrą uczelnie i pójść na studia medyczne. Wciąż rozważam, czy chciałabym studiować w Stanach. Zamierzam też zdać egzamin Cambridge z angielskiego. A potem zobaczymy…J

K.N.: Tęsknisz za LO1?
A.J.: Oczywiście. Lata spędzone w tym liceum są mi bliskie.

K.N.: Czy uważasz, że nasze liceum daje uczniom nowe możliwości, daje im okazje do wykazania się czy do odnalezienia swojej pasji, bądź spełniania marzeń i realizacji samych siebie?

A.J.: Tak. Myślę, że jestem tego właśnie przykładem.

K.N.: Chciałabyś przekazać coś naszym gościom, którzy odwiedzą nas podczas Drzwi Otwartych?
A.J.: Zachęcam do pójścia do ILO, które w moim przypadku, stało się oknem na świat.

Aha no i jeszcze: Wszystkich bardziej zainteresowanych moją przygodą w USA, zapraszam na www.the-usa-and-a.blogspot.com

K.N.: Bardzo dziękuję Ci za rozmowę i mam nadzieję, do zobaczenia za rok.:)

A.J.: Również dziękuję!

Ja z mojej strony chciałabym przy okazji dodać, że Agata nie jest naszą pierwszą uczennicą, która postanowiła zasmakować licealnego życia poza Polską. Obecnie uczennica klasy 2B- Aleksandra Nowicka również może pochwalić się nabytymi w zeszłym roku doświadczeniami z dalekiej wyprawy, a Nina Kozar już kolejny rok uczy się w Bangkoku.:) Ponadto wielu naszych absolwentów studiuje na zagranicznych uczelniach i to nie tylko w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, ale też we Francji, Włoszech,  Finlandii, Stanach Zjednoczonych, Brazylii, czy Japonii. Także : „Do odważnych świat należy”, jak to głosi pewne powiedzenie.;)

A tak w ogóle to wiecie co? Po przeprowadzeniu już kolejnego wywiadu z serii „Ciekawe Twarze” śmiem twierdzić, że ILO wspiera nas wszystkich w rozwijaniu skrzydeł i pomaga nam odważnie wejść w dorosłe życie.

Życzę Wam wszystkim, Drodzy Czytelnicy, byście nie bali się podejmować własnych, ważnych decyzji, bo to Wasze życie i powinniście przeżyć je tak byście nigdy niczego nie żałowali.:)

 

Kasia N.

 

mjr Jerzy Kobylański

Kolejny wywiad przedstawi nam kilka faktów z życia majora Jerzego Kobylańskiego, zapozna nas z jego najciekawszymi wspomnieniami z czasów, gdy był nauczycielem oraz służył w wojsku. Poznałyśmy jak to kiedyś było w naszej szkole i jak tamte czasy różnią się od współczesnych. Jednak jedno się nie zmieniło – młodzież zawsze była zbuntowana.

Ewa: Czy pracował Pan tylko u nas w szkole jako nauczyciel? Czy uczył Pan tylko PO?

Pan Kobylański: Nie pracowałem tylko w szkole, bo przez 25 lat służyłem w armii. Poza tym uczyłem tutaj jeszcze plastyki. Miałem też taki drobny incydent jak uczyłem tego przedmiotu. Zwykle wystawiałem piątki, szóstki, nie był to przedmiot maturalny, więc nie musiałem narzucać wielkiej dyscypliny. Było kiedyś takie zadanie, które polegało na zrobieniu plakatu reklamującego naszą szkołę. W tej klasie był taki jeden artysta. Przyniósł mi plakat, na którym szkoła wyglądała jak krematorium, z kominów unosił się czarny dym, było napisane I LO, do środka wchodzili normalni ludzie, a wychodziły kościotrupy. Dostał wiadomą ocenę – niedostateczny.

Asia: Więc może opowie Pan nam jak tam się pracowało i jak zniósł pan dyscyplinę wojskową?

P.K: Do wojska zapisałem się z własnej nieprzymuszonej woli. Bardzo lubiłem tę pracę, kiedyś zanosiło się nawet na to, że kiedyś zostanę generałem, ale w 1968 roku po wydarzeniach marcowych, nie podobały mi się wtedy pewne rzeczy i przeszkadzało im, że mówiłem o tym otwarcie. Dzisiaj armia jest zupełnie inna. Wymagania są większe niż wtedy. W tamtych czasach szeregowy dostawał 72 złote żołdu na miesiąc, wyżsi rangą mieli szansę zarobić o kilka groszy więcej. W moich pierwszych latach służby było jeszcze wielu oficerów z czasów wojny. Ich typowym powiedzeniem było ,,nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Jak zacząłem służbę w wojsku zdarzało się łamanie prawa, istniały jeszcze typowe nawyki wojenne. Z biegiem czasu to ustępowało. Doszli młodzi oficerowie, już powiedzmy wykształceni odpowiednio.

A: Czyli dobrze wspomina Pan czasy w wojsku?

P.K: Tak jak w życiu raz jest lepiej, a raz gorzej. Bardzo zapadła mi w pamięć śmierć żołnierza, który właściwie zginął na własną prośbę – wpadł pod pociąg. Był bardzo niezdyscyplinowany i przysłali go do mnie na tzw. rehabilitację. Przez jakiś czas nawet udawało mi się z nim pracować, ale były takie momenty, że był nie do opanowania.

E: A dlaczego w ogóle opuścił Pan wojsko?

P.K: Po prostu doszedłem do wniosku, że wyższego stanowiska już nie dostanę i moja dalsza służba w wojsku byłaby takim byciem dla bycia. Tym bardziej, że miałem wtedy ponad 25 lat, więc miałem już około 50% emerytury.

E: Myśli Pan, że u nas w szkole lepsze są metody staroświeckie czy nowoczesne?

P.K: Tutaj nie na reguły dlatego, że są różni ludzie. Widzicie to wśród swoich kolegów i koleżanek – jednemu wystarczy dobre słowo, a drugi musi dostać surową nauczkę. Wtedy młodzież była trudna. W latach 60. do wojska przychodziło jeszcze wielu żołnierzy, którzy nie umieli czytać i pisać. Ich szkolenie było ciężkie. Trzeba było te ich szare komórki naprawdę ruszyć, żeby takiego żołnierza czegoś nauczyć. Powtarzałem im, że robię to dla nich i jest to ich być może jedyna okazja, żeby zdobyć wykształcenie. Oni nie mieli nawet żadnych kursów np. spawacza albo kierowcy.

A: Jaki ma Pan stopień wojskowy?

P.K: Mam stopień majora. Najwyższy jest stopień generała. Służyłem w kilku jednostkach – w Żarach, w Kórniku, w Krotoszynie.

E: Ma Pan córkę, która uczy u nas w szkole. Czy ma Pan jeszcze jakieś dzieci?

P.K: Mam trzy córki. Jedna jest polonistką i mieszka w Zielonej Górze, jedna anglistką uczącą właśnie tutaj w I LO, a najstarsza pracuje na poczcie.

E: Czy przeniósł Pan dyscyplinę wojskową do domu?

P.K: Muszę przyznać, że się zdarzało. Zwłaszcza w pierwszej fazie po ślubie, kiedy byłem jeszcze młody, ale powoli wszystko się unormowało.

A: Ma Pan sentyment do naszej szkoły?

P.K: Lubię to co robię. W tej chwili jestem najstarszym nauczycielem, ja i Pan Rynek jesteśmy jednoroczni. Bardzo dużo się zmieniło przez ten czas. Jeździliśmy z uczniami na zbieranie ziemniaków, buraków, kamieni z pól. Muszę wam powiedzieć, że jak dostałem wychowawstwo pojechałem pierwszy raz do pracy z młodzieżą na pole to tak im się przyglądałem i zauważyłem, że kto jak zbierał, jak pracował, takim był uczniem. Wycieczek było naprawdę dużo w porównaniu z dniem dzisiejszym. Organizowaliśmy z uczniami wiele projektów i przedstawień. Raz zaproponowali mi nawet wystawienie kabaretu na dzień nauczyciela. Według nich nauczycielka od matematyki była niezłą ,,piłą”, nie wszyscy też byli zdolni, innym po prostu się nie chciało. Dziewczyny przyszły do mnie i powiedziały, że mają przeróbkę ,,Dziadów”. Tak mnie namawiały, że musiałem się zgodzić, ale musiało być też kilka poważnych wierszyków dla równowagi. Po tej części oficjalnej na scenę weszły czarownice z kotłem i wezwały ducha matematyka, który spowiadał się ze swoich grzechów (,,jak uczeń nie umiał zadania, to dawałem mu trudniejsze zadania”). Nauczyciele normalnie „ryczeli” ze śmiechu. Nikomu nie ubliżono, bardzo fajnie to dziewczyny zrobiły. Muszę też przyznać, że nasza młodzież jest inteligentna. W ciągu całej swojej pracy pamiętam tylko jednego ucznia, który był relegowany ze szkoły.

E: Czyli wie Pan jak sobie radzić z uczniami?

P.K: Wojsko mnie tego nauczyło. Bardzo trudno jest mnie złamać psychicznie, może właśnie przez to, że tak dużo przeszedłem. Nie żałuję, że wyrażałem swoje zdanie, przynajmniej zostałem sobą i mam tą satysfakcję. Mam swoje przekonania i takie zasady, że nikt mnie nie upodli. Nikomu nie zrobiłem krzywdy, jeśli coś robiłem, to dla dobra żołnierza, a nie dla siebie. Był taki okres, że gdy Jaruzelski został szefem nowego rządu politycznego zaczęto wprowadzać różne elementy. Byłem wtedy dowódcą czwartej kompanii w Żarach. Obok była taka mała dyskoteka, więc żołnierze wieczorami chcieli się wymykać. A ja tylko liczyłem którego nie ma i rano zamykałem ich dyscyplinarnie do aresztu. Kiedy przyjechał dowódca i zobaczył ilu ich tam jest, zawołał mnie na dywanik. Powiedziałem, że nie będę kamuflował jeśli żołnierz samowolnie się oddala na potańcówkę i przychodzi pod wpływem alkoholu. Nieraz w areszcie siedziała cała czwarta kompania. W końcu nastał taki czas, że miałem święty spokój. Jeszcze doszło do tego, że wprowadzono taki przepis, że żołnierz, który ukarany był aresztem, a kara nie została anulowana – dosługiwał. Jak miał na przykład zwolnienie na dzisiaj to wychodził 4 tygodnie później.  Po pół roku nie było w areszcie żadnego żołnierza czwartej kompanii.

 

Ewa Poloch

Asia Schubert

Ala

Uczniowie „Jedynki” bez wątpienia są zdolni, utalentowani! Tylko coraz częściej myślę, że albo się boicie, albo jesteście za skromni ! Na szczęście po dłuższym czasie dociekania i pytania znajomych o kogoś naprawdę interesującego, kto zgodziłby się odpowiedzieć na kilka pytań, udało mi się stworzyć dla Was obraz kolejnej „Ciekawej Twarzy” z ILO.

Tym razem moją rozmówczynią była rudowłosa, zawsze delikatnie uśmiechnięta, pogodna, a co tutaj najistotniejsze- genialnie-muzycznie uzdolniona, uczennica klasy 2e – Alicja Kuźma, która niedawno, zakwalifikowała się do kolejnego Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego, lecz prosiła by o tym nie pisać, żeby nie zapeszyć. 😀

Kasia N.: Alu, jak długo grasz na fortepianie?

Alicja Kuźma: Od 3 klasy podstawówki. Dłuższy czas myślałam by zacząć grać, ale zawsze było to gdzieś odkładane na dalszą przyszłość. W końcu, gdy moja przyjaciółka zapisała się do szkoły pomyślałam, że w takim razie też w końcu to zrobię. Spróbowałam! I już tam zostałam.

K.N.: Czyli tak naprawdę chodzisz do dwóch szkół jednocześnie? Jak jest w tej drugiej szkole?

A.K. Na to wygląda. No cóż, szkoła jak szkoła. Mamy tam klasy, lekcje, oceny, egzaminy i dużo zadań domowych! Haha. Na początku wydawało mi się, ze gra na fortepianie to lekka i przyjemna praca, lecz gdy miałam zacząć grać na dwie ręce, to nawet pomyślałam, że może zrezygnuje. Nie mogłam zrozumieć jak każdą z nich mam grać coś innego!

K.N.: Ale dałaś radę!

A.K.: I nie żałuję. Chociaż to bardzo ciężka praca. Zabawne jest to, że gdy grasz dla publiczności oni widzą tylko ten moment końcowy, to, że grasz ładnie, z pamięci, bez większych trudności i z emocjami. Tak naprawdę, za tym wszystkim kryją się godziny żmudnej, niełatwej pracy. Każdy długi utwór dzieli się na części i ćwiczy po kolei, w kółko, do opanowania całości. Kiedy w końcu już się go nauczymy możemy próbować dodawać do niego emocje, naszą interpretację.

K.N.: Masz jakiś sposób na łatwiejsze zapamiętywanie?

A.K.: Na ten proces wpływa wiele czynników. Po pierwsze nasz mózg zapamiętuje ruch ręki, dlatego warto grać w wolnych tempach, by dać mu na to więcej czasu, oprócz tego można posługiwać się pamięcią fotograficzną (czyli np. zapamiętujemy zapis nutowy), harmoniczną (zapamiętujemy funkcje), ale najbardziej niezawodne jest to, kiedy umiemy ‚recytować’ wszystkie dźwięki z pamięci, bez grania. Zapamiętywanie to bardzo złożony mechanizm, o którym można by dużo mówić. Trudno jest też zrozumieć charakter utworu. Dlatego często z moim nauczycielem wymyślamy różne historie pasujące do danego fragmentu. Później łatwiej jest mi go przedstawić widowni, staje się prawdziwszy, barwniejszy.

K.N.: Jak dużo ćwiczysz w ciągu tygodnia?

A.K.: To zależy, ile mam czasu. Jeśli do domu wracam późno, to staram się chociaż trochę poćwiczyć między lekcjami w Szkole Muzycznej, a jak mam wolne popołudnie, no, to tak z 2 godziny. Oczywiście w weekendy jeszcze więcej, nie wspominając o dniach przed koncertem!;)

K.N.: Relaksujesz się grając i masz jakiś ulubionych artystów?

A.K.: Odpoczywam tylko wtedy, gdy  gram całe utwory. Wtedy często zdarza mi się nawet „wyłączyć” od reszty świata. Uwielbiam utwory Chopina, bo zawierają w sobie cały wachlarz emocji. Lubię też Liszta.

K.N.: Jak wspominasz swój pierwszy koncert?

A.K.: No cóż, stres, emocje, bałam się, że czegoś zapomnę. W końcu musiałam znać wszystko na pamięć, ale było niesamowicie.

K.N.: Rodzice Cię wspierają? A może sami są muzykami?

A.K.: Oczywiście, że mnie dopingują. Jednak nikt z mojej rodziny nie gra na żadnym instrumencie. Tylko ja sobie wymyśliłam, że będę grać na fortepianie i tak zostało.

K.N.: No to chyba dobrze sobie to wymyśliłaś, bo już kilka niemałych sukcesów za Tobą?:) Zdradź nam trochę na ten temat.

A.K.:  Granie na instrumencie wiąże sie z występami przed publicznością, czyli koncertami czy konkursami. Są one dla mnie jakby wyzwaniami, bo wymagają przygotowania, wiec każdy występ, w zależności od ilości włożonej pracy i poświeconego czasu mogę uznać za mój, mniejszy lub większy, osobisty sukces! A konkretnie, moje największe osiągnięcie to  3 miejsce na 11. Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym w Zgorzelcu, rok temu.

K.N.: No, no! Cóż, chyba nigdy nie jest za późno by pogratulować, więc gratuluję.:)

A.K.: Dzięki!

K.N.: No to jeszcze zdradź nam jakieś swoje plany na przyszłość, tą bliższą bądź dalszą.:)

A.K.: Cóż, aktualnie, jak już wspomniałaś, przygotowuję się do kolejnego konkursu. A tak patrząc dalej to oczywiście nie wyobrażam sobie życia bez fortepianu. Chciałabym połączyć pracę z tym, co sprawia mi przyjemność, czyli z graniem.

K.N.: A jakieś Twoje największe marzenie?

A.K.: Marzy mi się zagrać koncert fortepianowy z towarzyszeniem orkiestry.

K.N.: To jak już będziesz grała, to mnie o tym poinformuj, kupię bilet i przyjadę!

Oczywiście życzę Ci z całego serca, by Twoje plany się spełniły i byś wciąż i wciąż się rozwijała w tym, co kochasz! Dziękuję za rozmowę.

A.K. Również dziękuję.:)

Kasia Nowak

 

 

 

Wielkopolskie Mistrzostwa Ortograficzne

III Liceum Ogólnokształcące w Poznaniu wraz z Wydziałem Filologii Polskiej i Klasycznej im. Adama Mickiewicza w Poznaniu zorganizowało dnia 14.03.2013r. Wielkopolskie Mistrzostwa Ortograficzne. Nasze uczennice : Marta Chorała z  3c, Alicja Dec z 2e oraz Sandra Samolewska z klasy 1f wzięły w dniu dzisiejszym udział w tym konkursie. Miło nam poinformować, że Alicja Dec z klasy 2 e została laureatką  konkursu.

 

Joanna Klemenska

Drugie życie

Zaledwie tydzień temu na stokach narciarskich w Karpaczu podczas Mistrzostw Miasta Leszna rozpoczęła się kampania „Drugie Życie”, która ma na celu zwiększenie wiedzy i świadomości społecznej na temat polskiej transplantologii . Mówi się, że w Polsce pojawiło się dużo mitów i fałszywych informacji w  związku z przekazywaniem narządów osobom potrzebującym, dlatego coraz mniej osób decyduje się na krok w tę stronę. Uważane jest to za duży błąd, dlatego trzeba edukować Polaków i walczyć z negatywnym nastawieniem do przeszczepów.

Dlatego p.Anna Orzełek i p.Hanna Wein, znane ze swojej charytatywnej działalności i dobrego serca, postanowiły koordynować te działania w naszej szkole i na terenie naszego miasta. Akcja ta przeprowadzana jest już po raz piąty w naszym regionie, a patronują jej między innymi: Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Wielkopolskie Kuratorium Oświaty. Nasze liceum jest jedną z  32 szkół, które wspierają te działania.

Od samego początku jako szkoła działamy prężnie i nie przepuszczamy żadnej okazji by wypełniać naszą misję. Podczas samych Mistrzostw Miasta Leszna w narciarstwie udało się rozdać około 200 oświadczeń woli oraz promujących koszulek. Akcja ta trwa 3 miesiące i musi być udokumentowana, dlatego przy każdej okazji panie Koordynatorki zbierają zdjęcia i planują nowe, duże akcje, które pomogą rozprzestrzenić tę piękną ideę.

Po rozmowie z panią Orzełek dowiedziałam się, że kampania „Drugie życie” będzie promowana między innymi podczas Majówki z ABC, festynu w przedszkolu imienia Błogosławionego Jana Pawła II i oczywiście w naszej szkole i pobliskich placówkach. Planowane są też marsze i połączenie imprezy wraz z Dniem Dawcy Szpiku w kwietniu tego roku. Trwają również rozmowy z wiceprezydentem Grzegorzem Rusieckim odnośnie propagowania transplantacji podczas Dni Leszna 25-ego maja.

Już niedługo akcja ruszy na całego, wraz z pomocą przeszkolonych wolontariuszek Aleksandry Nowickiej, Gabrysi Oleszak (2b), Jagody Furmańczak, Aleksandry Mikołajczak (2e) i Pauliny Stasińskiej (1b). W naszym liceum odbędą się liczne prezentacje i rozstaną rozwieszone plakaty, które będą miały na celu promocję i uświadamianie młodych ludzi na temat przeszczepów organów. Oczywiście podczas licznych imprez i organizowanych spotkań rozdawane będą oświadczenia woli, które są meritum akcji.

Kampania kończy się pod koniec maja, dlatego działamy jak najprężniej i jak najefektywniej by wypaść jak najlepiej i jak najowocniej posłużyć słusznej sprawie. Nie jest to zbyt dużo czasu, dlatego WSZYSTKIE OSOBY chętne, zainteresowane udziałem prosimy do zgłaszania się do naszych pań Koordynatorek jak i również do dziewczyn z klas 2b, 2e i 1b, które zostały wymienione powyżej i już aktywnie działają w tym przedsięwzięciu. Najbardziej kreatywne TRZY szkoły zostaną obdarowane czekiem w wysokości tysiąca złotych, który będą mogły przeznaczyć na szczytne cele charytatywne.

Znając uczniów naszej szkoły jestem pewna, że nie zostaniecie obojętni wobec kampanii „Drugie Życie” i weźmiecie udział w jej promocji na terenie naszego miasta! J

 

Tak na zakończenie chciałabym jeszcze pozostawić Was z krótką lekturą tych kilku cytatów, ku refleksji i  i à propos tematu. 🙂

„Najlepszą drogą do odnalezienia samego siebie jest zagubienie się w służeniu innym”
– Ghandi

„Spałam i śniłam, że życie jest samą przyjemnością, obudziłam się i spostrzegłam, że życie jest służbą na rzecz innych. Służyłam i zobaczyłam, że służba jest przyjemnością.”
– Matka Teresa z Kalkuty

„Najbardziej niezmiennym i ważnym pytaniem życia jest: Co robisz dla innych?”
– Martin Luther King Jr.

„Obym nigdy nie był tak zajęty swoimi sprawami, by nie zareagować na potrzeby innych ze współczuciem i życzliwością.”
– Thomas Jefferson

„Jest jedno słowo, którym wszyscy powinniśmy kierować się jak regułą – wzjameność.”
– Konfucjusz

„Człowiek jest wspaniałą istotą nie z powodu dóbr, które posiada, ale jego czynów. Nie ważne jest to co się ma, ale czym się dzieli z innymi.”
– Jan Paweł II

„Posiadanie wielkiego serca nie ma nic wspólnego z wartością twojego konta bankowego. Każdy ma coś, co może dać innym.”
– Barbara Bush (żona Georga H.W. Busha)

 

Kasia Nowak