Czytanie wierszy Wisławy Szymborskiej

We wtorek 16 października odbył się w naszej szkole dwugodzinny wykład na temat twórczości Wisławy Szymborskiej. Rozpoczął on serię „Lekcji czytania” organizowanych przez „Tygodnik Powszechny”. Mają one na celu przybliżyć nam klucz według którego będziemy mogli zagłębić się w literaturę. Wydarzenie to prowadził pan Wojciech Bonowicz, poeta i dziennikarz. Zastanawiacie się pewnie po co to wszystko…

Akt spotkania ze sztuką jest bardzo ważnym elementem rozwoju człowieka. Na etapie licealnym jest on potrzebny – zarówno ze względu na maturę z języka polskiego, jak i nasz młody wiek. Nasza wyobraźnia dopiero nabiera kształtów. Poezja nakierowuje nas na konkretne ścieżki, każdego z nas na inne, indywidualne, którymi powinniśmy podążać aby w przyszłości potrafić określić siebie, to kim jesteśmy. Literatura tego typu nie jest tą po którą ludzie sięgają najczęściej. Wielu młodych uważa wiersze za nudne i zbędne. Wczytywanie się w ich ukryty sens jest dla nich zbyteczne. Grupa kilkudziesięciu uczniów naszego liceum jednak tak nie twierdzi. Nasi koledzy i koleżanki byli aktywni, wyrażali swoje zdanie i opinie, niejednokrotnie sprzeczne z tym co sugerował pan Bonowicz.

Całe spotkanie przebiegło w bardzo miłej atmosferze. Skupiono się na omówieniu czterech wierszy Szymborskiej z ostatniego napisanego przez nią tomiku, który nosi tytuł „Wystarczy”. Sama nazwa tego dzieła nasuwa pewne wnioski. Od ich sformułowania właśnie  zaczął pan Bonowicz. Uczniowie pomysłów mieli wiele. Definiowali „Wystarczy” jako słowo samo w sobie, następnie doszukiwali się ukrytego znaczenia w związku z faktami z życia poetki. Gdy już ustalono wspólną interpretację prowadzący zasugerował przejście do pierwszego utworu.

„Ktoś kogo obserwuję od pewnego czasu” opowiada o znaczeniu nawet najmniejszych jednostek. Zwykły śmieciarz o którym pisze autorka jest kimś ważnym. Sprząta bałagan stworzony przez resztę ludzi. Przy okazji tego wiersza został poruszony problem indywidualizmu. Następnie pan Bonowicz zapytał uczniów czy nie dostrzegają w tym utworze żadnych sprzeczności. Okazało się, że zestawienie różańca i prezerwatywy nie wywołuje wśród uczniów  poruszenia. Twórczość Wisławy Szymborskiej charakteryzuje się pisaniem niby bezpośrednio, a jednak nie do końca (przykład wspomnianego wcześniej śmieciarza).

Następnym omawianym wierszem był wiersz pt. „Mapa”. Przy tym utworze rozmyślania i pomysły uczniów były jeszcze ciekawsze . Na pierwszy rzut oka – mapa jako przedstawienie świata. Wczytując się parokrotnie w wersy utworu pan Bonowicz wspominał o tym, że mapy nie odzwierciedlają ludzkich problemów, klęsk, tragedii. Jeden z uczniów stwierdził, że przedstawiają one wyidealizowany obraz świata. Mapa w pewien sposób chroni nas, „olewa rzeczywistość”. Ludzie wyrabiają sobie opinie na podstawie tego co widzą, mapa pokazuje stałe, lecz lepsze elementy świata, których człowiek jest tylko mikroskopijną częścią, jesteśmy jak ziarnko piasku na pustyni. Żywimy się wyobrażeniami, nie zawsze prawdziwymi.

Po omówieniu drugiego wiersza, prowadzący wspomniał o tym, że układy słów używane w życiu codziennym nie zawsze pozwalają opisać nam rzeczy i sytuacje w sposób jaki byśmy chcieli. To właśnie jest jedna z przyczyn powstania poezji, niedosłownego sposobu opisywania świata.

Idąc dalej grupa zajęła się interpretacją wierszy „Dłoń” oraz „Są tacy którzy”. W pierwszym z nich zestawione ze sobą po raz kolejny zostają dwie sprzeczności. „Chatka Puchatka” i „Mein Kampf”. Są to dwa dzieła napisane ręką ludzką, dłonią autorów. Autorka chce nam przez to uświadomić, że dłoń to tylko narzędzie, a każdy z nas sam zdecyduje co nim stworzy. W utworze „Są tacy którzy”  Wisława Szymborska chce zdystansować nas do ludzi, którzy są zbyt pewni siebie, którzy żyją bez wątpliwości. Do osób, które myślą tylko minimalnie.

Podsumowując cały wykład przebiegł w bardzo miłej atmosferze. Mam nadzieję, że dzięki „Lekcjom czytania” uda się zachęcić chociaż jakąś część uczniów do czytania poezji nie tylko pod przymusem, na lekcjach języka polskiego.

ZDJĘCIA

Magda Ryfa

Skoro film to i muzyka

Tym razem na pierwszy plan postanowiłam wyciągnąć filmy animowane.

Zostawiając w tyle przepiękną grafikę, fabułę i ogólny zarys całości twórczości Disney’a, a także wytwórni DreamWorks i Pixar’a, zostaje do poruszenia temat ponadczasowej

i przepięknej muzyki, która została stworzona na rzecz produkcji bajek.

Co sprawia, że twórczość ta jest uważana za najlepszą z tych, które kiedykolwiek powstały i mówi się, że takiej muzyki już nigdy nie będzie? Odpowiedź na to pytanie wydaje się zasadniczo prosta.

Po pierwsze – do przodu poszła technologia, zastępując instrumenty syntezatorami. Żeby stworzyć utwór z wykorzystaniem skrzypiec, fletów, trąbek czy harfy, nie potrzeba już całej orkiestry z filharmonii. Wystarczy jeden syntezator i umiejętność obchodzenia się z nim. Wydawać by się mogło, że w brzmieniu nie ma różnicy. Technika idzie do przodu, dźwięki coraz lepiej przypominają te oryginalnych instrumentów… A jednak – cała magia znika. To już nie to samo.

Po drugie – samo tworzenie muzyki. Za czasów, gdy potrzebne były prawdziwe instrumenty, muzyka była tworzona w taki sposób, by pasowała do danej sytuacji. W trakcie bójki lub ucieczki była dynamiczna, w trakcie strachu upiorna, a w sytuacjach romantycznych spokojna i przyprawiająca o łzy w oczach. To, że była smutna, radosna czy pozwalała poczuć to samo co bohaterowie nie było jedyną zaletą. Znacznie ważniejsze było, że słowa do piosenek miały sens. Z dużym zaznaczeniem słowa „miały”. W dzisiejszych czasach trudno znaleźć utwór, którego tekst byłby całkowicie logiczny i spójny, i do którego teledysk nie opierał się na tańcu i sytuacjach z nim niezgodnych, lecz w pełni uzupełniałby całość.

I w końcu po trzecie – piosenkarze i piosenkarki. Wytwórnie filmów animowanych, zwłaszcza w latach90’zwracały szczególną uwagę na dobór śpiewaków. Zwykle były to głosy głębokie i piękne, które z łatwością docierały do serc odbiorców. I nie były to wcale głosy stricte operowe. Ich pełnia, brzmienie, wysokość, głębia – wszystko to było idealnie dopasowane do sytuacji, tekstu i linii melodycznej. Tworzyły jedną całość, sprawiając, że każdy pojedynczy utwór stał się dziełem i przeszedł do historii.

Wiele osób nie lubi słuchać ścieżek dźwiękowych do nowoczesnych filmów i bajek, a do tych z czasów Disneya wraca z ogromną chęcią. Robią tak zarówno dzieci jak i dorośli. To kolejny dowód na to, że ta muzyka była ponadczasowa. Potrafiła trafić do wszystkich. Może dlatego nie powinno się nazywać produkcji „bajkami”, lecz „filmami animowanymi”.

Nikt się nie śmieje z osób, które po latach wracają do swoich ulubionych bajek z dzieciństwa. Reakcje te zdecydowanie się różnią w przypadku współczesnych bajek, które zdecydowanie zasługują na miano „TYLKO bajek”.

Na koniec kilka przykładów:

Linda Ronstadt i James Ingram – „Somewhere Out There” – „Amerykańska opowieść” 1986r.

Celine Dion – „Beauty And The Beast” – „Piękna i Bestia” 1991r.

Peabo Bryson iReginaBelle – „A WholeNew World” – „Alladyn” 1992r.

Vanessa williams – „Colour Of The Wind” – „Pocahontas” 1995r.

Deana Carter – „Once Upon a December” – „Anastasia” 1997r.

Michael Bolton – „Go The Distance” – „Hercules” 1997r.

LeAnn Rimes – „Looking Through Your Eyes”–„Magiczny miecz – legenda Camelot” 1998r.

Elton John – „Someday Out Of The Blue” – „Droga doEl Dorado” 2000r.

Bryan Adams – „Here I am” – “Mustang z Dzikiej Doliny” 2002r.

Jonatha Brooke – „I’ll Try” – „Piotruś Pan2”2002r.

Na szacunek zasługują także polskie utwory, które w dawnych czasach swoją rangą były tak doskonałe jak oryginalne angielskie. (Również te mniej znane i rzadko nucone):

Emilian Kamiński – „Całuj ją” – „Mała syrenka” 1989r.

Olga Bończyk – „Na dłużej niż na zawsze” – „Księżniczka łabędzi” 1994r.

Marek Antoni Barbasiewicz  – „Przyjdzie czas” – „Król Lew” 1994r.

Wielu wykonawców – „Dzicy są!” – „Pocahontas” 1995r.

Edyta Górniak – „Ten za łukiem rzeki świat” – „Pocahontas” 1995r.

Agnieszka Pilaszewska – „Modlitwa Esmeraldy” – „Dzwonnik z Notre Dame” 1996r.

Natalia Kukulska – „Ani słowa” – „Herkules” 1997r.

Maciej Molęda – „Zrobię mężczyzn z was” – „Mulan” 1998r.

Paweł Harliteb – „Człowiekiem kiedyś być” – „Tarzan” 1999r.

Wojciech Paszkowski i Jacek Bończyk-„Bóg ciężki żywot ma”–„Droga do El Dorado” 2000r.

 

 

Agnieszka Bakalarska

Młody samuraj

 

Jeśli chodzi o Zajawkę, jestem debiutantką. To samo dotyczy recenzji książek, choć czytanie to moja pasja. Postaram się więc przybliżyć Wam tomik, który odkryłam dość niedawno, a mianowicie – „Młodego samuraja”.

Początkowo podchodziłam do niego sceptycznie – bo co to w ogóle za tytuł? Jak dla książki dla dzieci! Wątpliwości nasiliły się, kiedy przyjrzałam się okładce – tytułowy samuraj okazał się blondynem. Uznałam to za fatalny błąd grafika i tylko sympatia do Japonii powstrzymała mnie od rzucenia książki w kąt. I dzięki za to Bogu. Przejdźmy jednak do treści.

Jest sierpień, rok 1611. Na pokładzie „Alexandrii” od dwóch lat żegluje młody Anglik, Jack Flatcher. Celem podróży jest Japonia, w tamtych czasach kraj niezwykle tajemniczy, wręcz mityczny. Mimo wątpliwości i wycieńczenia po sztormie, statek dopływa do Kraju Kwitnącej Wiśni. W nocy załoga zostaje wymordowana. Przeżywa – jak to zwykle bywa – tylko Jack. Uratował go ojciec, który przed śmiercią zdążył poprosić o ochronę rutteru – niezwykłego dziennika, dzięki któremu można panować nad morzami. Jeśli umiałoby się go odczytać, można było żeglować bez możliwości zgubienia się na oceanach – wyobrażacie sobie, jak ważne to było cztery wieki temu?

Jack budzi się w obcym domu i, jak się można domyślić, wpada w panikę. Otaczają go skośnoocy, ciemnowłosi ludzie, którzy są dziwnie ubrani i mówią innym językiem, a co za tym idzie – kompletnie nie rozumieją wyjaśnień chłopaka. Wkrótce uczy się on języka japońskiego i skomplikowanych zasad dobrego wychowania. Jak się okazuje, tam nawet wycelowanie w kogoś hashi (czyli pałeczkami) jest obrazą. Przy tym poznaje początkowo nieprzyjaznego Yamato i jego kuzynkę, Akiko. Właśnie ojciec Yamato, samuraj Masamoto uratował Jacka. Kiedy dowiaduje się, że chłopca zaatakował ten sam ninja, który zabił jego starszego syna (Dokugan Ryu czyli Smocze Oko), postanawia go zaadoptować. Jack, Yamato i Akiko jadą do ośrodka szkolącego samurajów…

Mam nadzieję, że powyższy opis was zainteresował, że chcielibyście więcej. Ja bym chciała (ale to może dlatego, że od kiedy obejrzałam „Naruto” marzę, by zostać ninja). Dotychczas wydano 8 części, z tego 4 w Polsce. Światowa premiera ostatniej książki, „Młody samuraj: Krąg Nieba” odbyła się w sierpniu tego roku. Mam szczerą nadzieję, że polscy tłumacze w miarę szybko poradzą sobie z kolejnymi tomami. Na razie nie zawodzą – „Młody samuraj: Krąg Ziemi” wydano u nas w maju.

Chris Braddord ćwiczy sztuki walki od kiedy skończył 7 lat. Widać, że zna się na tym, co opisuje – każdy cios, każda technika, każdy zwyczaj został dokładnie opisany. Jeśli chcecie – sami się o tym przekonacie.

 

Jagoda Jarzembowska

Bitwa pod Wiedniem

Już dziś, 12.10.2012 r. do kin wchodzi oczekiwany przez wszystkich film „Bitwa pod Wiedniem” w reżyserii Renzo Martinelli.

Jest to dramat historyczny, który ukazuje wydarzenia z 1683 r. Trzysta tysięcy wojowników Imperium Osmańskiego pod wodzą Wielkiego Wezyra Kary Mustafy rozpoczyna oblężenie Wiednia. Los miasta jest niepewny – jeśli Wiedeń upadnie, armia Wielkiego Wezyra dotrze do Morza Północnego, a także do Rzymu. 12 września 1683 roku dochodzi do decydującej bitwy. Do boju wkraczają wojska polskie pod wodzą króla Jana III Sobieskiego.

W dramacie można zobaczyć znaną osobowość, okrzykniętego niekwestionowanym królem polskiego kina, Daniela Olbrychskiego, który wcielił się w postać generała artylerii koronnej – Marcina Kazimierza Kątskiego. Króla Jana III Sobieskiego zagrał Jerzy Skolimowski. Wśród znanych aktorów można również obejrzeć Borysa Szyca, który zagrał Hetmana Wielkiego Koronnego, Mikołaja Adama Sieniawskiego.

Choć premiera odbywa się dzisiaj, a zwiastun filmu nie należy do najgorszych, zdania na temat produkcji są podzielone. Wielu osobom przeszkadza brak przywiązania do szczegółów. Nie podoba im się np. ukazanie Sobieskiego, który podczas bitwy wiedeńskiej walczył bez zbroi, natomiast w filmie ukazany jest w pełnym opancerzeniu, czy „zbyt okazałe skrzydła” husarii – jak można przeczytać na forum strony filmweb.

Czy produkcja okaże się dobrym pomysłem? To trzeba ocenić samemu.

 

                                                                                                         Agnieszka Bakalarska

Dziewczyna z perłą

Tracy Chevalier- „Dziewczyna z perłą”

Książka opowiadająca o tym jak szesnastoletnia Griet zainspirowała znakomitego malarza Vermeera do namalowania jednego z najbardziej znanych dzieł noszący tytuł „Dziewczyna z perłą”.

Rok 1664. Żona Vermeera zatrudnia młodą służącą o imieniu Griet, która ma podjąć się sprzątania jego pracowni. Pochodzi z ubogiej rodziny. Ojciec stracił pracę, kiedy wybuch pieca przyczynił się do utraty wzroku, a matka stara się pogodzić opiekę nad domem, mężem i dziećmi. Postanawia wysłać córkę do pracy. W czasie pierwszego dnia pobytu u Vermeerów, nastolatka poznaje pięcioro dzieci Cathariny i Johannesa oraz swoje obowiązki. Każdy dzień w domu przy Oude Langendijck sprawia, że Griet coraz bardziej oddala się od swojej rodziny. Z utęsknieniem czeka na każdą niedzielę podczas której może odwiedzić matkę, ojca i siostrę. W czasie pobytu w hali rzeźnickiej poznaje przystojnego Pietera, który od pierwszego wejrzenia zakochuje się w pięknej, a zarazem nieśmiełej szesnastolatce. Nawiązują ze sobą bliższy kontakt dopiero gdy w okolicy domu Griet wprowadzono kwaratannę. Syn rzeźnika próbuje wszelkich możliwości, aby moc się czegoś dowiedzieć. Okazuje się, że siostra Agnes jest ciężko chora. Kilka dni później Griet dowiaduje się, że zniesiono kwaratannę i że jej jedyna siostra nie żyje. W tym momencie praca staje się dla niej uciążliwa. Na dodatek jedna z córek Vermeerów- Cornelia zauważa, że jej ojciec zbliżył się do służacej Griet.

Ciekawi Cię ciąg dalszy? Sięgnij po książkę Chevalier, ktora zabierze Cię w świat wybitnego malarza, który uczy patrzeć tak, żeby coś zobaczyć.

Na podstawie bestsellerowej książki Dziewczyna z perłą Peter Webber wyreżyserował film pod tym samym tytułem ze Scarlett Johansson i Colinem Firthem w rolach głównych. Serdecznie polecam! 🙂

Klaudia Kossowska

Jezus Maria…

Na kolejną płytę Marii Peszek trzeba było czekać długo – od wydania platynowej „Marii Awarii” minęły ponad 4 lata. Ukazaniu się nowego albumu towarzyszył dość kontrowersyjny wywiad udzielony „Polityce”, w której piosenkarka opowiadała o przebytej depresji, objawiającej się między innymi ślinotokiem na leżaku w Tajlandii. Wyznania artystki spotkały się z ostrą krytyką, powstała nawet prześmiewcza strona na Facebooku – „Cierpię jak Maria Peszek w Bankoku” Internauci od razu dostrzegli w „spowiedzi” Peszek element promocji.
Ale abstrahując od tego całego zamieszania – jaka jest sama płyta? W przeciwieństwie do poprzednich wydawnictw piosenkarki, do których musiałam się przekonać z czasem, „Jezus Maria Peszek” od razu przypadło mi do gustu. W dużej części jest to płyta ANTY: antypatriotyczne „Sorry Polsko”, antyreligijne „Pan nie jest moim pasterzem”, antymacierzyńskie „Nie wiem czy chcę”. Jest kilka dobrych materiałów na przeboje (oczywiście w pewnych kręgach), chociażby promujący płytę singiel „Padam”, ale także mój ulubieniec – „Ludzie psy” Ciekawy jest także dość… specyficzny, ale niesamowicie wpadający w ucho utwór „Amy”.
„Jezus Maria Peszek” wydaje się być bardzo osobistym albumem, przedstawiać autentyczne frustracje dawnej „Marii Awarii”. Ale właśnie – wydaje. Nie wiadomo oczywiście na ile jest to zapis autentycznych odczuć Peszek (szczególnie w kontekście rzeczonego wywiadu i całego związanego z nim zamieszania), a na ile zwyczajna artystyczna kreacja. Chociaż tak długo, jak jest to kawał dobrej muzyki, nie jest to chyba AŻ TAK istotne.

 

http://www.youtube.com/watch?v=NDav6xH-teg

M.A.C

Mylo xyloto, czyli Coldplay w Polsce

Jesteś jednym z tych szczęśliwców, którzy na czas się ogarnęli i zamówili bilety na imprezę okrzykniętą najlepszym wydarzeniem muzycznym  w Polsce w 2012 roku? Czy ze zniecierpliwieniem czekałeś na to całe wakacje i kilka dni przed ucieszyłeś się patrząc w kalendarz, że to już w tym tygodniu? Czy prawie ze złamanym sercem odpuściłeś sobie dwa dni szkoły, choć masz tyle do roboty tylko dla tych cudownych dwóch godzin dobrej zabawy? Jechałeś opóźniającą się polską koleją wyłącznie po to by w końcu  19 września 2012 roku o godzinie 21:00 na Stadionie Narodowym w Warszawie stać się częścią niesamowitego widowiska? Tak? No w takim razie wiesz o czym piszę i nie dziwisz się, że na samą myśl przechodzą mnie ciarki i się uśmiecham!;)

 

A oczywiście mowa tu o koncercie Coldplaya w ramach trasy koncertowej promującej najnowszą płytę zespołu, czyli „Mylo xyloto”. No cóż, nie będę ukrywać, niech żałują Ci fani, którzy do Warszawy nie dojechali… bo chyba nie bez powodu ten event został okrzyknięty najlepszym w roku 2012.

Krzyki, śpiew, dobra zabawa – to chyba za mało by opisać te 2 godziny, ale może zacznę od początku.

 

Posiadający bilety na płytę stadionu nie mieli łatwego zadania bo, by stać jak najbliżej sceny musieli być na stadionie kilka minut przed 16, by o pełnej godzinie móc wejść i zająć wymarzone miejsca. Potem czekały ich 3 godziny czekania na rozgrzewające suporty którymi byli : Frank Ocean, The Dimonds i Marina. Ta ostatnia chyba najbardziej zachęciła widownię do zabawy i wprawiła w nastrój tuż przed godziną 21, czyli wejściem na scenę gwiazdy wieczoru – Chrisa Martina wraz z jego kumplami z zespołu.

Jak na wielkie gwiazdy przystało Coldplay wcale się nie spóźnił i rozpoczął koncert punktualnie od fragmentu tematu przewodniego z ulubionego filmu wokalisty, „Powrót do przyszłości”. Po pierwszym zagraniu Martin powitał wypełniony po brzegi warszawski stadion słowami „Dzień dobry” i od razu „dziękuję” za tak wspaniałe i gorące powitanie. Zapewnił również, że będzie to najlepszy koncert podczas ich całej, kończącej się już trasy. No i był! Przynajmniej dla zgromadzonej publiczności.

Fani usłyszeli nie tylko przeboje z najnowszej płyty, ale również mogli przypomnieć sobie starsze, znane rytmy i znaki rozpoznawcze Coldpaya takie jak  „In my place”, „Yellow” czy „The Scienetists”, dzięki czemu klimat imprezy pasował nie tylko młodym, ale także starszym miłośnikom angielskiego zespołu.

Wiadomo – śpiew i wykonanie było fantastyczne i nie ma się do czego przyczepić, ale całą pracę muzyków na scenie dopełniały genialne efekty! Świecące w wyrazistych kolorach bransoletki tzw. Xylobands, które każdy z uczestników dostał przed koncertem, fale konfetti jak i również wielkie piłki i balony, które skaczący na płycie podawali i odbijali do bawiących się fanów na trybunach. Robiło to naprawdę ogromne wrażenie. Nie mogę też nie wspomnieć, że warta podziwu jest kondycja fizyczna Chrisa, który nie dość, że czysto śpiewał to jednocześnie skakał, biegał czy nawet kładł się na scenie. No, ale na pierwszy rzut oka widać, że jest bywalcem siłowni, nie zostawiają tu wątpliwości umięśnione ramiona wokalisty.;)

Jeden z ostatnich wielkich hitów „Paradise” zakończył pierwszą godzinę koncertu wraz ze słowami Chrisa „I don’t wanna leave Warsaw”, które jeszcze bardziej poruszyły publiczność. Później z 3 minuty przerwy i ze sceny głównej przenosimy wzrok na podest po lewej stronie płyty, gdzie widzimy Martina wraz z gitarą śpiewającego „Us Against The World”, później jeszcze „Speed Of Sound” i ‘od zawsze laserowe’ “Clocks”. I wreszcie finał. Podniosłe „Fix You” i kończące cały spektakl „Every Teardrop Is a Waterfall” odśpiewane przez cały stadion, a następnie odtańczone przez Chrisa z polską flagą w ręku już na scenie głównej.
Publiczność krzyczy , traci mowę przez dwugodzinne oddawanie zachwytu wywołanego genialnym, można nawet rzec- spektaklem w wykonaniu grupy Coldplay. Tłum wylewa się ze stadionu i podąża pieszo przez środek ulicy(ponieważ ruch tramwajowy został zawieszony) na Metro Centrum, by dotrzeć do domu, wciąż w uszach słysząc śpiew i muzykę.

Myślę, że Coldplay nie tylko zachwyca swoją muzyką, choreografią i efektami, ale bardzo naturalnym kontaktem z publicznością i mega radością z grania, którą widać na pierwszy rzut oka.

Emocje – niesamowite, wspomnienia – niezapomniane i jeden kolorowy Xyloband na pamiątkę po tym wieczorze. A zdanie uczestników zgodne – jedne z lepszych wydanych pieniędzy w tym roku!

 

Kasia N.

 

A oto najbardziej znane hity zespołu:

http://www.youtube.com/watch?v=1G4isv_Fylg

http://www.youtube.com/watch?v=fyMhvkC3A84

http://www.youtube.com/watch?v=d020hcWA_Wg

 

 

Zaopiekuj się mną…

Dorothy Koomson

Dwie przyjaciółki- Adele i Kamryn Matika, które poznały się na studiach nie widzą świata poza sobą. Jedna pełna energii i seksapilu, druga spokojna i ustabilizowana. Mimo różnic w charakterach i wyglądzie, kobiety świetnie się dogadują. Ich przyjaźń niestety nie trwa wiecznie. Kiedy dziewczyna odkrywa prawdę związaną z Adele i chłopakiem Natem, opuszcza mieszkanie i wyrusza do Leeds. Znajduje świetną pracę i poznaje nowych ludzi. Nie czuje potrzeby, aby kontaktować się z dawnymi przyjaciółmi. Jednak do czasu gdy… Kamryn dostaje list: „Droga Kamryn, Nie zignoruj tego. Muszę Cię zobaczyć. Umieram. Jestem w szpitalu St Jude w centrum Londynu. Twoja Adele… PS brakuje mi Ciebie.” Kobieta rzuca wszystko i postanawia odwiedzić dawną przyjaciółkę. Okazuje się, że leży w szpitalu od dawna. Pozostało jej jedynie kilka dni. Życie Kamryn wywraca się do góry nogami, kiedy dowiaduje się, że Adele prosi ją o podjęcie się opieki nad małą Tigą. Wszystko byłoby prostsze, gdyby nie fakt, że Tegan jest córką jej najlepszej przyjaciółki i byłego narzeczonego.  Pomimo, iż Kamryn nigdy nie wybaczyła zdrady, postanawia odwiedzić dziewczynkę, która zamieszkała u swoich dziadków. Nie chciała jej stamtąd zabierać, jednak widok małej przeraził ją i nie czekała ani chwili dłużej. Wystraszona, brudna i pobita dziewczynka nie wahała się pójść za Kamryn, wiedziała, że w końcu zobaczy swoją matkę. Kilka dni później Adele umiera. Od tej chwili Matika zaczyna nowe życie- życie z Tegan.

Po dalszy ciąg historii będziecie musieli sięgnąć do biblioteki bądź księgarni. Książka: „Zaopiekuj się mną…” nadaje się dla każdego czytelnika. Zależy Ci na znalezieniu dobrej lektury na ciepłe, jesienne wieczory- ta jest idealna dla Ciebie. Serdecznie polecam.

Klaudia Kossowska

Ryzykantka

Amanda Quick

Romans historyczny, w którym główną rolę odgrywa Victoria- młoda, piękna i poszukująca przygód kobieta. Podczas jednego z balów poznaje hrabiego Stonevale, dzięki któremu zasmakuje nocnego, niebezpiecznego życia. Lukas Mallory Colebrook to ukryty łowca posagów, który szuka żony, aby odbudować swoje miasto.

Victoria Claire Huntington i jej przyjaciółka Lyndwood mają zamiar wybrać się na jarmark. Dowiaduje się o tym Lucas, który postanawia wykorzystać tą sytuację. I tak też zaczyna się jego znajomość z majętna panną. On zainteresowany jest jej majątkiem, za to ona nocnymi eskapadami. – „Zabiorę Cię w miejsca, w których żadna dama nie ośmieliłaby się pojawić. Pokażę Ci te strony życia, o których żadna szanująca się kobieta nie ma nawet pojęcia”- właśnie tym słowom uległa Victoria. Jarmark, jaskinia hazardu, nocne spotkania w ogrodzie doprowadzą do tego, że młoda dama będzie zmuszona podjąć najważniejszą decyzję w swoim życiu. Powoli zakochuje się w hrabim, który nie ukrywa swojego zainteresowania. Jak wiadomo przecież, poszukuje kobiety, która nie tylko urodzi mu dziedzica, ale również da mu pieniądze na odbudowę Stonevale. Miłość czy pieniądze? Przekonaj się sam…
                                                                                                                                                                                                                                                 Klaudia Kossowska

Michael na Wemblay

18 września 2012 r., z okazji 25-lecia płyty BAD, ukazał się na rynku długo wyczekiwany album Michaela Jacksona, którego to koncert odbył się  na Wembley’u.

Jest to nie lada gratka dla wszystkich fanów artysty. Jego wielbiciele od wielu lat pisali do wytwórni Sony, listy z prośbami o wydanie słynnego występu na DVD. Ich prośby zostały wysłuchane i już dziś można oglądać efekty.

Koncert pochodzi z należącej do Michaela Jacksona taśmy VHS, której jakość została nieznacznie ulepszona na potrzeby nowego wydania. Odbył się on 16 lipca 1988 roku dla księżnej Diany, księcia Karola i ponad 72 tysięcy fanów, dzięki czemu trafił na listę koncertów z rekordową frekwencją na stadionie Wembley.

Początkowo Jackson nie chciał wykonywać utworu „Dirty Diana”, bojąc się, że urazi w ten sposób księżnę Dianę. Ostatecznie piosenka została zaśpiewana, ponieważ księżna przyznała, że to jej ulubiony utwór. Oprócz tego na płycie można usłyszeć wykonanie „Man in the mirror”, którego fragmenty zostały wykorzystane na początku filmu „Moonwalker”, słynne „Billie Jean”, „Human nature”, „Smooth criminal”, „Bad”, „Thriller”, oraz utwór

„I just can’t stop loving you”, który można również usłyszeć w wersji hiszpańskiej i francuskiej na specjalnym wydaniu CD. (Ta płyta także weszła na rynek 18 września tego roku).

Trasa koncertowa, podczas której Michael wystąpił na Wembley’u, rozpoczęła się 12 września 1987 r. w Japonii i zakończyła 27 stycznia 1989 r. w Los Angeles. Składała się ze 123 koncertów i została wykonana przed  ok. 5 milionów fanów. Była to pierwsza trasa wokalisty jako artysty solowego i została zapamiętana jako rekordowa pod wieloma względami:

Michael Jackson otrzymał specjalną nagrodę od zarządu Stadionu Wembley za rekord ustanowiony liczbą widzów, oraz za wykonanie rekordowej liczby całkowicie wyprzedanych koncertów. Była to również najdroższa trasa koncertowa, jaką kiedykolwiek zorganizował.

Wszystkie zyski zostały przeznaczone na cele charytatywne.

 

Agnieszka Bakalarska