Po Apokalipsie

          Od pewnego czasu trwa swego rodzaju moda na książki, pokazujące świat przyszłości. Jednak to nie technologia przyciąga uwagę czytelnika, a to, co stało się ze społeczeństwem. W powieściach tych żyje się bowiem na nowych zasadach, których przestrzegania pilnuje silna władza. Główny bohater bądź bohaterka, to osoba, która nagle do tych reguł przestaje pasować, wyłamuje się i zaczyna walkę. Podobieństwa można by wymieniać godzinami, ale najważniejsze jest ostatnie – książki te są ekranizowane i to właśnie film przysparza im popularności.

Książka, na której chciałabym się dzisiaj skupić, to doskonały przykład właśnie takich książek – „Niezgodna” Veronici Roth. Moją uwagę zwróciła właśnie dzięki reklamie filmu (którego jednak jeszcze nie obejrzałam).

Continue reading

Coś o tolerancji na podstawie filmu „Filadelfia”

         W naszym życiu są czasami tematy o których bardzo rzadko potrafimy rozmawiać. Dobrze, że wtedy ukazują się filmy, które w sposób otwarty wręcz szokujący pokazują dany temat i wymuszają dyskusję. Takim filmem jest „Filadelfia” powstała w 1993 roku. W skrócie jest to obraz omawiający problematykę traktowania homoseksualistów i chorych na AIDS. Zacznijmy jednak od początku.

Continue reading

Hit tegorocznych mistrzostw

Trwają właśnie Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w Brazylii. Po wielkim sukcesie utworu Shakiry „Waka waka” na mundialu, nadszedł czas, by ktoś inny stworzył hit tegorocznych mistrzostw. A kto zrobiłby to lepiej niż Pitbull? Ten 35-letni raper pochodzący z Florydy jest chodzącym przepisem na sukces. Po kilku solowych numerach takich jak „Hotel room service”, zainteresował się współpracą z innymi gwiazdami, takimi jak Christina Aguilera, Chris Brown czy też Jennifer Lopez, z którą stworzył niesamowity duet w piosence „We are one” promującą FIFA 2014. Chociaż wszyscy żartują, że przepisem na hit Pitbulla jest wymienienie pięciu miast na świecie oraz policzenie po hiszpańsku do czterech, to jednak nie znam osoby, która nigdy nie słuchała, lub nie tańczyła do jego piosenek. Największymi hitami Pitbulla są : „Timber”, „Feel this moment” oraz „Live it up”

 PAULINA STACHOWSKA

Riverton

W swoim ostatnim artykule pisałam o wrażeniu, jakie pozostawiła po sobie jedna z książek przeczytanych przeze mnie książek. Dziś przedstawię kolejną, którą długo popamiętam, a jest to „Dom w Riverton” Kate Morton. Kiedy pisze się maturę z angielskiego, raczej nie patrzy się na źródła tekstów, do których zadane są pytania. Mnie jeden taki tekst tak zainteresował, że spojrzałam na tytuł i zapisałam go sobie w pamięci. Oczywiście, pamięć jak to pamięć, jest ulotna, a w moim przypadku można już mówić o sklerozie? Jakiś tydzień później stałam sobie w kolejce w bibliotece i spojrzałam na półkę po prawej. Na co padł mój wzrok? Na „Dom w Riverton”, o którym zdążyłam już zapomnieć. Hej, czy to nie nazywa się przeznaczenie? Na początku poznajemy staruszkę, Grace Bradley, którą odwiedza reżyserka, Ursula Ryan. Jest rok 1999. Ursula tworzy film o wydarzeniach, które rozegrały się podczas przyjęcia w 1924 roku w domu, gdzie Grace pracowała za młodu. Chodzi o samobójczą śmierć poety, Robbie’go Huntera, której świadkiem były dwie siostry – Emmeline i Hannah, której służącą była Grace. Reżyserka ma pewność, że jest coś, o czym jej rozmówczyni nie mówi – i ma rację. Akcja powiedzmy „rozdwaja się” – przeplatają się wspomnienia Grace z czasów jej pracy w Riverton oraz jej współpraca z Ursulą. Muszę przyznać, że niezwykle spodobał mi się sposób, w jaki Kate Morton pokazała zmiany społeczne na przełomie wieku XIX i XX, to, jak wiele się zmieniło przez I wojnę światową. To był przełom, punkt, który wszystko zmienił – również w życiu mieszkańców Riverton. A co z tym wrażeniem, które znów pozostawiło na mnie swoje piętno? Myślę, że każdy po przeczytaniu książki albo obejrzeniu filmu, siedział, zszokowany, myśląc: „Ale gdyby nie taka drobnostka, to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej…”. Ja znalazłam się dokładnie w takiej sytuacji, po tym, jak praktycznie bez przerwy pochłonęłam ponad 570 stron. Mimo takiej objętości – czyta się wspaniale. Książkę możecie wypożyczyć w Bibliotece Głównej oraz filiach nr 2, 4, 5 oraz 6 (aktualnie tylko ta w fili nr 4 jest dostępna).

                                                                                                                                                            Ita Jarzembowska

Słodycze za poezję!

„…Poezja-
tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedź
na to pytanie już padła.
A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego jak
zbawiennej poręczy.”
                               „Niektórzy lubią poezję” Wisława Szymborska

Wisława Szymborska, nagrodzona Literacką Nagrodą Nobla w 1996 roku, w swoich utworach wykorzystuje często topos TEATRUM MUNDI. Wiersz „Niektórzy lubią poezję” nie ma rymów, zawiera liczne przerzutnie, epitety i pytanie retoryczne. Od razu widzimy co podmiot liryczny chce nam przekazać. Możemy też utożsamić go z autorką.

                Zawsze miałeś z tym problem? Stresował cię stojący nad tobą nauczyciel, czekający z niecierpliwością na twoją odpowiedź, która nic nie wnosiła do twojego życia, ale miała za to świadczyć o twojej niebywałej inteligencji i „poważnym podchodzeniu do zajęć lekcyjnych”. Każda kolejna taka lekcja doprowadziła do tego, że znienawidziłeś poezję. Gdy tylko to słyszysz twoją głowę zapełniają słowa: „podmiot liryczny”, „rymy”. „metafora”, „onomatopeja” czy „oksymoron”. Nie umiesz już przeczytać żadnego wiersza zastanawiając się nie nad tym „co autor miał na myśli”, a  nad tym co TY masz na myśli podczas czytania.
                Czy chciałbyś odczuwać radość w zanurzaniu się w Szymborskiej, Miłoszu, Norwidzie i innych mniej „maturalnych” autorach?
                Wyobraź sobie, że siedzisz w ceglanym pomieszczeniu na wygodnym fotelu, jedyne co słyszysz to spokojna muzyka klasyczna w tle, przed sobą masz pyszna ciasteczka i herbatkę, a dookoła siebie przyjaciół, nie tych z lekcji, a z przerw. Czytasz wiersz, mówisz dlaczego według ciebie jest wyjątkowy, twoi przyjaciele opowiadają o swoich odczuciach. Czy taką poezję byś pokochał? A co jeśli ci powiem, że taka sytuacja może mieć miejsce, a nawet mogła już mieć?
                „Zajawka” zorganizowała już dwa wieczorki poetyckie: 15. listopada i 6. grudnia. Kolejny odbędzie się zapewne 3. stycznia. Odczytaliśmy już wspólnie „myśli zamrożone” (wiersze naszych absolwentów), a także tomiki Wisławy Szymborskiej. Nie ma złego przeczytania, złej interpretacji, złego nastawienia. Możesz siedzieć, stać, skakać, co wolisz. Masz być po prostu sobą.
                3. stycznia będzie miała miejsce tzw. „wolna Amerykanka”, zabierz więc dowolny tomik wierszy i zapraszamy!

Karolina Nosek.

„Lalki z getta”

Przygotowując się do ustnej matury z języka polskiego natrafiłam w Empiku na książkę Evy Weaver pt: „Lalki z getta”. Już sam tytuł spowodował, że sięgnęłam po lekturę. Wczytawszy się w opis z tyłu okładki postanowiłam ją kupić. Mimo, że nie jest to prawdziwy obraz życia żydowskiego chłopca, to książka porusza tak bardzo, że nie daje o sobie zapomnieć. W ten sposób postanowiłam Wam przedstawić krótką historię małego Miki i dorosłego Maxa.

Historia rozpoczyna się krótkim wstępem do przerażającej opowieści. Czas akcji wprowadza nas w rok 2009, ale zaraz bohater zabiera nas w nie tak odległą przeszłość, czyli w rok 1938. Mika- dwunastoletni żydowski chłopiec mieszkający ze swoją matką i ukochanym dziadkiem otrzymuje płaszcz, który skrywa wiele tajemnic. Wraz z nastaniem września 1939 roku zaczęły się bombardowania. Zawieszenie lekcji, utrata pracy na uniwersytecie i w końcu dziwne zachowania Niemców wobec Żydów. Każdy z nich był zmuszany do noszenia gwiazdy Dawida, odebrano im znaczną część pożywienia, a nawet nałożono na nich obowiązek wyrobienia kenkart. Strach i przerażenie były obecne każdego dnia od wkroczenia niemieckich oddziałów. Dopiero w roku 1940 wszystko się zmieniło, zmieniło się na gorsze. Żydzi byli zobowiązani do opuszczenia swoich mieszkań i przeniesienia się do getta. Tak samo jak inni, Mika wraz ze swoim dziadkiem i mamą zamieszkali w gettcie. Płaszcz o którym wcześniej wspomniałam stał się najcenniejszą rzeczą dziadka, ponieważ dzięki dużej ilości małych i większych kieszeni mógł pomieścić w niej cały swój dobytek. Niestety nic takie proste nie jest, a tym bardziej życie w zamkniętej przestrzeni. Niedługo po przeprowadzce, dziadek zginął od strzału, a chciał tylko ocalić młoda kobietę. Od tego momentu Mika się zmienia. Powierzony mu płaszcz stara się szanować i chronić. Pewnego razu odkrywając zdobycze płaszcza natrafia na lalki, a dokładniej pacynki. Mika widząc nieszczęście, strach, lęk w oczach innych Żydów, postanawia zostać lalkarzem i świetnie mu to wychodzi aż do czasu, gdy… na swojej drodze spotyka żołnierza Maxa. Świat Miki przewraca się do góry nogami. Rozpoczyna podwójne życie. Życie w gettcie, gdzie opiekuje się swoją matka, wystawia przedstawienia w dziecięcym szpitalu z kuzynką i życie poza gettem, gdzie zostaje zmuszany do prezentowania pacynek śmierdzącym i okrutnym żołnierzom nie jest łatwe To jest pierwsza historia książki, natomiast druga ma już zupełny inny wymiar i znaczenie. Max, żołnierz, który zapoczątkował podwójne życie Miki, który wydawałoby się, że mu w pewien sposób pomógł został zesłany na Syberię. Stracił kontakt ze swoją rodziną. Ciężka praca, ból, tęsknota sprawiają, że Max czuje się samotny i wtedy wyciąga księcia- pacynkę, którą dostał w prezencie od Miki.

„Przejmujący opis wojny widzianej oczami dziecka i jego prześladowcy. Porywające studium ludzkiej odwagi i siły przebaczenia”

 

Klaudia Kossowska

 

 

 

29. AFF-Era Filmowa- Wyobraźnia, groza, fantastyka

AFF-Era Filmowa od lat łączy w sobie walory edukacyjne z wartościową rozrywką, za każdym razem proponując uczestnikom spotkania ze świetnym kinem. Każdego roku odbywa się w oparciu o główny temat. Edycja 2014 przebiegać będzie pod hasłem „Wyobraźnia, groza, fantastyka”. Odsyła ono do jednego z najważniejszych celów sztuki filmowej- dawania świadectwa wyobraźni filmowców i zarazem rozwijania jej u widzów. AFF-Era przybliży wiele dokonań poświadczających o znaczeniu wyobraźni twórców w budowie  dzieła filmowego i tworzenia historii kina.

Dzieje sztuki filmowej pokazują, że bardzo szybko wyobraźnia stała się drogą do stylowego przerażania widza- wszak kino pełni społeczną funkcję katalizatora lęków, strachu, nierzadko przy tym równoznacznych z odczuwaniem swoistej przyjemności. W dobie strywializowania i zwulgaryzowania filmowego horroru AFF-Era przypomni najlepsze wzorce budowania ekranowego strachu.

Wreszcie też podczas AFF-Ery zaprezentowane zostaną nieodległe gatunkowo wizje z kręgu fantasy i science-fiction, wciąż cieszące się ogromną popularnością wśród młodzieży. Wykłady towarzyszące projekcjom pozwolą filmy te odczytać niejako na nowo- w kontekście społecznych i kulturowych „ukrytych” treści, dla których gatunki te od zawsze stanowią metaforę.

Oprócz prelekcji i wykładów bardzo cennym uzupełnieniem imprezy bedą także warsztaty, wydarzenia muzyczne oraz spotkania integrujące młodzież w oparciu o wspaniałą pasję- kino i kulturę.

Będziecie mogli obejrzeć, m.in:

-„Antena”

-„Kobieta w czerni”

-„Milcząca gwiazda”

-„Upadek domu Usherów”

i wiele, wiele innych…

 

Termin: 2-7 lutego 2014

Miejsce: Pałac Młodzieży w Bydgoszczy

Koszt akredytacji z noclegami i wyżywieniem: 350 zł

Kontakt: Dominika Kosińska, tel: 607611242, e-mail: dominika@palac.bydgoszcz.pl

 

Klaudia Kossowska

 

 

 

SŁAWOMIR MROŻEK Pisarz i rysownik

W związku nie tak odległym w czasie odejściem wybitnego dramatopisarza Sławomira Mrożka sądzę, że warto poświęcić jego postaci odrobinę uwagi. Jest on autorem wielu opowiadań (głównie satyrycznych) oraz utworów dramatycznych. Po wszystkich formach wypowiedzi poruszał się równie swobodnie. Zarówno ilość, jak i jakość tekstów, które wypłynęły spod jego dłoni, uczyniły go jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich autorów.
Jako dramaturg, zaliczany jest do nurtu absurdu, natomiast tematyka jego dzieł pozostaje wyjątkowo obszerna. Poruszają one kwestie filozoficzne, polityczne, obyczajowe i psychologiczne, co świadczy o niezwykłej wszechstronności pisarza. W swojej twórczości poruszała problematykę historii Polski oraz tematy uniwersalne.
Mrożek zasłynął nie tylko dzięki napisanym przez siebie tekstom. Swój debiut odniósł w 1950 roku jako rysownik. Jego prace ukazywały się na łamach „Przekroju”. Ponadto, często ilustrował napisane przez siebie utwory.
Był jednym z pierwszych laureatów literackiej nagrody nobla im. Kościelskich w 1962 roku.
Rok później rozpoczął migracje do Francji, Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Włoch i Meksyku. Miały one znaczny wpływ na jego karierę. Publikacje na arenie międzynarodowej rozsławiły postać oraz umiejętności twórcy.
Niestety, niedługo po powrocie do Polski przeszedł udar mózgu. W konsekwencji, utracił zdolność posługiwania się językiem w piśmie i mowie. Odzyskał ją po kilku latach dzięki intensywnej terapii. Swoją ostatnią emigrację tłumaczył faktem, iż klimat w Nicei bardziej sprzyja jego zdrowiu. Tam właśnie zakończył swoje życie po osiemdziesięciu trzech latach. Jego prochy spoczęły w Panteonie Narodowym w Krakowie.
Lista stworzonych przez Mrożka dzieł jest bardzo imponująca. Pomiędzy licznymi dramatami i opowiadaniami możemy odnaleźć nawet dwie niewielkie, aczkolwiek zabawne powieści. Dwa z napisanych przez niego scenariuszy zrealizował, jako reżyser. Uważam, że warto obdarzyć twórczość tego artysty odrobinę większym zainteresowaniem.

Zuzanna Buchwald IC

Przy pomocy: http://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82awomir_Mro%C5%BCek
Oraz: http://www.culture.pl/baza-sztuki-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/eAN5/content/slawomir-mrozek

Zbliżające się jesienne długie i zimne wieczory powodują, że z chęcia sięgamy po jakąś książkę. Kilka dni temu skończyłam czytać „Ślady małych stóp na piasku” Anne-Dauphine Julliand. Opowieść ta wpłynęła na mnie tak bardzo, że postanowiłam Wam przybliżyć jej historię.

Zachowanie Gesparda i Thais przywodzi mi na myśl piękną anegdotę: zapytano różne osoby, co by zrobiły, gdyby dowiedziały się, że właśnie przeżywają ostatni dzień życia. Wszyscy dorośli zaczęli snuć wielkie plany: chcieli wziąć udział w wystawnej uczcie, w ostatniej chwili zrealizować wszystkie swoje marzenia… To samo pytanie zadano małemu chłopcu, który właśnie rozkładał kolejkę elektryczną. „Gdybyś się dowiedział, że umrzesz dzisiaj, co wyjątkowego chciałbys zrobić? -Nic, dalej bym się bawił'”- to cytat, który najbardziej utkwił mi w pamięci, sprawia, że na chwilę zatrzymuję się i myślę.Myślę nad tym, co ja bym odpowiedziała na takie pytanie.
Historia książki opiera się na historii pewnej rodziny, która tak jak inne, tętni swoim życiem. Anne-Dauphine wraz z mężem opiekują się dwójką dzieci i oczekują na trzecie. Wszystko byłoby idealne, gdyby nie dziwna choroba o nazwie leukodystrofia metachromatyczna. Pewnego dnia Anne zauważa, że jej córeczka Thais lekko powłóczy nóżką. Szereg badań wykazały, że dwuletnia Thais choruje na nieuleczalną chorobę zwaną leukodystrofią metachromatyczną. Po ujawnieniu jej, niszczy cały układ nerwowy. Na początku prowadzi do ubytku funkcji motorycznych, utraty mowy, wzroku, słuchu… Dla takich osób nie ma ratunku. Można tylko sprawić, aby ich życie stało się wyjątkowym. Matka obiecała małej, że odtąd będzie miała piękne życie, inne od pozostałych i tej obietnicy trzymała się do końca. Od tego momentu zaczyna się walka o życie i to nie tylko jednej córki. Okazuje się, że trzecie dziecko Anne i Loica Azylis, również choruje na tą samą chorobę. Stres, zmęczenie, ból i cierpienie na dobre zagości w ich domu. Jednak dzięki pomocy rodziny, przyjaciół i znajomych, życie staje sie odrobinę łatwiejsze. Z tym, że jak tu mówić o łatwości życia, kiedy obie córki znajdują się w szpitalu na zupełnie innych oddziałach? Plan dnia Anne i Loica dzieli się na kilka etapów: czas dla Tais, czas dla Azylis oraz opieka nad Gespardem- ich jedynym zdrowym dzieckiem. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Tais powoli traci wzrok, mowę, słuch… Anne uczy się dostrzegać na nowo potrzeby córki, stara się jej okazywać jak najwięcej miłości. Jedyną dobrą wiadomością, jest poprawa stanu zdrowia malutkiej Azylis. Rodzina postanawia nie tracić nadziei, bo nadzieja umiera ostatnia.
I na koniec słowa onkologa: „Kiedy nie można dodać dni do swojego życia, trzeba dodać życia swoim dniom”

Klaudia Kossowska

Quo vadis, systemie edukacji?

Polskiemu systemowi nauczania zawsze zarzucano, że jest przeładowany, zawiera za wiele niepotrzebnych informacji, uczy wszystkiego, oprócz tego, co tak naprawdę przyda się w dorosłym życiu. Ministerstwo Edukacji postanowiło się tym zająć i zreformować program. Tym razem nie tylko pod kątem nowych podręczników, które inne, mają tylko okładki i kolejność działów, ale przede wszystkim siatek godzin. Rocznik 1996 (aktualne klasy drugie) rozpoczyna ten ciekawy eksperyment, służąc oświacie jako „króliki doświadczalne”. Zwiększono liczbę godzin z przedmiotów, które w klasie pierwszej wybierało się jako wiodące, a zarazem skrócono czas na pozostałe. Uczniowie mają się rozwijać wyłącznie w tym zakresie jaki ich interesuje, wychodząc z założenia, że po co przyszłemu lekarzowi historia XVIII- wiecznej Anglii. W wyniku tego powstały różne, nowe przedmioty, takie jak: przyroda (cofamy się do podstawówki?), historia i społeczeństwo (też brzmi znajomo), ekologia krajobrazu, ekonomia, edukacja prawna. Brzmi rewelacyjnie? Otóż tylko brzmi. Jeśli owa reforma ma nam pomóc w dostaniu się na wymarzone studia, to co z takimi kierunkami jak psychologia, gdzie najwyżej punktowana jest historia i biologia? Czy po przyrodzie możliwe jest napisanie rozszerzonej biologii? Wyjątkowo trudne zadanie.

Godzinę typu „Przyroda. Część biologia.” będę miała dopiero w przyszłym roku, więc nie mogę się wypowiedzieć na temat jej zakresu. Jednakże mam już pewne doświadczenia w przedmiocie „Przyroda. Część chemia.”. Zajęcia odbywają się w stylu projektowym: to uczniowie mają prowadzić większość lekcji, robiąc proste doświadczenia chemiczne „domowym sposobem”. Za to w podręczniku od historii i społeczeństwa zawarta jest piosenka Sabatonu. Znów jak to pięknie brzmi! Szkoda tylko, że błędnie przetłumaczona na język polski…

Nigdy nie lubiłam przedmiotów ścisłych. Były dla mnie niezrozumiałe i wydawały się kompletnie niepotrzebne. Taka reforma powinna być dla mnie zbawieniem i byłaby gdyby nie porównanie z rokiem poprzednim, gdy wszystkie klasy miały tę samą podstawę programową, aby ułatwić ewentualną zmianę klasy tym niezdecydowanym. W zeszłym roku tematy z chemii miały po 12 stron, zawierały liczne wzory chemiczne, reakcje i ten specyficzny język chemiczny. W tym roku 4 strony, a w tym tłumaczenie na całą stronę czym jest obserwacja… To samo mogą powiedzieć ścisłowcy, którzy w zeszłym roku II Wojnę Światową mieli rozbitą na trzy działy, pełno dat i nazwisk, a w tym całą starożytność (4,5 tysiąca lat!!!) w trzech tematach. Jeśli w tym roku traktują nas tak po macoszemu, to zapewne wychodzą z założenia, że cały poprzedni rok polegał na „wkuwaniu” tego co potrzebne na sprawdzian i natychmiastowym zapominaniu. Konfucjusz mawiał: „Ci, którzy się uczą, podobni są do roślin. Zdarza się bowiem, że roślina zakiełkuje, ale nie rozkwitnie; zdarza się też, że zakwitnie, ale owocu nie wyda.”. Jednak jak rosnąc, gdy korzenie zatrute?

Pozostaje zadać jedno pytanie: Quo vadis, systemie edukacji?

Karolina Nosek