Terecet atmosferyczny

ŚMIERĆ EKOLOGICZNA

Jak co roku, nadszedł czas wspominania zmarłych i odświeżania ich miejsca pochówku. Wraz z tym wiążą się niemałe koszty – trzeba się wyposażyć w dużą amunicję zniczy, bukietów i innych fikuśnych dekoracji jak np. śpiewające figurki (nie polecam, jakby ktoś postawił to na moim nagrobku, chyba bym wstał i wyrzucił). Usiądźmy więc na chwilę i dajmy sobie pomyśleć – A po co to komu?

Nie namawiam oczywiście do całkowitego zerwania ze zdobieniem nagrobków.  Ale też bez przesady – wyobraźmy sobie na chwilę cmentarz we Wszystkich Świętych – masa grobów, a na każdym z grobów – masa zniczy i kwiatów sztucznych oraz prawdziwych. Z moich prostych obliczeń wynika, że ilość śmieci, która znajdzie się w cmentarnym śmietniku, około miesiąc później, wynosi masa2. No i ta cała kolekcja plastiku, tworzyw sztucznych, wosku, liści i zwiędłych kwiatów będzie powoli wsiąkała w ziemię, póki nie zabierze ich śmieciarka… na śmietnisko, (ponieważ wątpię, by komuś chciałoby się to wszystko segregować), a tam ponownie to wszystko będzie się mieszać z ziemią. O dalszych negatywnych skutkach raczej nie trzeba dalej mówić, gdyż każdy słyszał to już setki razy na różnych etapach edukacji.

Co zatem zrobić?

Zacznę od czegoś, o czym często przy takich dyskusjach się zapomina. Całego świata nie zmienimy. Nie od razu. I tak, nasza pojedyncza decyzja, że będziemy to robili inaczej niż inni, ma wbrew pozorom znaczenie. Co więc proponuję? Przede wszystkim elektryczne wkłady – nie dość, że działają znacznie dłużej, to wyglądają z zewnątrz niemalże tak samo, a do tego można w nich wymieniać baterie, które z kolei oddajemy w wiadome miejsca (Biedronka, czy inna Żabka). Ale co z kwiatami? Te sztuczne wytrzymują znacznie dłużej, ale prawdziwe dużo szybciej się rozkładają. Według mnie lepsze są te organiczne. Jak znam życie, podczas następnej wizyty u zmarłego, kwiaty będą wymienione niezależnie od tego jakie są (mogły być zniszczone przez pogodę, albo po prostu mamy taki kaprys, aby je zmienić). Świetnie, rozwiązaliśmy już dwa problemy. Jedyne przedmioty pozostawione na grobach dla zmarłych, które jeszcze przychodzą mi do głowy, to wszelakie figurki. Z nimi sprawa jest w miarę jasna. Wybierajmy po prostu takie, których nie będzie trzeba od razu wyrzucać. Większość problemów załatwiłyby zwykłe pojemniki do segregowania odpadów, wtedy problem ze śmieciami byłby znacznie mniejszy, a zatem używanie biodegradowalnych bądź długotrwałych dekoracji nie miałoby takiego znaczenia.

Czuję, że nie jestem póki co zbytnio odkrywczy, ale to nic – niektóre rzeczy czasami trzeba powiedzieć, choć się wydają oczywiste. Także, po tych formalnościach przejdziemy do deseru, albowiem okazuje się, że…

Zakopywanie trumien z rozkładającymi się ciałami jest szkodliwe, a do tego kosztowne i zabierające dużo miejsca. Czyli co – kremacja? Jest ona przede wszystkim znacznie tańsza, ale czy zdrowsza dla środowiska? Powiedzmy, że jest to nieco lepsze rozwiązanie, aniżeli grzebanie, lecz wraz ze spalaniem wiąże się kwestia zużycia masy elektryczności, która jest potrzebna, by podgrzać ciało do żądanej temperatury, używa się przy tym również gazu ziemnego, a opary, które wydobywają się z kominów krematorium mają w sobie rtęć. Oczywiście istnieją różne sposoby, by rozłożyć ciało człowieka tak, by nie wytwarzać prawie w ogóle zanieczyszczeń, ale te rozwiązania mają jedną wadę – są kosztowne.  No więc, jak (nie)żyć? Najlepiej by było, gdybyśmy… zakopywali zwyczajnie ciała bez trumien. Jest to sposób tani i korzystny dla otoczenia, ponieważ nasze szczątki ulegną biodegradacji. Choć Ci najbardziej radykalni ekolodzy woleliby układać w ziemi jedno przy drugim, uważam, że powinniśmy pamiętać o pierwiastku człowieczeństwa i z szacunkiem wyznaczać miejsca na kolejne groby, tak aby każdy zmarły miał swój pomnik – trochę na wzór amerykańskich cmentarzy.

“Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” – przypomina mi o tym, że śmierć to złączenie się z naturą. Według tego, w co większość z nas wierzy, rzeczy materialne nie przydadzą nam się w zaświatach. Oczywiście, pamiętajmy o tych, co odeszli i oddawajmy im cześć – ale bądźmy w tym rozsądni. W końcu jeśli ludzie śmiertelnie narażą środowisko, to kto ich pochowa?

            Mikołaj Płóciniczak

źródło: 1


PO ILE ZA KILOGRAM?

UWAGA! Na czas czytania artykułu radziłabym odstawić na bok wszelkie produkty spożywcze. Dziękuję.

„Jesteś tym, co jesz.” W takim razie tylko kanibale zachowują człowieczeństwo.

Ten temat wydaje się być bardzo kontrowersyjny i nieodpowiedni dla osób wrażliwych psychicznie, ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy nie zastanawiał się, jak smakuje ludzkie mięso.

ŁUP – coś uderzyło o szybę w moim oknie. Pewnie Grzegorz się dobija. Ignoruję i piszę dalej.

Pamiętam, że kiedy byłam mała, zastanawiałam się, dlaczego lwy, tygrysy, wilki i inni drapieżnicy, których mój młody umysł poznawał, ucząc się alfabetu, nie zjadają samych siebie, skoro TEŻ są zbudowani z mięsa. Nie, nie brzmiało to dla mnie dziwnie. Wręcz wyobrażałam sobie lwa na sawannie, który wygrzewając się w afrykańskim słoneczku, skubie swoją łapę.

Ale jak poznać smak czegoś, nie zjadając go? Na razie (piszę „na razie”, bo nie będę zdziwiona, jeśli za kilkadziesiąt lat naukowcy przedstawią urządzenie kodujące smak danej potrawy za pomocą jego kodu genetycznego) jedyną metodą jest test organoleptyczny. Psychopatów, morderców, ekstrawaganckich konsumentów – określeń na ludożercę może być wiele – było więcej, niż mogłoby się wydawać. I to właśnie oni stanowią jedyne źródło informacji. Najczęstszym porównaniem okazuje się być wieprzowina. Potwierdzeniem tej tezy może być niejaki Karl Denke – żyjący przed II wojną światową rzeźnik z okolic Wrocławia. Słynął ze sprzedaży smakowitej wieprzowiny. Jak zapewne już się domyślacie – zawartość wieprzowiny w tej wieprzowinie była znikoma. Przedsiębiorczy rzeźnik „przerabiał” ludzkie mięso na wieprzowe i w takiej formie je sprzedawał. Zastanawiające jest to, że jego klienci nie zorientowali się, że niedzielne schabowe smakują nieco inaczej.

Tę wersję potwierdza również przykład niemieckiego kanibala Armina Meiwesa, który opisywał mięso ludzkie jako „świńskie”, ale bardziej gorzkie i wyraziste w smaku.

Druga na miejscu znajduje się wołowina- krwistoczerwone, chude mięso.

Pewien amerykański dziennikarz i podróżnik William Seabrook, na początku XX wieku podczas wyprawy do zachodniej Afryce spotkał się z kanibalizmem u żyjących tam plemion.

Po powrocie do Paryża, postanowił przeprowadzić eksperyment, do którego ciało dostarczył mu paryski szpital. Seabrook zrobił z niego potrawkę, którą następnie spożył.

Jego relacja miała być następująca: ludzkie mięso kojarzy mu się trochę z wołowiną, trochę z cielęciną, niezwykle delikatne, o smaku jakiego nie ma żadne inne mięso.

 

ŁUP – Dobra, Grzesiek, zrozumiałam, nigdy nie ciekawił cię smak ludzkiego mięsa. A teraz daj mi się skupić!

Jednak kanibalizm nie zawsze pozostaje bezkarny. I nie mam tu na myśli ludzkiego potępienia, następstw psychicznych, czy smażenia się w piekle. Okazuje się, że jedzenie ludzkiego mięsa może za sobą przynosić poważne konsekwencje zdrowotne.

W latach 60. XX wieku w Papui Nowej Gwinei wśród plemienia Fore odnotowano nieznaną dotąd nieuleczalną, śmiertelną chorobę zakaźną: „kuru” (co pochodzi od plemiennego słowa „kuria” bądź „guria” – „drżeć”) popularnie nazywaną „śmiejącą się śmiercią”. Mieszkańcy wspomnianego plemienia praktykują obrzędy kanibalistyczne W wyniku długotrwałych ofiarnych badań, wśród członków plemienia Fore, wykazano w sposób przekonujący, że kuru przenosi się w czasie kanibalistycznych uczt. Chory najczęściej nie jest w stanie poruszać się o własnych siłach, dręczą go bóle brzucha, kości i stawów, silnie drży, pojawiają się prymitywne odruchy chwytania, ssania czy gryzienia. Charakterystyczne są silne wahania nastrojów: od depresji po euforię. Stąd określenie „śmiejąca się śmierć”.

Wydawałoby się, że w XXI wieku, w czasach szeroko pojętej i docierającej niemal wszędzie cywilizacji, kanibalizm jest czymś wręcz antycznym, historycznym, czymś, co praktykują jedynie najdziksze plemiona żyjące gdzieś na końcu świata. Okazuje się jednak, że niekoniecznie tak jest. Co zatem może skłonić cywilizowanego i, w ogólnie przyjętym znaczeniu tego słowa, normalnego człowieka do zjedzenia ludzkiego mięsa? Nethen Constantin, autor książki „Historia kanibalizmu” wyróżnia trzy zasadnicze powody:

Po pierwsze: pożądanie, wewnętrzny głos,  którego źródłem mogą być zaburzenia, defekt genetyczny czy problemy w dzieciństwie.

Po drugie: ludzka potrzeba, głód, ekstremalne warunki, brak jakiegokolwiek innego pożywienia.

Po trzecie: rytuały

  • oddanie szacunku pokonanemu przeciwnikowi, aby jego ciało nie gniło w ziemi (np. plemię Wari z Brazylii);
  • chęć przejęcia cech zmarłej osoby (np. aborygeńskie jedzenie mózgu);
  • potępienie, zhańbienie wroga, jedząc jego ciało (np. Japończycy podczas II wojny światowej)

 

Rozmowy na temat kanibalizmu potrafią być niezwykle zajmujące i wywołujące uczucie konsternacji i zwątpienia co do doboru interlokutorów. Ciekawość to ważna cecha. Przydatna. Dzięki niej poznajemy świat. Niemniej, pewne sprawy powinny zostać niewyjaśnione. Bo chyba zgodzicie się ze mną, że lepiej umrzeć w niewiedzy, niż kiedykolwiek na własnej nomen omen skórze przekonać się, jak smakuje ludzkie mięso.  😉

Artykuł skończony. Można coś zjeść.

Ja zgłodniałam.

 

Imponderabilia

źródła: 1 2 3 4


HALLOWEEN NIEJEDNO MA IMIĘ

Myślę, że wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego jak bardzo różnią się od siebie kraje leżące nawet na tym samym kontynencie. Pomimo tego, że żyjemy w dobie internetu, gdzie każdy ma dostęp do niemal każdego miejsca na Ziemi, to nasza wiesza na temat tradycji czy obrzędów innych grup etnicznych jest znikoma. Często również zdarza się, że bierzemy udział w obchodzeniu świąt, nie znając ich symboliki czy wymownego zamysłu, o genezie nie wspominając. Dlatego też, przy okazji listopada, zaprezentuję trzy popularne święta, które pozornie dotyczą tego samego, ale w praktyce oznaczają coś zupełnie innego.

Halloween – czyli pierwotny strach przed nieznanym

Dokładna geneza i pierwotny przebieg święta nie jest do końca znany. Przypuszcza się, że to mogło być rzymskie święto bogini Pomony (opiekunki owoców i nasion) lub celtyckie święto rozpoczęcia zimy.

Na północy Europy Halloween było obchodzone po prostu jako zakończenie jesieni i początek zimy. Ludzie radowali się udanymi zbiorami i urodzajem ciepłych miesięcy, jednak martwiło ich widmo zbliżającej się zimy; mrozu i chłodu, które wiązały się również z głodem.

Kolejna teoria mówi o druidach, kapłanach celtyckich, wierzących w duchy. Uważali oni, że  Samhain (bóg śmierci) na przełomie października i listopada zdobywa coraz więcej siły. Miała się wtedy zacierać granica między dwoma światami: światem ludzi a światem demonów. W tę jedną noc dusze zmarłych mogły nawiedzić ludzi, aby odpokutować swoje ziemskie przewinienia. Ludzie palili w ten czas ogniska na cześć boga słońca i światła – Luga. Przyciągały one do nich dobre duchy, a odstraszały te złe. Często, aby przebłagać Samhaina ludzie składali mu krwawe ofiary, niejednokrotnie zdarzało się, że na ołtarzu składano ludzi.

Był jeszcze jeden sposób, aby odstraszyć złe moce. Chcąc wyjść z domu zakładali niespotykane stroje oraz maski. Po co? Wierzyli, że w przebraniach złe duchy nie rozpoznają w nich ludzi, a co za tym idzie, nie zrobią im krzywdy…

Dzisiaj nikt nie boi się demonów, wszyscy dobrze wiemy, że nic nam nie zagraża. W naszych czasach obchodzi się Halloween, aby dobrze się bawić ze znajomymi czy po prostu przebrać się dla własnej satysfakcji. Chyba wszyscy chociaż raz w życiu słyszeliśmy o zabawach takich jak ‚apple bobbing’ czy „cukierek albo psikus”.

Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny – nasza sprawa

Obok Halloween najbardziej znane święto na całym globie obchodzone jest głównie w Europie. W dzisiejszych czasach mówi się o tym jako o chrześcijańskiej tradycji, ale poganie również świętowali dzień poświęcony zmarłym. Tak naprawdę pierwsi chrześcijanie obchodzili święto zmarłych w kwietniu lub w maju, dzisiaj z biegiem lat uległo to zmianie.

W czasach Imperium Rzymskiego obchodzone było 13 maja lub w pierwszy piątek po Wielkanocy, zależnie od kalendarza jakiego używali wyznawcy Chrystusa. W tym dniu wspominano męczenników, którzy zginęli w imię swojej wiary w latach intensywnych prześladowań w Rzymie.

Pierwszego listopada każdego roku całymi rodzinami spotykamy się przy grobach zmarłych. Na cmentarzu odbywa się uroczysta Msza Święta. Bliscy często przy okazji mogą się spotkać, ale również pomodlić się za zmarłych i powspominać ich. Choć w rzeczywistości jest to dzień, w którym wspominamy Świętych Kościoła Katolickiego, wiele osób błędnie uważa, że to dzień wszystkich zmarłych.

Dzień Zaduszny, czyli 2 listopada, to dzień przeznaczony na modlitwę za wszystkich zmarłych. Warto pamiętać, aby przed tym dniem zadbać o groby swoich bliskich, ale również zrobić tego dnia dobry uczynek i zapalić znicz na zaniedbanym grobie, takim, o którym już nikt nie pamięta.

Dia de los Muertos – meksykańska wersja naszych świąt?

Otóż nie! Chociaż nie można ukryć, że są to święta bardzo podobne do siebie, odbywają się nawet w tym samym terminie – 2. listopada. Jednak tradycja obchodów tego święta liczy 3000 lat i może niektórym przypominać Halloween.

Jest to bardzo kolorowe święto. Szkielety ubierane są w odświętne stroje, czaszki są malowane i ozdabiane kwiatami i wstążkami, następnie ustawia się je w różnych miejscach w mieście. Ludzie malują swoje twarze tak, aby przypominały czaszki oraz ubierają barwne stroje. Ma to symbolizować, że zmarli nadal żyją, a ich dusze świętują tego dnia z żywymi. Organizowane są tego dnia parady i festiwale, a nawet piecze się specjalny chleb zmarłych tzw. „pan de muerto”

Jego tradycja ma swój początek wśród plemion indiańskich m. in. Azteków i Majów. Duży wpływ na kształt święta miał kult czaszek przodków wśród tych plemion. Czczono głównie najbliższych zmarłych oraz dzieci. Obchodzone pierwotnie dziewiątego miesiąca kalendarza słonecznego Azteków, trwało cały miesiąc. Składano wtedy hołd „Królowej Śmierci” – bogini Mictecacíhuatl, żonie władcy Krainy Zmarłych.

Dzień Zmarłych (Dia de los Muertos) jest dniem wesołym, to dzień zabawy i wielkiego szczęścia. Data jego obchodzenia została zmieniona przez chrześcijańskich konkwistadorów z Hiszpanii, którzy chcieli, aby Indianie utożsamiali swoje święto z Zaduszkami kościoła katolickiego. Dzięki takiemu zabiegowi, poganom łatwiej było przyjąć wiarę w Jednego Boga.

Każde z tych świąt jest ciekawe i na pewno warto chociaż raz spróbować w jego obchodach uczestniczyć.

Martyna Kuppe

źrodła: 1 2 3

Byle do Świąt!

Święta Bożego Narodzenia są piękne. Można pisać artykuł, pijąc cieplutkie kakao, ciesząc się wszechobecną atmosferą, nie przejmując się niczym innym,.

Nasza redakcja postanowiła się przyjrzeć bliżej tym niezwykłym dniom, na które czekamy cały rok.

Ułożyliśmy dziesięć świątecznych pytań, które zadaliśmy tak zwanym „przypadkowym przechodniom”, czyli osobom, które stały najbliżej nas.

Niektóre pytania były dość, rzekłabym, niekonwencjonalne. Takie lubimy. Tak samo jak i niekonwencjonalne odpowiedzi.

W anonimowych ankietach obowiązywała dowolność: nie było pytań zamkniętych, by podświadomie nie sugerować odpowiedzi.

Zatem… Oto wyniki!

 

1

2

3

4Może to nie było za bardzo odkrywcze pytanie, ale wśród „innych” kolęd podawane były inne kolędy, niż w trzecim pytaniu. Taka ciekawostka.

 

5

 

  1. Dlaczego Polsat co roku emituje „Kevina”?

Tym pytaniem kończymy obrazowanie wykresami. Czas na refleksje i pełne zdania.

Większość badanych uznała, że to ze względu na oglądalność. Inni twierdzą, że Polsat wyświetla go tak długo, że stało się to pewną tradycją, jest rodzinny jak święta. Każdy zna zakończenie, więc nie trzeba się złościć, że ktoś zagłusza film rozmowami.

🙂

Aczkolwiek wśród ankietowanych znalazła się jedna osoba, która nigdy nie oglądała żadnego „Kevina”. To wydaje się niewykonalne przy posiadaniu rodziny i telewizora. A jednak.

 

  1. Dlaczego choinka się przewraca?

Powracając do tematu niekonwencjonalności, przedstawiamy 10 najciekawszych odpowiedzi:

  • bo nie jest przywiązana,
  • bo zapomnieli podlewać,
  • bo kot,
  • bo mdleje,
  • bo prawo grawitacji,
  • bo chce uciec do lasu, ale nie ma nóg, więc…
  • bo nie chce jej się ciągle stać,
  • bo pies gryzie ozdoby,
  • bo to spisek mający przytłumić umysł normalnego właściciela i odwrócić uwagę od pytań typu: „Masz już chłopaka?”
  • bo los jest złośliwy.

 

  1. Jakie powinny być sanie Mikołaja?

Łącząc propozycje, uzyskaliśmy opis niezwykłych świątecznych sań. Pozostaje tylko narysować projekt i wysłać do Laponii z nadzieją na otrzymanie propozycji współpracy.

Duże, wielkie, ogromne, magiczne, oświetlone, z lampkami, lekkie (żeby renifery się nie męczyły), wyjątkowe, pełne prezentów, czerwone/białe, szybkie, mocne, błyszczące, na kołach, bajkowe, latające, z dzwonkami.

 

  1. Dlaczego, gdy ktoś ma urodziny w Wigilię, to dostaje tylko jeden prezent?

Tu ankietowani podzielili się na dwa obozy. Jeden uważa, że to przez złą sytuację finansową, lub, mówiąc brutalniej, ta pechowa osoba „nie jest kochana”. Druga strona natomiast oponuje: „TO NIEPRAWDA!”. Okazało się bowiem, że ankietowani znają wybrańców urodzonych w ten sam dzień, co Zbawiciel świata, którzy otrzymują dwa prezenty lub jeden duży.

Szczerze powiedziawszy byłam tym faktem zaskoczona, jednak później ktoś mi przypomniał, że w mojej rodzinie jest dokładnie taka sama sytuacja. Moja pamięć ostatnio przechodzi kryzys wieku młodego.

 

  1. Dlaczego ludzie tak kochają Święta?

Najważniejsze pytanie świątecznej ankiety.

Ankietowani głównie pisali o świątecznej atmosferze, o możliwości spotkania się z rodziną przy jednym stole chociaż raz do roku. Wymienianie się prezentami, śpiewanie kolęd, strojenie choinki, zapach wigilijnych potraw czy też fakt, że „ludzie mówią ludzkim głosem”… To wszystko sprawia, że czas świąteczny jest iście… magiczny.

My już nie możemy się doczekać kolejnych Świąt.

Zostało tylko 362 dni.

😀

 

 

 

Moment

Jestem zwolenniczką szukania tak zwanego „złotego środka”, chcąc znaleźć sobie miejsce w wielu aspektach życia, które niejednokrotnie bywają dla mnie zastanawiające.

Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy pytanie, dlaczego 11 listopada jest dniem wolnym od szkoły i pracy? Powiecie: „Przecież to Święto Niepodległości, najważniejsze państwowe święto!”
Zgadza się. Niemniej dla mnie była to odpowiedź co najmniej niezadowalająca.
W końcu moglibyśmy iść do Szkoły i obchodzić święto podczas apelu, bo dlaczego by nie?
Zaczęłam się zastanawiać, jaki jest sens tego święta.

Nie ma tradycyjnego czy odgórnie narzuconego sposobu celebrowania kolejnej rocznicy odzyskania niepodległości. Co to oznacza w praktyce? Cóż, jest wiele możliwości.
Jedni uczestniczą w marszach, chodzą na przeróżne uroczystości związane z upamiętnianiem ważnych postaci bądź anonimowych bohaterów. Na tych samych spotkaniach znajdują się osoby, które przypominają młodszym i starszym (i tych pośrednim) jaka jest geneza tego iście ważnego w naszej narodowej historii święta. Inni preferują pojechać i poczuć się swojsko w otoczeniu rodziny, zjadając obfity obiad. Ktoś po prostu zastanie w domowym zaciszu, wywiesi flagę, postoi, poduma…
Wyczuwacie, do czego zmierzam?
Możecie cieszyć się wolnym dniem, spędzając go na wiele sposobów, jakkolwiek, gdziekolwiek, z kimkolwiek.
Wiecie dlaczego?
Bo żyjemy w niepodległym kraju.
Bo 98 lat temu w wagonie kolejowym w Compiegne we Francji Niemcy podpisali zawieszenie broni na wschodzie, a Polska po 123 latach staje się państwem suwerennym i niepodległym.
I właśnie na tym polega cały sens obchodów tego Święta.

Zostawiam Was z własnymi przemyśleniami. Dziękuję za poświęcenie krótkiej chwili uwagi na moje przemyślenia. 🙂

Imponderabilia

„Cukierek albo psikus!”

Halloween.

Oryginalnie stare, celtyckie święto sprowadzone do Ameryki przez pierwszych osadników. Zgodnie z tradycją, odnosi się ono do Święta Zmarłych. Prawda jest taka, że każdemu z nas kojarzy się inaczej (czemu by nie?). Niektórzy popierają, inni są przeciw, a reszta się zastanawia, dlaczego wokół tego jest tyle szumu i czy nie lepiej dać sobie z tym święty spokój.

W celu zweryfikowania tego zjawiska, a także zaspokojenia własnej ciekawości, o Halloween zapytałam cztery różniące się pod wieloma względami osoby.

Moją Wiecznie Pracującą Babcię (B), Tajemniczego Mężczyznę ze Szczecina (T) (sami wybierali sobie pseudonimy, poczucie humoru w mojej rodzinie jest niemal tradycją), księdza Marcina Skowrona (K) i koleżankę z klasy, Dariannę (D). Moje wypowiedzi będą oznaczane jako (I). Zgadnijcie, dlaczego.

 

DOM MOJEJ BABCI, SOBOTA, GODZINY WIECZORNE

I: Jaki jest Wasz stosunek do Halloween?

B: Jestem przeciw.

T: Jest mi wszystko jedno.

B: Ja się brzydzę. Bo cukierki w kształcie czaszek, w kształcie glizd… Dzieci to jedzą…

T: Cukierki w kształcie glizd były zawsze!

B: Ale w kształcie trupich czaszek nie było! Albo w kształcie kościotrupów…

I: W porządku, ale ja nie pytam o cukierki, tylko o samą ideę.

B: Nie podoba mi się. Bardzo.

I: Dlaczego?

B: Dlatego że moim zdaniem święto Wszystkich Świętych to święto skupienia…

I: Ale Wszystkich Świętych jest innego dnia.

B: A kiedy jest Halloween?

I: 31 października.

B: No właśnie, a pierwszego listopada jest Wszystkich Świętych.

I: To są dwa różne dni.

B: Ale do Wszystkich Świętych większość ludzi przygotowuje się duchowo, wspomina swoich zmarłych… To nie jest czas się śmiać z rzeczy, które nie są śmieszne.

T: Nie zgadzam się z Tobą. Mylisz kompletnie święta, ponieważ Halloween nie jest świętem, w którym się śmieje ze zmarłych. To jest również święto, w którym pamięta się o swoich zmarłych. Wywodzi się w prostej linii od celtyckiego święta Samhain (pogańskiego), które miało na celu nie tyle odstraszenie, co uspokojenie duchów, żeby przez resztę roku nie psociły i nie przeszkadzały żywym. Dlatego właśnie dawano cukierki, dlatego się przebierano, ale to nie naśmiewano się ze zmarłych…

B: Ale straszy się innych ludzi.

T: Oczywiście, że się straszy innych ludzi! Ale tego się nie robi dla śmiechu, w tym jest dużo więcej sensu.

B: Ja się boję takiego święta.

T: No dobrze, to są Twoje odczucia. Natomiast mi chodzi tylko i wyłącznie o fakt, skąd to święto się wzięło. I jaki jest jego cel.

I: Niektórzy mają opory tylko dlatego, że to przyszło do nas z Ameryki..

B: A to mi akurat w ogóle nie przeszkadza, skąd to przyszło.

I: A przecież Walentynki też przyszły z Ameryki, a jakoś nikt nie robi z tego problemu.

T: Walentynki też są głupim świętem.

B i I: Tak.

B: Gdy byłam dzieckiem nie było Halloween, ale stawiało się dynie w ogrodzie. My mieliśmy tyle dyń ustawionych, że świeczek brakowało. Wzdłuż całego płotu.

I: Wyrzeźbione?

B: Tak! Tatuś zawsze przynosił dynie i każdy rzeźbił swoją, a na drugi dzień mamusia kroiła i robiła kompot z tych dyni.

I: Gdyby w Polsce było obchodzone tak, jak w Ameryce, czy w Wielkiej Brytanii, gdzie dzieci gromadkami chodzą od drzwi do drzwi, każdy dom ma jakieś Halloweenowe ozdoby, ulice są pełne przebierańców, stanowi to część tradycji… To za co byście się przebrali?

B: Ja bym się przebrała za księdza.

T: Za wilkołaka. Albo za niedźwiedzia. Albo za Totoro.

 

SALA LEKCYJNA, PIĄTEK, GODZINY POPOŁUDNIOWE

I: Jak to jest z tym Halloween? Skąd się wzięła zła opinia Kościoła?

K: Myślę, że to nie jest kwestia Kościoła, tylko kwestia odgórnie przyjętej kultury. Halloween jest amerykańskim świętem zmarłych, natomiast my nie mamy czcić zmarłych, tylko mamy czcić świętych, tych którzy osiągnęli niebo, natomiast za zmarłych mamy się modlić. (…) Dlatego Halloween nie wpisuje się w kulturę chrześcijańską i też trochę zatraca tę część oddawaną świętym, a bardziej skupia się na czczeniu zmarłych.

I: Ogólnie mówiąc, to nazwa Halloween wywodzi się od „All hallows’ eve”, czyli „wigilia Wszystkich Świętych”.

K: Tak, ale mówimy o tym, co Halloween ze sobą niesie, a nie o nazwie. W Polsce i w Ameryce tak się przyjęło, że w Halloween dzieci się przebierają za różne postacie związane ze śmiercią, związane z horrorami i chodzą, zbierając cukierki.

Te stroje i cała ta otoczka powodują, że to jest skupienie się na zmarłych i na samym wymiarze śmierci, a w chrześcijańskiej kulturze śmierć to nie wszystko, jest jeszcze zmartwychwstanie.

I: Gdyby pominąć to, że Halloween przyjęło się raczej jako zabawa, niż jako tradycyjne obchodzenie święta, to czy byłoby wtedy lepiej postrzegane?

K: Uroczystość Wszystkich Świętych wbrew pozorom, pomimo mszy na cmentarzu, pomimo modlitwy za zmarłych, jest świętem radosnym. Czcimy wszystkich świętych, czyli, de facto,  forma zabawy nie jest złą formą, natomiast Halloween skupia się na przebraniach, na dyniach, na różnych przepowiedniach i nawet – przynajmniej w amerykańskim wydaniu – praktykach okultystycznych, czyli związanych z wywoływaniem duchów, co z chrześcijańskiego punktu widzenia jest nie do przyjęcia.

I: A czy zdarzyło się księdzu, że jakieś dzieci przyszły na plebanię po cukierki w trackie Halloween?

K: Nie. A przynajmniej nie tam, gdzie ja byłem.

I: A gdyby jakieś dzieci faktycznie przyszły, to co by ksiądz zrobił?

K: Pobłogosławiłbym i odesłał. 🙂

I: Ale to wtedy ksiądz by pewnie otrzymał psikusa.

K: Trudno mi rozważać, co by było, ponieważ jeszcze nigdy nie przyszły(…) Szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się nad tym.

Taką odpowiedzią z ostatnich lat, którą daje Kościół, są (już coraz bardziej popularne) Korowody Świętych. Czyli zabawa, ale zwracająca uwagę na prawdziwy wymiar tego święta, czyli cześć oddawaną Wszystkim Świętym. Dzieci się przebierają nie za duchy, tylko za świętych, za postacie, które czcimy jako święte. Czasem są też bale wszystkich świętych, gdzie we wspólnej zabawie wychwala się Pana Boga poprzez świętych. To jest taka chrześcijańska odpowiedź na Halloween.

(…)

Chciałem zwrócić uwagę, że Halloween jest przestawieniem wartości. My, jako chrześcijanie, czcimy świętych, a w Halloween cześć jest oddawana śmierci samej w sobie, która jest pewnym etapem naszej drogi życiowej, a nie punktem fundamentalnym, więc w samej istocie Halloween nie jest chrześcijańskie.

 

D: Uważam, że to jest bardzo fajne święto. Podobają mi się te wszystkie ozdoby halloweenowe, pajęczyny, krew, wydrążone dynie… W ogóle drążenie dyni to ciekawe zajęcie. Potem przyjemnie jest patrzeć podczas spaceru na różne wzory, czasem śmieszne, czasem straszne. Podoba mi się również pomysł przebierania się, można zrobić sobie zdjęcia, potem obejrzeć jakiś horror….

Jedzenie jest też świetne. W zeszłym roku zrobiłam budyń, który potem ozdobiłam czekoladą, tworząc pajęczynę, a potem pająka z ciastek.

Halloween jest dla mnie dobrą okazją do zabawy, do pośmiania się, do imprezy…

Nie czcimy Szatana, nie wywołujemy duchów, po prostu się bawimy. 🙂

 

 

Jak widać – cztery osoby, cztery opinie. Nie powiem, że któraś jest słuszna, a któraś nie. Wszystkie są ważne. A na pewno nikt Wam nie zabroni wydrążenia dyni, przebrania się, czy pójścia na dyskotekę, jeżeli tylko będziecie chcieli.

W moim odczuciu nie ma nic złego w obchodzeniu Halloween, jednak warto pamiętać, skąd to święto się wywodzi i jaki jest jego oryginalny cel.

Niezależnie od wszystkiego, wesołego Halloween Wam wszystkim!

 

Imponderabilia

 

Dzień Patrona – po raz pierwszy!

Nie będzie przesadnym stwierdzenie, że w środę, 28.09.2016r. w naszej szkole miało miejsce wydarzenie iście historyczne. Było nim pierwsze święto nowego patrona – Rodu Leszczyńskich, ale nie tylko. Uroczystość połączono z obchodami Dnia Nauczyciela oraz ślubowaniem uczniów klas pierwszych, którzy rozpoczynają właśnie naukę w murach Jedynki. Bedąc tego dnia w szkolnej auli, niemożliwym było nie odczuć podniosłej atmosfery – młodzież wystrojona na galowo, znakomici goście tacy jak prezydent miasta pan Piotr Jóźwiak, czy profesorowie, którzy w przeszłości przekazywali swą wiedzę młodym ludziom. Na uroczystości pojawiły się również przedstawicielki Muzeum Okręgowego w Lesznie. Pani Małgorzata Gniazdowska przygotowała wykład pt.:„Dlaczego Leszczyńscy?”, zaś wypowiedź Pani Anny Ciesielskiej została zatytułowana „Nowatorska pedagogika Jana Amosa Komeńskiego”.

Wrażeniami z tego wydarzenia podzieliła się ze mną Pani Profesor Magdalena Kurzacz – Nagły: „Uważam, że świetnym pomysłem jest połączenie ślubowania z Dniem Patrona, ponieważ uczniowie wiedzą dlaczego w przysiędze występują takie, a nie inne słowa, oraz co one znaczą w kontekście historii Leszczyńskich. Jest to rówież okazja, aby uczniowie klas pierwszych dowiedzieli się, a pozostali przypomnieli sobie, dlaczego to akurat Ród Leszczyńskich patronuje naszej szkole.

Natomiast Dzień Edukacji Narodowej również idealnie wkomponował się w środowe święto. Przypomina to, że obowiązek kontynuowania tradycji Leszczyńskich spoczywa nie tylko na uczniach, ale też na nauczycielach, którzy muszą pewne wartości realizować.

Zdanie Pani Profesor podziela też Martyna Kuppe, uczennica klasy ID. Zaciekawiona, jak to wszystko zostało odebrane ze strony ucznia, czy odczucia są podobne do tych moich, zadałam jej podobne pytanie.

Uważam, że była to bardzo szczególna uroczystość. Dzięki niej lepiej poznałam Ród Leszczyńskich, wskazała mi też konkretne wartości, którymi należy się w życiu kierować, aby osiągnąć sukces. Czuję dumę, myśląc, że chodzę do szkoły, która ma tak wspaniałego patrona.

Również ja miałam okazję, a właściwie prawdziwy zaszczyt powtarzać słowa przysięgi za Panią Dyrektor Kochanek. Jestem pewna, że wspomnieniami będę wracać do tej właśnie chwili nie tylko przez cały czas nauki w ILO, ale również długo, długo od momentu, w którym dobiegnie ona końca.

 

Dagmara Janowska

Krótki artykuł o wakacjach

 Chodzimy grzecznie codziennie do Szkoły, uczymy się, rozmawiamy z przyjaciółmi, uczestniczymy w kółkach zainteresowań…

Miesiące przelatują jak przez palce.

Aż tu nagle, niewiadomo skąd, zbliża się koniec roku szkolnego. I co teraz? Co począć?

Dokąd iść? Jak żyć?

Jestem przekonana, że znaczna większość z was doskonale wie, co robić.

Chociaż niektórzy nie planują niczego. Po prostu cieszą się na myśl o niekonieczności wstawania rano do szkoły.

Co właściwie stanowi wyznacznik wakacji? Dla niektórych to słońce i plaża.

Dla innych to szlaki górskie i niekończące się lasy. A dla kolejnych: łóżko i łóżko. 😉

Warto pomówić trochę więcej o tym cudownym okresie, którego sama nazwa wywołuje tysiące przyjemnych skojarzeń.

 

Kiedyś mówiono nie wakacje (l.mn.), lecz wakacja (l.poj.)– czyli doroczny okres,

w którym zawieszane są zajęcia.

Jak powszechnie wiadomo, wakacje to wynalazek starożytnych Rzymian, więc nic dziwnego, że ich nazwa wywodzi się z łaciny:

Vacatiouwolnienie, oswobodzenie.

 

Wydaje nam się oczywiste, że wakacje trwają dwa miesiące, lecz nie jest to wcale

takie powszechne, jak mogłoby się wydawać.

 

Terminy wakacji w niektórych krajach Unii Europejskiej:

Wielka Brytania: 19.07. – 31.08.

Hiszpania: 1.07. – 9.09.

Francja: 5.07. – 30.08.

Rosja: 30.05 – 31.08.

Niemcy: (zależnie od landu)

  • najwcześniej Dolna Saksonia i Brema: 23.06. – 3.08.
  • najpóźniej Bawaria: 30.07. – 12.09.

 

Wnioski?

Najlepiej chodzić do szkoły w Rosji, żeby pod koniec sierpnia przeprowadzić się do Bawarii. 😀

 

Fakt, że wakacje funkcjonują nie tylko w szkole, ale i w zakładach pracy jako urlop,

ludzkość zawdzięcza holenderskim robotnikom, którzy w 1910 roku walczyli o wolny od pracy tydzień, za który dostawaliby normalną pensję.

I, o dziwo, owe działania zakończyły się sukcesem! Sytuacja zyskała rozgłos i kilka lat po Holandii prawo do urlopu zdobyła Wielka Brytania, potem Francja i Szwajcaria.

W Polsce urlopy wprowadzono w 1949 roku. I funkcjonują do dzisiaj, choć podejrzewam, że większość z Was to wie.

 

Niezależnie od tego, jak kto zamierza wykorzystać swój wolny czas, redakcja Zajawki życzy Wam niebanalnych, przygodowych i doskonałych do opowiadania wakacji!

Do zobaczenia we wrześniu! 🙂

 

Imponderabilia

Najpopularniejsze wakacyjne kierunki

Ludzie podróżują praktycznie w każdy zakątek świata, jednak istnieją takie kierunki wycieczek, które wybierane są szczególnie często. Według danych Światowej Organizacji Turystyki (UNWTO) z 2013 roku na podium plasują się:

Miejsce 3. – Hiszpania

Kraj położony na Pólwyspie Iberyjskim zachęca do odwiedzin przede wszystkim ciepłym klimatem, licznymi zabytkami i doskonale rozwiniętą infrastrukturą turystyczną.  Do Hiszpanii należą Wyspy Kanaryjskie położone na Oceanie Atlantyckim oraz Baleary na Morzu Śródziemnym. To właśnie one, wraz ze słonecznym wybrzeżem Hiszpanii, są najpopularniejszymi  kierunkami tamtejszych wycieczek. Być może turystów przyciąga również fakt, że Hiszpania to kraj o największej ilości barów w Europie – w sumie istnieje ich około 370 tysięcy, a w samej Barcelonie – ponad 10 tysięcy.

 

Barcelona,Park Guell

Barcelona,Park Guell

 

Miejsce 2. – Stany Zjednoczone

Jeden z największych krajów świata wyróżnia się niesamowitą wielokulturowością i nietrudno spotkać tu człowieka z jakiegokolwiek państwa na świecie. Turyści chętnie odwiedzają zarówno metropolie, jak i cuda przyrody, takie jak chociażby Wielki Kanion czy Yellowstone National Park. USA to także kraj pełen symboli, oferujący bardzo specyficzne atrakcje, od najwyższego roller coastera na świecie po Carhenge – replikę Stonehenge, wykonaną z samochodów.

Grand-Canyon-National-Park-2

Grand Canyon

 

Miejsce 1. – Francja

Państwo charakteryzujące się bajeczną różnorodnością krajobrazów ma do zaoferowania turystom historyczne miasta, wspaniałe krajobrazy, Alpy, słoneczne plaże, zamki nad Loarą, winnice Szampanii oraz niezapomnianą kuchnię (kto nie słyszał o słynnych żabich udkach, francuskich serach, ślimakach czy o smakowitych crêpe?). Największą popularnością cieszy się stolica – Paryż, określana mianem miasta świateł czy miasta miłości. Jednych miasto to oczarowuje, inni twierdzą, że jest przereklamowane. Z pewnością warto jednak odwiedzić je, by wyrobić własną opinię na ten temat.

carcassonne-france

Carcassonne

 

Magdalena Bortel

Liczydło

„Liczydło 2015”

I Wiosenny Obóz Matematyczny w Szczyrku

zbiorek 

Tego w „Jedynce” jeszcze nie było!
W dniach 26.03-1.04.2015 odbył się tygodniowy obóz matematyczny, na którym gościliśmy Matematyka z Oxfordu! Miejsce docelowe- Szczyrk– nie jest przypadkowe. O tym, że matematyka i górska włóczęga to doskonałe połączenie, przekonali się uczestnicy obozu- uczniowie klasy 3B.

Tematem przewodnim codziennych zajęć było hasło: „ A dni do matury czterdzieści i cztery”. Pomiędzy ćwiczeniami i wykładami obozowicze musieli zmierzyć się z wylosowanymi wcześniej zadaniami.

Rezultat? W ciągu pięciu dni rozwiązano 240 niebanalnych zadań z matematyki na poziomie rozszerzonym! Cel został osiągnięty. Uczniowie spisali się znakomicie. Jesteśmy zdumieni ogromem pracy, jaki wykonali i gratulujemy prawidłowych rozwiązań. Wyniki zmagań obozowiczów stanowić będą „I Księgę Szczyrkowską”.

Gościem specjalnym tegorocznego „Liczydła” był absolwent naszego liceum, dr. Michał Przykucki z Mathematical Institute University of Oxford, który swoim wykładem z teorii liczb zabrał nas do świata matematyki wyższej. Rozprawy o trójkach pitagorejskich, liczbach pierwszych i bliźniaczych były prawdziwą ucztą dla umysłu!

O aktywny wypoczynek zadbał pan Marek Czaiński, nasz drugi opiekun i przewodnik turystyczny. Zachwyciły nas urokliwe zakątki Szczyrku i spacer nad Żylicą. Piękne widoki, w pełnym słońcu, podziwialiśmy ze Skrzycznego, najwyższego szczytu w Beskidzie Śląskim.

Naszą bazą był Ośrodek Szkoleniowo-Wypoczynkowy „Beskidek”, położony w centrum Szczyrku, który zapewnił nam wspaniałe warunki do pracy i wypoczynku.

 

Obóz Matematyczny „Liczydło 2015”, który wspólnie z Panem Dyrektorem Robertem Przykuckim zorganizowaliśmy, to pierwszy taki projekt edukacyjny w naszej szkole! Jedną z akcji promujących wydarzenie był konkurs rysunkowy pod nazwą „Liczydło”, przeprowadzony w Przedszkolu Miejskim nr 20. Co więcej, starannie opracowane zadania, z którymi walczyli uczestnicy obozu, zamieściliśmy w zbiorze „Liczydło. Zadania maturalne z matematyki”(premiera 23 kwietnia!). Zbiór jest naszą propozycją ostatniej powtórki przed maturą. Dochód ze sprzedaży zostanie w całości przekazany na organizację przyszłych „Liczydeł”!

Przygotowania do obozu trwały miesiącami. Ale dziś wiemy, że było warto!

 

Kolejne „Liczydło” za rok! Czekamy na Was! 🙂

 11180166_881874658552677_1790944136_n

Justyna Merta

O przekraczaniu ludzkich możliwości.

My, ludzie młodzi, często mamy wątpliwości. Obawiamy się o wiele spraw, martwimy i nie zawsze układa się tak, jakbyśmy chcieli. Jednak myślę, że czasem zbyt wyolbrzymiamy nasze problemy.

Takim krótkim wstępem chciałam nawiązać do osoby, która mimo, iż nie ma nóg i rąk to potrafi się cieszyć życiem i daje nam przykład prawidłowej postawy na świat. Może już o Nim słyszeliście, bowiem mowa o Nicku Vujicic. Nick urodził się nie mając obu kończyn. Jako dziecko często zastanawiał się, dlaczego jest inny od jego rówieśników. Oprócz problemów związanych z przemieszczaniem się, wykonywaniem podstawowych, codziennych czynności, chłopak przeszedł przez depresję, czuł także ogromną pustkę i samotność. Nick miewał zwątpienia i upadki. Jak sam mówił, miał w życiu taki okres, że stracił nadzieję. Zmaganie się z takimi problemami ukształtowało go jednak w niezwykłego człowieka. W tym roku, Nick kończy 33 lata, prowadzi własną stronę internetową, pojawia się na ekranach telewizji, pisze książki, prowadzi audycje radiowe. Jednym słowem: niesamowite. Nick szerzy nadzieję i wiarę ludzi na całym świecie. Zajmuje się głoszeniem prawd o Chrystusie, dzięki któremu Jego życie zmienia się na lepsze. Zachęca do modlitwy, zaufaniu Bogu i zaznacza, że to właśnie dzięki wierze jego życie przepełnione jest miłością i nadzieją. Człowiek, który stracił w życiu tak wiele, ma jednocześnie tyle sił, aby radzić sobie z tak ogromnymi trudnościami.

Przeciętny człowiek nie docenia tego co ma. Wyobraź sobie… jak można żyć bez rąk i nóg? Gdy o tym myślę, wydaje mi się to niemożliwe. Człowiek ten udowadnia wszystkim, że pokonać można wszystko!

Zaległości w szkole, gorszy dzień, nadmiar obowiązków, kłótnie, problemy – czasem myślę sobie, że nie potrafię udźwignąć tego, co otrzymuje od losu. Gdy jednak patrzę na tego człowieka, zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę mam w życiu wszystko, czego mi potrzeba. Podziwiam go całym sercem. A Wam życzę powodzenia, aby spojrzeć na świat z innej perspektywy i docenić piękno naszego istnienia.

Weronika Giera kl. I C