„Złoto”

-Zaparzyć ci herbatę, tato?

Starszy mężczyzna spojrzał na syna z wdzięcznością, ale zaprzeczył ruchem głowy. Przygładził swoją pomiętą koszulę i z westchnieniem opadł na stojący w rogu salonu fotel z żółtym, szorstkim obiciem. Odkąd stawał się coraz bledszy, lubił otaczać się przedmiotami o ciepłych, jesiennych barwach. Za oknem wiatr postanowił zabawić się ze światem – zrywał z głów przechodniów kapelusze, wytrącał z ich rąk parasole i torby pełne zakupów, a złote liście wirowały i tańczyły na przydomowych trawnikach. Mężczyzna odwrócił wzrok i znów napotkał oczy zaledwie kilkuletniego chłopca, patrzącego przed siebie z ufnością i uśmiechem. Nigdy nie żałował, że tak późno zdecydował się na dziecko. Wciąż jednak nie wierzył, jak młoda matka stojącego przed nim chłopaka mogła być tu szczęśliwa. Jego syn przechylił lekko głowę i wpatrzył się w niego z zakłopotaniem.

-Wszystko w porządku? Nie wyglądasz dziś najlepiej. Mamusia ci pomoże, kiedy już wróci.

-Mama nie wróci aż do rana. Musi zostać w pracy. Poradzimy sobie sami, chłopcze.

-Jak zawsze.

Kiedy zabrzmiał dzwonek, dziecko odwróciło się gwałtownie, przewracając stos starannie ułożonych na stoliku obok książek. Wymamrotało szybkie przeprosiny i rzucił się w stronę drzwi. Po chwili dało się usłyszeć wrzask:

-Ciocia! Ciocia przyszła!

-Oczywiście, że przyszłam, kochanie. Jak mogłabym nie odwiedzić dziś mojego ulubionego chrześniaka?

Mężczyzna znał ten głos aż a dobrze. Bardzo kochał córkę swojego przyjaciela, dlatego poprosił ją, aby została matką chrzestną dziecka. Potrafiła być jednak więcej niż irytująca i zazwyczaj poruszała tematy, jakie on chciałby schować na dnie szafy i nigdy już do nich nie wracać.

Kobieta raźno wkroczyła do pokoju, postukując przy tym swoimi wysokimi obcasami. Za nią przemknął podmuch wiatru, przynosząc ze sobą kilka zbłąkanych liści i intensywny, jesienny zapach, którego nigdy nie mógł zidentyfikować. Zdjęła swój czarny płaszcz i przyjrzała się mężczyźnie siedzącemu w fotelu. Najwyraźniej dostrzegła coś niepokojącego, bo tylko pokiwała głową i przywołała chłopca.

-Miałeś rację, kochanie. Twój ojciec nie jest w najlepszej formie, ale już ja się nim zajmę. A ty lepiej idź na górę i obejrzyj książkę, którą ci przywiozłam.

Kobieta sięgnęła jeszcze do torebki i wyjęła z niej paczkę czekoladowych cukierków.

-Proszę, to dla ciebie, ale nie zjedz wszystkiego od razu, dobrze?

Chłopczyk uściskał ją energicznie, na moment przylgnął do taty i pobiegł w stronę schodów. Kobieta zaśmiała się krótko i wyszła z pokoju. Wróciła dopiero po kilkunastu minutach, trzymając w dłoniach dwie filiżanki miętowej herbaty.

-Przepraszam za te liście. Lubię jesień, ale… Cóż, zerwało się straszne wietrzysko…

Doskonale wiedział, że jej matka zmarła jesienią.

-Lubię wiatr.

Powiedział to cicho, ale wyraźnie, a ona pokiwała głową, upijając łyk herbaty.

-Wywiewa wszystkie idiotyczne pomysły z głowy mojego ojca.

Złapała swoją torebkę i wyciągnęła z niej mały flakonik wypełniony przezroczystym płynem. Bez namysłu wlała go do napoju mężczyzny.

-Ale lekarzem jest świetnym. Mówi, że to ci pomoże.

Skinął głową i spokojnie wypił herbatę. Usilnie starał się nie patrzeć ani na nią, ani na widok za oknem. Kobieta nie dawała jednak za wygraną.

-Co się z tobą dzieje? Powiedz mi, na pewno… znajdę sposób.

-Dlaczego jeszcze tu jesteś? Przecież nie jestem ci do niczego potrzebny.

Prychnęła gniewnie.

-Przyjaciół nie zostawia się w potrzebie.

-Masz innych, młodszych przyjaciół. Powinienem już dawno ukryć się przed tym wszystkim, jak twój ojciec. Zrobić wam miejsce.

Twarz kobiety rozjaśniła się teraz zrozumieniem.

-Nie jesteś stary, mój drogi. Nie dotarłeś nawet do półmetka. Opuściły cię siły, ale one wrócą. Mój ojciec i ja o to zadbamy.

Kiedy długo nie odpowiadał, westchnęła ciężko.

-Długo zarzekałeś się, że potrzeba jej młodszego, ale ona wybrała ciebie. Nie była głupia, wiedziała doskonale, na co się decyduje. Przez całe swoje życie byłeś samotny. Niestety, nie wiem, jak to jest, ale znam kilka osób, które wiedzą aż za dobrze. I nie spędzają ani chwili tak jak ty teraz. Na co czekasz?

-Na znak.

Odrzucił głowę do tyłu, a jego posiwiałe włosy rozsypały się na oparciu fotela.

-Więc się doczekasz, wiem o tym. Ale co się z tobą dzieje teraz?

Na jego twarzy pojawił się krzywy uśmiech.

-Może… zaprzedałem duszę diabłu?

Nie powinien z nią igrać. Wiedział, że na nią nie ma sposobu, ale nie mógł się powstrzymać. Utkwił wzrok z białym suficie i próbował odciąć się od tego świata, jednak w tym momencie silnie poczuł, że tuż nad nim właśnie znajduje się zaledwie kilkuletni chłopiec. Jego syn. Ze zdezorientowaniem odwrócił głowę i mimowolnie spojrzał na przyjaciółkę. Zawsze znała myśli kogoś, kto patrzył w jej oczy. I tym razem domyśliła się, o co przed chwilą przyszło mu do głowy.

-Dusza jest tylko twoją własnością. Nie można jej nikomu oddać. Ani niczemu.

Złapała za filiżanki i poszła do kuchni, a mężczyzna rozmyślał przez moment nad jej słowami. Za oknem jego sąsiad bezskutecznie próbował zagrabić liście, które wiatr zaraz porywał z pomocą dwójki rozbrykanych dziewczynek.

-Wiesz, co powiedział kiedyś Thoreau?

Wróciła na swoje miejsce.

-Nie mam pamięci do takich rzeczy.

-Powiedział: „Większość ludzi wiedzie życie w milczącej beznadziei”. Wiesz, nigdy tak naprawdę nie zastanowiłam się, kim on właściwie był, ale to nawet do mnie przemawia.

Boleśnie odczuł, że ma na myśli właśnie jego.

-Co mam zrobić?

Jeżeli ktoś miał mu pomóc, to właśnie ona. Wzruszyła ramionami.

-Powiedz mi, jakiego znaku oczekujesz.

Przymknął oczy. Sam nie znał takiego znaku.

W tym momencie do pokoju wbiegł jego syn, uśmiechając się od ucha do ucha.

-Widziałem za oknem mamę! Przyszła prędzej!

Po chwili chłopiec wprowadził do salonu mamę, która została już przez niego poinformowana o odwiedzinach. Z niepokojem zerknęła na męża i przywitała się z przyjaciółką.

-Biegnij po kurtkę, synku. Przecudna pogoda. Wyjdźmy na zewnątrz… Kochanie? Chodź z nami, od razu nabierzesz rumieńców.

Chłopiec wpadł po chwili na korytarz, gdzie dorośli zakładali płaszcze.

-Szczęście, że dzisiaj wieje. Uwielbiam wiatr. I ten zapach!

Mężczyzna spojrzał na niego ze wzruszeniem, obejmując żonę, która przytuliła się do niego mocno.

-Jest do ciebie taki podobny.

Powiedziała to z dumą.

-Szczęście, że dzisiaj wieje.

Powtórzyła powoli ich przyjaciółka.

-Chodź, mój drogi. Pokażę ci szczęście. I wiatr.

A słońce paliło liście na jeszcze bardziej złoty kolor.

Ellen de Saint

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *