„Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Nie ma ani takiego kraju, ani takich ludzi.” (Oscar Wilde), czyli za co kochamy Japonię?

Kraj Kwitnącej Wiśni jest miejscem nadzwyczajnym. Pełen skrajności, potrafi zaskakiwać na każdym kroku. Widzimy delikatnego żurawia, złożonego z papieru i walki sumo, spokojne pejzaże na obrazach i samurajskich wojowników, staranne, dokładne pismo, budzące wrażenie, że nad każdą kreską ktoś pracował godzinami i tłumy ludzi spieszących do pracy, tradycyjne kimona i żywe subkultury młodzieżowe.


Obejrzałam w swoim życiu dość sporo anime, kupiłam nawet kilka mang, jednakże to właśnie Japonia przykuwała w nich moją uwagę. Już podczas pierwszych odcinków „Naruto” zastanawiałam się nad przyrostkami „-san”, „-kun”, „-chan”, przy scenach modlitw rozmyślałam „Do jakiego Boga on się modli?”. Tak z czasem przestałam prawie całkowicie żyć, w tym momencie najpopularniejszym, elemencie Japonii i już od dłuższego czasu nie mówię o sobie „otaku”. Planuję natomiast studiować japonistykę i zaczytuję się w książkach opisujących „Kraj Wschodzącego Słońca”.
Publikacją, chyba najpowszechniej znaną, jest przewodnik Pawła Musiałowskiego, nazywanego „Mr Jedi”, pt.: „Japonia oczami fana”. Przytacza w niej wiele anegdotek, które w większości rozśmieszają do łez. Czy wiedzieliście, np., że wiele Japończyków swoim hobby nazywa zakupy? Bierze się to z ich postawy społecznej. Świat ich jest pełen reguł, których nie wolno złamać. Zawsze znajdzie się ktoś komu należy się większy szacunek, bo jest starszy czy znajduje się na wyższym stanowisku i należy się mu pokornie schylić i przeprosić nawet jeśli to on wpadł na Ciebie na ulicy. Jest jednak takie miejsce, gdzie można wyłamać się ze społecznych ram i stać się bogiem – sklep. Zazwyczaj spokojni i uprzejmi Japończycy potrafią krzyczeć i mieszać z błotem sprzedawców, a nawet rzucać w nich niezadawalającym produktem. W tak okropnej sytuacji, obsługa musi przepraszać zezłoszczonego klienta i ze wszystkich sił starać się mu pomóc. Nie dopuszczalnym jest, aby odkrzyknąć czy wezwać ochronę.
Fakt nr 2: w krajach chrześcijańskich istnieje „kultura grzechu” – jeśli zrobi się coś źle, należy żałować i się z tego wyspowiadać, w Japonii zastępuje ją „kultura wstydu” – nie wolno postąpić źle, bo straci się twarz, przed ludźmi będącym tu i teraz, których się zna i przebywa na co dzień, a nie przed Bogiem, którego być może przyjdzie nam spotkać w odległej przyszłości.
Teraz mam pytanie do damskiej części czytelników: Chodzicie do ginekologa? A wiecie dlaczego Wasz ginekolog nie powinien być Japończykiem? Otóż Mr Jedi opisuje rozmowę swoich dwóch przyjaciółek, z których jedna była skazana na to, że lekarz stwierdzał co jej dolega na podstawie tego, co mu powiedziała, gdyż jej nie badał, ponieważ był Japończykiem i za bardzo się wstydził to uczynić.
Skoro już mówimy o wstydzie, panowie, czy czytujecie pisma pornograficzne? A czy wiecie, że w Japonii po zakupieniu takiego produktu dostajecie specjalną owijkę, która zakrywa okładkę, aby umożliwić czytelnikom spokojne czytanie w miejscach publicznych?

Żeby już Was nie sprowadzać na złą drogę porozmawiajmy o jedzeniu. Mieszkańcy „Kraju Kwitnącej Wiśni” po prostu je uwielbiają. W praktycznie każdej restauracji można odnaleźć miniaturki podawanych potraw, wyglądające identycznie jak oryginał. Przygotowaniu dań poświęcają również bardzo wiele czasu, np. ryż do sushi należy umyć ok. sześć razy, aż woda stanie się klarowna, aby pozbyć się nadmiaru skrobi. Zaskakującym jest także ile tak mali ludzie są
w stanie w sobie pomieścić. Wychodzą bowiem z założenie, że nieważna jest ilość spożytego jedzenia, a jego jakość i czas poświęcony na posiłek. Brzmi bezsensu? Tylko 3 % kobiet w Japonii ma nadwagę! To chyba o czymś świadczy.

Czujecie się przedawkowani informacjami? Mam nadzieję, że nie, bo już za miesiąc kolejna garść faktów o tym wspaniałym miejscu!

KAROLINA NOSEK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *