Przeczytasz moją książkę?

– Ty nie wiesz, co się stało? Ty?! – syczała, a mnie zachciało się śmiać. – Przecież dobrze wiem, że to twoja sprawka, tylko ty jesteś do tego zdolna, ale tego ci nie podaruje! Zadzwoniłam na policję, zaraz tu będą ! – i wybiegła z klasy.

Wtem ja zaniosłam się śmiechem i spojrzałam na moje dzieło mlaskając z uznaniem. Po chwili przyjechały gliny i ściągnęli mnie na komisariat i teraz siedzę tu, żuję gumę i patrzę z rozbawieniem na grubego faceta, który wdaje się w kłótnię z kochaną panią Miller.

– Witam szanowną Luizę Sobesto. Nazywam się Szajer, Janusz Szajer. – przedstawił się wchodząc do sali, w której siedziałam. – Będę twoim adwokatem Chciałbym zadać ci parę pytań żebym mógł określić stan, w którym się znajdujesz. Niedługo czeka nas rozprawa sądowa dotycząca twojego wulgarnego zachowania. Zniszczyłaś mienie szkoły za co grozi Ci kara. Zdajesz sobie sprawę, że musisz ponieść konsekwencje swojego zachowania? Prawdopodobnie zostanie nałożona na ciebie kara pieniężna w wysokości 1500zł. Będziesz w stanie ponieść takie koszta? – powiedział grubas i wyciągnął na stół plik kartek oraz długopis.

– Czy są jakiekolwiek dowody na to, że to ja rozwaliłam klasę? – spytałam piłując swoje paznokcie i nie zaszczycając go spojrzeniem.

– Poniekąd. Twoja nauczycielka, pani Miller twierdzi, że już nie raz próbowałaś takich sztuczek, więc są przypuszczenia iż tym razem też za tym stoisz. Oczywiście musimy jeszcze pobrać odciski palców, sprawdzić dokładnie nagrania z kamer szkolnych i zbadać substancję, którą użyto do wybuchu – wyliczał

– W takim razie odezwijcie się jak będziecie mieli stuprocentową pewność, że to moja wina. Żegnam. – rzekłam podnosząc się z krzesła i z dumnie uniesioną głową opuściłam komisariat.

Rozdział II

Idąc ulicą przyglądałam się zakurzonej Warszawie. Chciałam stąd uciec, oddalić się od tych wszystkich problemów, po prostu zapomnieć. „Muszę się stąd wydostać”, myślałam. Podniosłam głowę spoglądając przed siebie i wtedy go zobaczyłam. Był piękny, jego uroda biła do mnie z taką siłą, że ledwo ustałam na nogach. Ciemnowłosy chłopak szedł prosto w moją stronę. Ubrany w ciemne, obcisłe spodnie, biały podkoszulek i czarną kurtkę wyglądał zachwycająco. Dodające mu tajemniczości okulary słoneczne idealnie ukrywały jego oczy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, naprawdę, nie mogłam.

– Na co się gapisz? – spytał, podchodząc. Jego głęboki głos sprawił, że nagle poczułam ciarki na całym ciele. Wyczułam zapach dymu, gdy stanął koło mnie. Żar bijący z jego ciała czuć było na odległość. Pragnęłam przytulić się do niego i ogrzać. Stałam bowiem w zwykłej bluzce i dżinsach podczas, gdy na dworze było zaledwie 5 stopni.

– Nie gapię się, patrzę po prostu gdzie idę. Co w tym złego? – przemówiłam drżącym głosem.

– Nic, nie ważne, na razie. – odwrócił się, wyraźnie zdenerwowany, plecami do mnie, podążając dalej w swoim kierunku.

Stałam tam chwilę i przyglądałam się, jak odchodzi. Nie mogłam pojąć, że odezwał się do mnie. To było zachwycające. W końcu jednak, zrezygnowana poszłam w swoją stronę odsuwając tamto wydarzenie w niepamięć.

Zanim dotarłam do domu postanowiłam udać się jeszcze do pobliskiej kawiarni po mocną kawę. Prawie zasypiałam, a musiałam jeszcze zmierzyć się z matką, która pewnie będzie miała mi za złe moje postępowanie w szkole i na komisariacie. „No cóż, jakoś dam radę”, pocieszałam się w myślach. Zamówiłam duży kubek mojej ulubionej kawy i usiadłam na chwilę przy stoliku. Znalazłam na nim stos kolorowych gazet. Wzięłam jedną do ręki i zaczęłam kartkować. Porady o modzie, stylizacje, uroda, włosy… szybko sunęłam wzrokiem po kolejnych artykułach. Nagle coś przykuło moją uwagę.

„Dziś mija druga rocznica śmierci państwa Dubnickich” – mówił tytuł pewnego artykułu.

– Racja ! Dwa lata temu mieli wypadek… – powiedziałam do siebie. Zaczęłam czytać. Znajomi opowiadali jakimi wspaniałymi ludźmi byli moi dziadkowie, policja tłumaczyła przyczyny wypadku, nawet tata…

Marta Perska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *