Bajka dla trochę starszych dzieci

,,Dziecię o licu radosnym

I rozmarzonych oczętach,

Nie myśl o czasie bezlitosnym,

Co pogania niebożęta.

Ta baśń ukojeniem będzie

Dla ciebie zawsze i wszędzie”

Umarłam. Nie było to przykre, przeciwnie.

Dryfowałam w pustej przestrzeni, ani zimnej, ani ciepłej. Nie było tam ani ciemno, ani jasno. Pomimo iż nie było tam niczego, nie była też to nicość. Byłam sama, ale nie czułam z tego powodu samotności. Czas stanął; nie było przeszłości ani przeszłości, jedynie wszechogarniające teraz. Nie słyszałam muzyki, ale nagle czułam ją, szybką muzykę, rytmiczną i wołającą do tańca, dziką i pierwotną. Dryfowanie stało się nerwowe, zrywne, jak gdybym próbowała wpasować się w rytm tej dziwnej melodii. Zobaczyłam zająca, równie nerwowego jak dryfowanie, dużego, czarnego zająca z białą łatą na oku, skaczącego po tej osobliwej przestrzeni. Ciekawe, czy też czuł muzykę? Poszłam za nim.

,, Nie znam twej słonecznej twarzy,

Nie znam brzmienia twego śmiechu.

Wspomnieć mnie ci się nie zdarzy

W codziennym twoim pośpiechu.

Ale wsłuchaj się w te słowa,

To dla ciebie bajka nowa.”

Zając, a może królik. Kto wie? Machał do mnie, swoją czarną, pazurzastą łapką. Zrozumiałam nagle, że mam za nim iść! Skoczył, a ja wraz z nim, i po drugiej stronie wylądowałam już na nogach, pozbawiona umiejętności dryfowania. Króliko-zając zniknął, czas wrócił razem z przestrzenią i zmysłami. Rozejrzałam się więc dookoła. Szkoła, podstawówka? Dzieci może ośmioletnie, w ławkach, siedziały pochylone nad podręcznikami. Nauczycielka, przed nią uczeń. Krzyk, poniżenie. Czułam jego złość, jego strach, pragnienie zemsty. Był taki mały, a już potrafił nienawidzić. Skoczyłam w okno, opuściłam się dalej.

,, Działo się to w dawnych czasach,

Gdy słońce świeciło jasno,

A nasze wiosła w żywych pluskach

Wygrywały melodię przeaśną.

Pamiętamy jeszcze jej echo

I jest ona nam pociechą”

Trzask migawki aparatu, dziewczynka upozowana na szelzongu. Pożądliwe spojrzenie fotografa. Spojrzałam sobie w oczy, zmieniły kolor. Nie, tutaj nie było dobrze, chciałam skoczyć, lustro otworzyło się przede mną i skoczyłam, nie martwiąc się, że ciągnę ze sobą ciało tej dziewczynki. Chyba skoczyło razem ze mną, bo opuszczając ten wymiar, usłyszałam jeszcze trzask szkła i odległy, cichnący jęk bólu.

,,Choć straszny głos zazdrosnych lat

Chce przepędzić pamięć miłą,

Każe smutnej pannie iść spać

Do łoża, co straszy mogiłą.

Lecz my jesteśmy jak dzieci,

Którym się o nocy bredzi.”

Modrzew machał smutnymi, pustymi gałęziami, ponad śnieżnym polem roznosił się szloch i krzyki. Mężczyzna, to mężczyzna szlochał, nad skulonym, drobnym ciałem. Kobiety czy dziecka? Gęsta ciżba otaczała go, ponure męskie twarze i zaciekłe kobiet. Widły i postawione na sztorc kosy, kilka pochodni. Stało się coś złego. Mężczyzna dalej szlochał, potrząsał drobnym ciałem.

– Zabiłeś ją. – powiedział głośno, ciężkim, niskim głosem ktoś z ciżby. Szloch nasilił się, przeszedł w wycie. On nie chciał, on nie wiedział, on nie widział, on nie jest zły, on nie jest złem…. Porwał go tłum, wkrótce krzyk ucichł, a morderca wił się ostatkiem sił na linie zwisającej z suchej gałęzi. Patrzyłam w jego gasnące oczy, a potem zanurkowałam w nie, i już wiedziałam, że to on ją zabił. Małą dziewczynkę, która po prostu lubiła bawić się z kotkami… Wyskoczyłam, i wymiotowałam pod jego zwłokami. Skoczyłam, to też był zły świat.

,, Trzaskający mróz i śnieżyca

Przy rdzawym świetle kominka

Mogą nas tylko zachwycać,

Gdy się miłe chwile wspomina.

Gniazdko dziecięcej radości,

Pozwól nam jej znów zagościć.

I chociaż cień westchnienia

Czasem zadrży w opowieści,

Nie zabraknie nam natchnienia,

Aby szczęście w niej pomieścić

Wraz z letniego słońca blaskiem.”

Umarłam. To nie było złe, ani trochę.

Dryfowałam.

A potem otworzyłam oczy i zaczęłam śnić o dobrym świecie.

Mayu Kwiatko; Wszystkie cytaty: Lewis Carrol Alicja po drugiej stronie lustra, tłum. M. Machay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *