Moment

Jestem zwolenniczką szukania tak zwanego „złotego środka”, chcąc znaleźć sobie miejsce w wielu aspektach życia, które niejednokrotnie bywają dla mnie zastanawiające.

Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy pytanie, dlaczego 11 listopada jest dniem wolnym od szkoły i pracy? Powiecie: „Przecież to Święto Niepodległości, najważniejsze państwowe święto!”
Zgadza się. Niemniej dla mnie była to odpowiedź co najmniej niezadowalająca.
W końcu moglibyśmy iść do Szkoły i obchodzić święto podczas apelu, bo dlaczego by nie?
Zaczęłam się zastanawiać, jaki jest sens tego święta.

Nie ma tradycyjnego czy odgórnie narzuconego sposobu celebrowania kolejnej rocznicy odzyskania niepodległości. Co to oznacza w praktyce? Cóż, jest wiele możliwości.
Jedni uczestniczą w marszach, chodzą na przeróżne uroczystości związane z upamiętnianiem ważnych postaci bądź anonimowych bohaterów. Na tych samych spotkaniach znajdują się osoby, które przypominają młodszym i starszym (i tych pośrednim) jaka jest geneza tego iście ważnego w naszej narodowej historii święta. Inni preferują pojechać i poczuć się swojsko w otoczeniu rodziny, zjadając obfity obiad. Ktoś po prostu zastanie w domowym zaciszu, wywiesi flagę, postoi, poduma…
Wyczuwacie, do czego zmierzam?
Możecie cieszyć się wolnym dniem, spędzając go na wiele sposobów, jakkolwiek, gdziekolwiek, z kimkolwiek.
Wiecie dlaczego?
Bo żyjemy w niepodległym kraju.
Bo 98 lat temu w wagonie kolejowym w Compiegne we Francji Niemcy podpisali zawieszenie broni na wschodzie, a Polska po 123 latach staje się państwem suwerennym i niepodległym.
I właśnie na tym polega cały sens obchodów tego Święta.

Zostawiam Was z własnymi przemyśleniami. Dziękuję za poświęcenie krótkiej chwili uwagi na moje przemyślenia. 🙂

Imponderabilia

„Cukierek albo psikus!”

Halloween.

Oryginalnie stare, celtyckie święto sprowadzone do Ameryki przez pierwszych osadników. Zgodnie z tradycją, odnosi się ono do Święta Zmarłych. Prawda jest taka, że każdemu z nas kojarzy się inaczej (czemu by nie?). Niektórzy popierają, inni są przeciw, a reszta się zastanawia, dlaczego wokół tego jest tyle szumu i czy nie lepiej dać sobie z tym święty spokój.

W celu zweryfikowania tego zjawiska, a także zaspokojenia własnej ciekawości, o Halloween zapytałam cztery różniące się pod wieloma względami osoby.

Moją Wiecznie Pracującą Babcię (B), Tajemniczego Mężczyznę ze Szczecina (T) (sami wybierali sobie pseudonimy, poczucie humoru w mojej rodzinie jest niemal tradycją), księdza Marcina Skowrona (K) i koleżankę z klasy, Dariannę (D). Moje wypowiedzi będą oznaczane jako (I). Zgadnijcie, dlaczego.

 

DOM MOJEJ BABCI, SOBOTA, GODZINY WIECZORNE

I: Jaki jest Wasz stosunek do Halloween?

B: Jestem przeciw.

T: Jest mi wszystko jedno.

B: Ja się brzydzę. Bo cukierki w kształcie czaszek, w kształcie glizd… Dzieci to jedzą…

T: Cukierki w kształcie glizd były zawsze!

B: Ale w kształcie trupich czaszek nie było! Albo w kształcie kościotrupów…

I: W porządku, ale ja nie pytam o cukierki, tylko o samą ideę.

B: Nie podoba mi się. Bardzo.

I: Dlaczego?

B: Dlatego że moim zdaniem święto Wszystkich Świętych to święto skupienia…

I: Ale Wszystkich Świętych jest innego dnia.

B: A kiedy jest Halloween?

I: 31 października.

B: No właśnie, a pierwszego listopada jest Wszystkich Świętych.

I: To są dwa różne dni.

B: Ale do Wszystkich Świętych większość ludzi przygotowuje się duchowo, wspomina swoich zmarłych… To nie jest czas się śmiać z rzeczy, które nie są śmieszne.

T: Nie zgadzam się z Tobą. Mylisz kompletnie święta, ponieważ Halloween nie jest świętem, w którym się śmieje ze zmarłych. To jest również święto, w którym pamięta się o swoich zmarłych. Wywodzi się w prostej linii od celtyckiego święta Samhain (pogańskiego), które miało na celu nie tyle odstraszenie, co uspokojenie duchów, żeby przez resztę roku nie psociły i nie przeszkadzały żywym. Dlatego właśnie dawano cukierki, dlatego się przebierano, ale to nie naśmiewano się ze zmarłych…

B: Ale straszy się innych ludzi.

T: Oczywiście, że się straszy innych ludzi! Ale tego się nie robi dla śmiechu, w tym jest dużo więcej sensu.

B: Ja się boję takiego święta.

T: No dobrze, to są Twoje odczucia. Natomiast mi chodzi tylko i wyłącznie o fakt, skąd to święto się wzięło. I jaki jest jego cel.

I: Niektórzy mają opory tylko dlatego, że to przyszło do nas z Ameryki..

B: A to mi akurat w ogóle nie przeszkadza, skąd to przyszło.

I: A przecież Walentynki też przyszły z Ameryki, a jakoś nikt nie robi z tego problemu.

T: Walentynki też są głupim świętem.

B i I: Tak.

B: Gdy byłam dzieckiem nie było Halloween, ale stawiało się dynie w ogrodzie. My mieliśmy tyle dyń ustawionych, że świeczek brakowało. Wzdłuż całego płotu.

I: Wyrzeźbione?

B: Tak! Tatuś zawsze przynosił dynie i każdy rzeźbił swoją, a na drugi dzień mamusia kroiła i robiła kompot z tych dyni.

I: Gdyby w Polsce było obchodzone tak, jak w Ameryce, czy w Wielkiej Brytanii, gdzie dzieci gromadkami chodzą od drzwi do drzwi, każdy dom ma jakieś Halloweenowe ozdoby, ulice są pełne przebierańców, stanowi to część tradycji… To za co byście się przebrali?

B: Ja bym się przebrała za księdza.

T: Za wilkołaka. Albo za niedźwiedzia. Albo za Totoro.

 

SALA LEKCYJNA, PIĄTEK, GODZINY POPOŁUDNIOWE

I: Jak to jest z tym Halloween? Skąd się wzięła zła opinia Kościoła?

K: Myślę, że to nie jest kwestia Kościoła, tylko kwestia odgórnie przyjętej kultury. Halloween jest amerykańskim świętem zmarłych, natomiast my nie mamy czcić zmarłych, tylko mamy czcić świętych, tych którzy osiągnęli niebo, natomiast za zmarłych mamy się modlić. (…) Dlatego Halloween nie wpisuje się w kulturę chrześcijańską i też trochę zatraca tę część oddawaną świętym, a bardziej skupia się na czczeniu zmarłych.

I: Ogólnie mówiąc, to nazwa Halloween wywodzi się od „All hallows’ eve”, czyli „wigilia Wszystkich Świętych”.

K: Tak, ale mówimy o tym, co Halloween ze sobą niesie, a nie o nazwie. W Polsce i w Ameryce tak się przyjęło, że w Halloween dzieci się przebierają za różne postacie związane ze śmiercią, związane z horrorami i chodzą, zbierając cukierki.

Te stroje i cała ta otoczka powodują, że to jest skupienie się na zmarłych i na samym wymiarze śmierci, a w chrześcijańskiej kulturze śmierć to nie wszystko, jest jeszcze zmartwychwstanie.

I: Gdyby pominąć to, że Halloween przyjęło się raczej jako zabawa, niż jako tradycyjne obchodzenie święta, to czy byłoby wtedy lepiej postrzegane?

K: Uroczystość Wszystkich Świętych wbrew pozorom, pomimo mszy na cmentarzu, pomimo modlitwy za zmarłych, jest świętem radosnym. Czcimy wszystkich świętych, czyli, de facto,  forma zabawy nie jest złą formą, natomiast Halloween skupia się na przebraniach, na dyniach, na różnych przepowiedniach i nawet – przynajmniej w amerykańskim wydaniu – praktykach okultystycznych, czyli związanych z wywoływaniem duchów, co z chrześcijańskiego punktu widzenia jest nie do przyjęcia.

I: A czy zdarzyło się księdzu, że jakieś dzieci przyszły na plebanię po cukierki w trackie Halloween?

K: Nie. A przynajmniej nie tam, gdzie ja byłem.

I: A gdyby jakieś dzieci faktycznie przyszły, to co by ksiądz zrobił?

K: Pobłogosławiłbym i odesłał. 🙂

I: Ale to wtedy ksiądz by pewnie otrzymał psikusa.

K: Trudno mi rozważać, co by było, ponieważ jeszcze nigdy nie przyszły(…) Szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się nad tym.

Taką odpowiedzią z ostatnich lat, którą daje Kościół, są (już coraz bardziej popularne) Korowody Świętych. Czyli zabawa, ale zwracająca uwagę na prawdziwy wymiar tego święta, czyli cześć oddawaną Wszystkim Świętym. Dzieci się przebierają nie za duchy, tylko za świętych, za postacie, które czcimy jako święte. Czasem są też bale wszystkich świętych, gdzie we wspólnej zabawie wychwala się Pana Boga poprzez świętych. To jest taka chrześcijańska odpowiedź na Halloween.

(…)

Chciałem zwrócić uwagę, że Halloween jest przestawieniem wartości. My, jako chrześcijanie, czcimy świętych, a w Halloween cześć jest oddawana śmierci samej w sobie, która jest pewnym etapem naszej drogi życiowej, a nie punktem fundamentalnym, więc w samej istocie Halloween nie jest chrześcijańskie.

 

D: Uważam, że to jest bardzo fajne święto. Podobają mi się te wszystkie ozdoby halloweenowe, pajęczyny, krew, wydrążone dynie… W ogóle drążenie dyni to ciekawe zajęcie. Potem przyjemnie jest patrzeć podczas spaceru na różne wzory, czasem śmieszne, czasem straszne. Podoba mi się również pomysł przebierania się, można zrobić sobie zdjęcia, potem obejrzeć jakiś horror….

Jedzenie jest też świetne. W zeszłym roku zrobiłam budyń, który potem ozdobiłam czekoladą, tworząc pajęczynę, a potem pająka z ciastek.

Halloween jest dla mnie dobrą okazją do zabawy, do pośmiania się, do imprezy…

Nie czcimy Szatana, nie wywołujemy duchów, po prostu się bawimy. 🙂

 

 

Jak widać – cztery osoby, cztery opinie. Nie powiem, że któraś jest słuszna, a któraś nie. Wszystkie są ważne. A na pewno nikt Wam nie zabroni wydrążenia dyni, przebrania się, czy pójścia na dyskotekę, jeżeli tylko będziecie chcieli.

W moim odczuciu nie ma nic złego w obchodzeniu Halloween, jednak warto pamiętać, skąd to święto się wywodzi i jaki jest jego oryginalny cel.

Niezależnie od wszystkiego, wesołego Halloween Wam wszystkim!

 

Imponderabilia

 

Dzień Patrona – po raz pierwszy!

Nie będzie przesadnym stwierdzenie, że w środę, 28.09.2016r. w naszej szkole miało miejsce wydarzenie iście historyczne. Było nim pierwsze święto nowego patrona – Rodu Leszczyńskich, ale nie tylko. Uroczystość połączono z obchodami Dnia Nauczyciela oraz ślubowaniem uczniów klas pierwszych, którzy rozpoczynają właśnie naukę w murach Jedynki. Bedąc tego dnia w szkolnej auli, niemożliwym było nie odczuć podniosłej atmosfery – młodzież wystrojona na galowo, znakomici goście tacy jak prezydent miasta pan Piotr Jóźwiak, czy profesorowie, którzy w przeszłości przekazywali swą wiedzę młodym ludziom. Na uroczystości pojawiły się również przedstawicielki Muzeum Okręgowego w Lesznie. Pani Małgorzata Gniazdowska przygotowała wykład pt.:„Dlaczego Leszczyńscy?”, zaś wypowiedź Pani Anny Ciesielskiej została zatytułowana „Nowatorska pedagogika Jana Amosa Komeńskiego”.

Wrażeniami z tego wydarzenia podzieliła się ze mną Pani Profesor Magdalena Kurzacz – Nagły: „Uważam, że świetnym pomysłem jest połączenie ślubowania z Dniem Patrona, ponieważ uczniowie wiedzą dlaczego w przysiędze występują takie, a nie inne słowa, oraz co one znaczą w kontekście historii Leszczyńskich. Jest to rówież okazja, aby uczniowie klas pierwszych dowiedzieli się, a pozostali przypomnieli sobie, dlaczego to akurat Ród Leszczyńskich patronuje naszej szkole.

Natomiast Dzień Edukacji Narodowej również idealnie wkomponował się w środowe święto. Przypomina to, że obowiązek kontynuowania tradycji Leszczyńskich spoczywa nie tylko na uczniach, ale też na nauczycielach, którzy muszą pewne wartości realizować.

Zdanie Pani Profesor podziela też Martyna Kuppe, uczennica klasy ID. Zaciekawiona, jak to wszystko zostało odebrane ze strony ucznia, czy odczucia są podobne do tych moich, zadałam jej podobne pytanie.

Uważam, że była to bardzo szczególna uroczystość. Dzięki niej lepiej poznałam Ród Leszczyńskich, wskazała mi też konkretne wartości, którymi należy się w życiu kierować, aby osiągnąć sukces. Czuję dumę, myśląc, że chodzę do szkoły, która ma tak wspaniałego patrona.

Również ja miałam okazję, a właściwie prawdziwy zaszczyt powtarzać słowa przysięgi za Panią Dyrektor Kochanek. Jestem pewna, że wspomnieniami będę wracać do tej właśnie chwili nie tylko przez cały czas nauki w ILO, ale również długo, długo od momentu, w którym dobiegnie ona końca.

 

Dagmara Janowska

Pieśń Strachu – prolog

W naszym świecie nie ma dobra i zła, są jedynie ludzie, którzy zasługują na potępienie lub chwałę, tego uczymy się przez całe życie. W Skovarlden nie ma sądów, tym, który osądza, był Iljug, stwórca świata i wszystkiego, co go otacza. Najstarsze opowieści głoszą, że Wieloimienny, zanim stworzył naszą krainę, tworzył inne. Pełne były one przedziwnych stworzeń, rodem z koszmarów. My, plemiona Vagamańskie, byliśmy jedynie wynikiem zabawy wcieleń Boga. Opowiada o tym jedna z licznych legend, jednak tę przyjmuje się jako najprawdziwszą, tę, która ma w sobie pierwotny ogień pradawnych czasów.

„Człowiek został stworzony ostatni, jako narzędzie do zabawy dla istot, które zabijały dla przyjemności, ludzie byli stworzeni do bycia celem… Byli słabi, nie mieli kłów, pazurów ani sierści do ochrony przed zimnem… Byli więc podistotami, które można było gnębić… Zwierzęta i inne poczwary bawiły się nami, używały nas jako ruchomych celów dla swojego potomstwa. Tułaliśmy się po całym świecie jak zjawy, nie mając wyznaczonego celu ani użytku. Pewnego dnia jedno z wcieleń Iljuga, Brajock, podpowiedział, by urozmaicić pobyt na aktualnym świecie i dać najgłupszym zwierzętom to, co najcenniejsze: rozum i świadomość swojego istnienia. Tak też zrobił i uśpił wszystkich spośród nas, a gdy się obudziliśmy, zadziwiliśmy się, w jak ciekawym żyjemy świecie. Jednak ataki na nas nie ustały, więc musieliśmy się bronić. Poznaliśmy zasady łowów, zachowania zwierząt, nauczyliśmy się wyrabiać broń i ubrania… I wypowiedzieliśmy naturze wojnę. Zaczęliśmy atakować, ustanawiać swoje prawa i rządy, podbijać i zabijać… Gniazda, jamy, lasy płonęły dniami i nocami, a agonalne skowyty i piski tylko dodawały mocy krzyków i bębnów ludzkości. Bóg był nami zafascynowany, był strasznie ciekawy co zrobimy dalej.”

Po tym jak przestaliśmy się obawiać zwierząt, chować w nocy po domach i umierać z głodu, zaczęliśmy głębiej odkrywać to, co było zapisane w Skovardlen. Zrozumieliśmy, że prócz Hensulii występują inne wyspy, które jednak znacznie ustępują wielkością i zdatnością do życia. Dotarliśmy do wszystkich, do tych najmniejszych, najmniej przyjaznych, wyznaczyliśmy wzajemne terytoria i granice. Świat powoli zaczynał być za mały na to, by każdy miał jego kawałek. Podzieliliśmy więc ziemie na obszary, które należały do większych grup, każda z tych grup miała swojego przywódcę, który był wybierany dożywotnio. Jednak zgrzyty pomiędzy grupami były ogromne i wkrótce rozpoczęli plądrować się nawzajem. Zaczęli się wyniszczać i pochłaniać. Iljug to zauważył i skarał Girditę za to, że nadała ludziom niepożądanych cech. Nie wszyscy spośród nas byli chciwi i źli, Wieloimienny to zauważył, dlatego stworzył Macum, by ostrzec nas przed postępowaniem wbrew jego woli. Do pilnowania tych, którzy ośmielili się umrzeć w chciwości i gniewie wykreował demona zwanego Shanguo, który był tym, którego baliśmy się najbardziej. Nie potrzeba było dużo czasu nim Shanguo zbuntował się i stał się posłuszny samemu sobie. Zaczął rządzić twardą ręką w swoim niegodziwym królestwie, gdzie torturowano i poddawano okrutnej przemianie złe ludzkie dusze. Wkrótce Macum urosło do niewyobrażalnych rozmiarów i demon nie mógł nim rządzić w pojedynkę, gdyż nie był Wieloimiennym. Dlatego, wykorzystał najniegodziwsze dusze i ulepił z nich swych 3 synów: Bedrala, Groka, Hogbena. To własnie oni mieli pomóc mu w swoim dziele.. Przeliczył się. Trójka braci uknuła plan przejęcia Pustki z rąk ojca. W tym samym czasie na świecie minął ogrom czasu, a my wciąż się zabijaliśmy o błahostki. Ojciec zabijał syna, brat zabijał siostrę. Iljug nie mógł znieść tego dłużej, wysłał cząstkę siebie jako ostrzeżenie przed jego gniewem. Nad największym miastem zawisła ogromna kula, która świeciła niczym Słońce, oślepiała nasze brudne i przestraszone twarze. Nie byliśmy w stanie zrozumieć tego co ma nam do powiedzenia nasz stwórca, więc wstąpiliśmy na ścieżkę wojenną z samym Bogiem. Pierwsze mordy nastąpiły w północnych miastach położonych wysoko w górskich przełęczach. Niedługo potem widziano wielu z nas, którzy uciekali ku południu z paniką w oczach gdyż „widzieli samą Śmierć”. Wszystkie grupy, plemiona i klany zebrały się w dolinie Vaminis, aby omówić wspólne zagrożenie, które nadchodzi z północy. Większość spośród Wielkich Wodzów zgodzili się, że w obliczu takiego wroga należy zjednoczyć armię, by wspólnie przeciwstawić się i przetrwać. Wszyscy ruszyli na wielką pielgrzymkę zwaną później Weglang podczas której to każdy napotkany mąż miał obowiązek dołączyć się do wspólnej walki. Droga była długa i niebezpieczna, wielu nie wytrzymało pochodu na północ. Ci, którzy dotarli odprawili pieśń za zmarłych tańczyli całą noc wśród świateł ognisk do rytualnych bębnów, a gdy nastał świt, stanęli razem w szrankach. Na przedzie stali najwięksi i najsilniejsi, uzbrojeni w wzmocnione tarcze i włócznie długie na cztery  łokcie. Zaraz za nimi stali mniejsi, z tym co zabrali ze sobą i co nadawało się do walki. Na końcu chłopcy mierzący prymitywnymi łukami i procami, mierząc w las ze strachem w oczach. Byliśmy przygotowani na wiele, ale tego się nie spodziewaliśmy…

 

Maksymilian Stępczak

 

 

 

 

 

Krótki artykuł o wakacjach

 Chodzimy grzecznie codziennie do Szkoły, uczymy się, rozmawiamy z przyjaciółmi, uczestniczymy w kółkach zainteresowań…

Miesiące przelatują jak przez palce.

Aż tu nagle, niewiadomo skąd, zbliża się koniec roku szkolnego. I co teraz? Co począć?

Dokąd iść? Jak żyć?

Jestem przekonana, że znaczna większość z was doskonale wie, co robić.

Chociaż niektórzy nie planują niczego. Po prostu cieszą się na myśl o niekonieczności wstawania rano do szkoły.

Co właściwie stanowi wyznacznik wakacji? Dla niektórych to słońce i plaża.

Dla innych to szlaki górskie i niekończące się lasy. A dla kolejnych: łóżko i łóżko. 😉

Warto pomówić trochę więcej o tym cudownym okresie, którego sama nazwa wywołuje tysiące przyjemnych skojarzeń.

 

Kiedyś mówiono nie wakacje (l.mn.), lecz wakacja (l.poj.)– czyli doroczny okres,

w którym zawieszane są zajęcia.

Jak powszechnie wiadomo, wakacje to wynalazek starożytnych Rzymian, więc nic dziwnego, że ich nazwa wywodzi się z łaciny:

Vacatiouwolnienie, oswobodzenie.

 

Wydaje nam się oczywiste, że wakacje trwają dwa miesiące, lecz nie jest to wcale

takie powszechne, jak mogłoby się wydawać.

 

Terminy wakacji w niektórych krajach Unii Europejskiej:

Wielka Brytania: 19.07. – 31.08.

Hiszpania: 1.07. – 9.09.

Francja: 5.07. – 30.08.

Rosja: 30.05 – 31.08.

Niemcy: (zależnie od landu)

  • najwcześniej Dolna Saksonia i Brema: 23.06. – 3.08.
  • najpóźniej Bawaria: 30.07. – 12.09.

 

Wnioski?

Najlepiej chodzić do szkoły w Rosji, żeby pod koniec sierpnia przeprowadzić się do Bawarii. 😀

 

Fakt, że wakacje funkcjonują nie tylko w szkole, ale i w zakładach pracy jako urlop,

ludzkość zawdzięcza holenderskim robotnikom, którzy w 1910 roku walczyli o wolny od pracy tydzień, za który dostawaliby normalną pensję.

I, o dziwo, owe działania zakończyły się sukcesem! Sytuacja zyskała rozgłos i kilka lat po Holandii prawo do urlopu zdobyła Wielka Brytania, potem Francja i Szwajcaria.

W Polsce urlopy wprowadzono w 1949 roku. I funkcjonują do dzisiaj, choć podejrzewam, że większość z Was to wie.

 

Niezależnie od tego, jak kto zamierza wykorzystać swój wolny czas, redakcja Zajawki życzy Wam niebanalnych, przygodowych i doskonałych do opowiadania wakacji!

Do zobaczenia we wrześniu! 🙂

 

Imponderabilia

Zjednoczone Emiraty Arabskie

Zjednoczone Emiraty Arabskie to państwo położone nad Zatoką Perską i Omańską, w którego skład wchodzi siedem emiratów: Abu Zabi, Dubaj, Szardża, Adżman, Umm al-Kajwajn, Ras al-Chajma i Fudżaraja. Religią panującą jest islam, który obejmuje prawie 80% społeczeństwa. Kraj ten jest federacją emiratów, co znaczy, że władzę prawują: prezydent szejk, premier szejk oraz emirowie. Władza jest dziedziczna. Zjednoczone Emiraty Arabskie posiadają dobrze uzbrojoną armię, a gospodarka bardzo dobrze się rozwija, dzięki wydobyciu ropy naftowej.

Dubaj jest pięknym miastem. Posiada nowoczesną architekturę – większość budynków to oszklone wieżowce. Jednym z nich jest Burdż Chalifa – czyli najwyższy budynek na świecie, mierzący aż 828 metrów oraz 163 piętra. Inspiracją dla projektanta były motywy roślinne oraz elementy charakterystyczne dla islamskich budowli.

W Abu Zabi znajduje się Wielki Meczet Sheikh Zayed, który jest utrzymany w bieli i złocie. Jest to niesamowity obiekt pod względem architektonicznym, ponieważ posiada wiele kopuł o różnych wielkościach. Przez liczne okna wpadają promienie słońca, które odbijają się w zdobionych 24 karatowym złotem żyrandolu. Znajduje się tu największy na świecie ręcznie tkany dywan. Pomimo wielkich rozmiarów budowla wydaje się lekka,  jakby unosiła się pod niebo, dzięki licznym oknom. Przy świątyni znajduje się imponująca biblioteka z książkami o sztuce, religii i nauce islamskiej.

Wyspy palmowe to kompleks trzech sztucznych wysp w okolicach Dubaju. Z lotu ptaka wyglądają jak te egzotyczne drzewa. Atrakcja ta była bardzo droga oraz powiększyła linię brzegową o ponad 600 km. Jest to bardzo ekskluzywna część miasta, w której znajdują się liczne hotele, spa, parki rozrywki i centra handlowe. Jest to idealne miejsce na odpoczynek na plaży oraz zakupy.

Katarzyna Szałaj

 

All hearts are broken

Z przeznaczeniem problem był taki, że cokolwiek zrobiłeś, prędzej czy później okazywało się to złe, jeśli mu nie odpowiadało. Mogłeś wyrzec się samego siebie, poświęcić wszystko, co posiadałeś i czego nie, łącznie z własną godnością i to nadal nie wystarczało. Ktoś kiedyś powiedział, że twoi przyjaciele muszą polec, jeśli ma nastać nowe jutro.

A co z kochankami?

 

*

 

Kurz ciężko opadł mu w płucach. Przez powieki przebił się promień błękitnego światła. W zasadzie tylko przez prawą powiekę – był to bardzo mały promień, a on leżał na brzuchu, przywalony resztkami gruzu, wciąż kurczowo trzymając kołnierz marynarki i osłaniając głowę rękami, choć od ostatniego poruszenia w tym miejscu minęło co najmniej kilka godzin. Jego dłonie opadły na ziemię, zbierając piasek w garści, mięśnie drgnęły, głos odmówił posłuszeństwa. Gwałtownym ruchem przewrócił się na plecy, sycząc z bólu, oczy wciąż miał zaciśnięte, ale po przetarciu brudnymi palcami otworzyły się. Przechylił się w prawo, kaszląc zawzięcie. Kurz i pył. Nawet za życia nie dają nam spokoju. Kasłanie ustało, urywany oddech nabrał regularności, obraz – jakby ostrości. Odeszłam, zanim mnie zobaczył.

 

*

 

– Niebezpieczna to rzecz, nagle wiedzieć tyle o sobie. Kim byłeś, kim jesteś i kim będziesz. Człowiek żyje zazwyczaj tym, że nigdy nie wie, zawsze pragnie się dowiedzieć. I uczynki uzasadnia niewiedzą.

– Zawsze wiedziałem. Coś wiedziałem. Wystarczająco wiele, aby nie móc się usprawiedliwić.

– A więc obarczanie tym wszystkim przeznaczenia nie wchodzi już w grę?

– Wchodzi. Ale niczego nie ułatwia. To w końcu i tak moje decyzje.

– Niczego nie zmienią, twoje czy moje.

– Gdyby ludzie zawsze tak powtarzali, gdzie bylibyśmy teraz?

– Masz świadomość, to ponoć wielka broń.

– Co mi po niej, zrobiłbym to samo i bez tego. Pozostaje tylko gorycz wiedzy, którą posiadasz tylko ty i nikt inny nie może jej zrozumieć. Rozumieć nie znaczy być szczęśliwym.

– Powiedzieć ci prawdę? Świadomość to porażka. Niezdolność do niewiedzy. To pełnia poczucia porażki. Nie odczuwasz niczego innego.

– Wszystko dlatego, że przeznaczenie kpi z nas. W bajkach koniec był dobry, jakkolwiek ktoś narozrabiał.

– W życiu koniec jest zawsze zły, jakkolwiek się starasz.

– Mam coś gonić?

– Prędzej kogoś. Ale co ja mogę o tym wiedzieć?

– …

– Tak?

– Nie odchodź.

– Dlaczego? Przecież nie ma tu już dla mnie miejsca. Poza tym – ja już odeszłam. Nikt nie odchodzi dwa razy. Jeśli raz, to już na zawsze.

 

*

 

Pola bitwy są straszne. Nie ma w tym ani niedopowiedzenia, ani przesady. Straszność może być przeróżna i na tym polega jej straszność. Pole jest raz pełne, raz puste, krew ciepła i obrzydliwa, namioty szpitalne głośne i cuchnące, krzyki smutne i radosne, pochody żałobne i zwycięskie, korony drogie i zimne.

 

Pełnia, pustka, ciepło, ohyda, hałas, smród, smutek, radość, żałoba, zwycięstwo, cena, chłód – to wszystko jest straszne.

 

Pola bitwy są straszne.

 

Nigdy do nich nie przywykasz, wciąż masz dreszcze, albo umierasz. Zwyczajnie lub wewnętrznie, sursitaire. Chyba, że rodzisz się rycerzem.

 

***

 

– Rycerze są aż tak źli, czy aż tak dobrzy, pani profesor?

– I tacy, i tacy.

 

***

 

Zebrało mu się na wymioty, ale nie skłoniło go to do odejścia. Okrzyk, deszcz, błyskawica. Ogień… ognia tu nie ma, ale gdzieś był, przecież go czuł. Ciała nie były ludźmi, były ciałami, nawet jeśli któraś z twarzy miała znajome rysy. Minął wielu i powalił wielu i nie chciał się zastanawiać, bo wtedy mógłby przestać, a to nie wchodziło w grę. Nie mógł przegrać. Nie chciał wierzyć, że może. Że mógłby.

 

Za późno. Zawsze jest za późno. Na coś zawsze zdążysz, ale na coś zawsze jest za późno.

 

Nie chciał być świadomy. Tego wszystkiego. Nie chciał, ale był.

 

Myślał, że ma wpływ na wszystko, ale wszystko wymykało mu się z rąk.

 

Król leżał na samym środku, jakby grawitacja i przypadek zakpiły sobie z niego. Jakby przeznaczenie pokazało mu, że nikt nie uchroni się przed nim, nawet ktoś leżący pośrodku, nawet ktoś, kto go szuka.

 

Wszystkie serca prędzej czy później są złamane. Dlaczego się przejmowaliśmy?

 

*

 

Krew, wszędzie krew, nie unikniesz krwi. Nawet jeśli nie lubisz jej słodkiego zapachu i metalicznego posmaku. Nawet jeśli jej nie przelewasz. I nawet jeśli nikt nie przeleje twojej.

Choćby w snach.

 

*

 

Przepaść nie wydaje się tak straszna. To nic, to tylko natura, to jest tylko trochę niżej, niż kroczą twoje stopy. Nie ma niczego strasznego w przepaści, wszystko o niej wiesz. Jesteś nawet świadom, co przepaść znaczy i jak się kończy.

Odchodzisz. ..

Wcale nie płakałam, może tylko trochę.

 

*

 

Jego pocałunek smakował krwią, którą przed chwilą wypluwał, ale wciąż był znajomy. Uścisk dłoni zelżał mimo wszystko, mimo „kocham cię” wyszeptanego w gorączce.

 

To wszystko miało jakikolwiek sens?

Nie pytaj tak, wszystko ma sens, nawet porażka.

 

*

 

Król umarł, odszedł, przepadł. Zamknął oczy i przestał oddychać. Tak po prostu. Jak to mają w zwyczaju ludzie. W śmierci nie ma nic nadzwyczajnego, choćbyś był najniezwyklejszym człowiekiem.

Jednak w samym fakcie jest coś, jest pustka (a pustka to przecież strach).

On czuje więc strach, przejmujący, niewyobrażalny, ściskający serce, dławiący gorzkimi łzami.

 

Płakał i płakał, całkowicie bez końca i bez nadziei.

 

Przeznaczenie wygrało, przecież wiedział od początku, że tak będzie. Był świadom.

 

*

 

Och, nie płacz, kochanie. To nie jest jedyne rozwiązanie. Może jutro obudzisz się w całkiem innym świecie.

Jutro może być całkiem inna rzeczywistość, gdzie nie ma strachu. Przynajmniej nie tyle i nie takiego.

Jutro może być za tysiąc lat, albo po kolejnym wschodzie słońca.

Jutro możesz zawołać i wróci do ciebie. Lub po ciebie.

 

Mówiłam, że nikt nigdy tak naprawdę nie wraca, jeśli odejdzie. Kłamałam, bo cię kocham. Mam rację co do siebie – ja nie wrócę. Nie mogę.

Ale niektórzy czasem nie mogą zostać. Muszą wrócić. A żeby wrócić, trzeba najpierw odejść.

 

*

 

– Mogę prosić cię o radę?

– Możesz, zawsze. Ale ja nie muszę odpowiadać lub mogę zrobić to źle. Nie polegaj na mnie, to zależy od ciebie, co zrobisz.

– Ale zapytać nie zaszkodzi.

 

 

***

– Myślisz, że On zrobiłby to?

 

Dziewczynka zakołysała się na krześle, zabawnie przekrzywiając głowę, aby lepiej przyjrzeć się motylowi na parapecie.

 

– Poświęciłby swój wspaniały, nieśmiertelny umysł i moc… przepaści. Zwykłej, nudnej przepaści.

– Myślę, że tak, zrobiłby to. Gdyby ją kochał bardziej niż Króla, tak, zrobiłby to. Ale w takim razie to opowieść o czymś całkiem innym. Wcale nie o rycerzach.

 

Pani profesor pokiwała głową, gładząc dłonią brzeg skórzanej oprawy książki.

 

– W pewnym sensie i tak wpadł w przepaść. Czasu.

– Ależ nie – uczennica potrząsnęła jasną grzywką. – Przecież dziś jest jutro. Czy niczego się pani nie nauczyła?

 

Kamila ‚Megalcarwen’ Matuszewska

Najpopularniejsze błędy językowe

Tak, zdajemy sobie sprawę, że są poważniejsze problemy na świecie, niż zawracanie głowy jakimiś bezużytecznymi zasadami.

Polityka, wybory, wojny, pokoje, płyty, panele…

Ale maturę z języka polskiego wszyscy zdajemy, nieprawdaż? I na razie się nie zanosi na jakieś zmiany w tej kwestii.

Poza tym nie widzimy powodów, by kaleczyć nasz piękny, różnorodny i barwny język. Bo i po co?

 

Włanczać

Włączać

Jedna z najczęstszych i najbardziej wyprowadzających z równowagi umysłowej przyczyn krwawienia uszu.

Zdajemy sobie sprawę, że jest to błąd typowo fonetyczny. Nie wynika z niewiedzy, po prostu o wiele łatwiej wypowiedzieć „an”, niż „ą”. W takim wypadku proponujemy wymowę „on”. Tzn. mówić „włonczać”, zamiast „włanczać”.

Nadal jest to błąd, ale już nie tak drażniący.

 

Dwutysięczny piętnasty

Dwa tysiące piętnasty

 

Błąd, który jak widmo krąży po naszej Szkole.

Szanowni czytelnicy! Rok dwutysięczny faktycznie istnieje. A raczej istniał. Był to rok 2000. I żaden inny. Zaraz po nim był rok 2001, czyli dwa tysiące pierwszy. Odmieniamy tylko pierwszy człon. Bitwa pod Grunwaldem miała miejsce w tysiąc czterysta dziesiątym roku, a nie w tysięcznym czterysta dziesiątym roku.

To nawet trudno się wymawia.

 

Wziąść

Wziąć

Na miłość Boską! Nie powielajmy błędu Szanownej Pani Profesor Pawłowicz! Cytując Profesora Miodka: „Wziąć jest od brać, a nie od kraść.

Pisze

Jest napisane

 

Jeżeli ktoś nam mówi, że „pisze na tablicy”, to automatycznie pytamy: „Kto?”

Pisać może osoba, ale tekst został napisany przez kogoś. Sam nie byłby w stanie tego zrobić.

 

Poszedłem

Poszedłem

 

Klasyk. I największe przekleństwo chłopaków, których uderzała ta oburzająca niesprawiedliwość. („ale dziewczyny mogą!”)

No cóż, panowie. Pozostaje jedynie zacisnąć zęby i jakoś przełknąć tę ujmę na godności.

 

5 październik

5 października

 

Gdy mówimy „Dziś jest 5 październik”, to oznacza to coś powtarzane cyklicznie co roku tego samego miesiąca (w tym przypadku piąty raz). A gdy chcemy poinformować kolegę, że kartkówka jest 9.11. to mówimy „dziewiątego listopada”    lub „dziesiątego”, jeżeli chcemy go oszukać.

 

Tą książkę

Tę  książkę

 

Mimo iż językoznawcy dopuścili tę formę w mowie potocznej, to jednak w pracach pisemnych wciąż jest to błąd. Dlatego proponujemy stale używać tej poprawnej wersji. Jak to zapamiętać? Proste, musi się rymować.

„Widzisz tę dziewicę?”

„I co, dalej jest tą dziewicą?”

Ba-dum tss

 

Czekaj za mną

Czekaj na mnie

 

Gdybyśmy umiały rysować, wstawiłybyśmy tu odpowiedni satyryczny obrazek.

Ale nie umiemy.

W każdym razie, gdy ktoś do nas powie „czekaj za mną”, chcąc spełnić jego prośbę, posłusznie za nim stanąć i czekać.

Wówczas jeszcze nie wiemy na co, ale liczymy, że kolega jest na tyle uprzejmy i nam powie.

 

W cudzysłowiu

W cudzysłowie

 

To jest tylko i wyłącznie kwestia poprawnej odmiany, nic więcej.

Wiemy, że ta pierwsza forma brzmi tak jakoś… lepiej? Melodyjniej?

Lecz pamiętajmy, że nie wszystko co piękne, jest poprawne.

Łatwo zapamiętać tę zasadę, powołując się na rów. Nie mówimy „jak krowie na rowiu”, lecz „jak krowie na rowie, prawda?

Istnieje jeszcze jedna, łatwiejsza forma do zapamiętania. Mianowicie cztery litery…

Resztę dopowiedzcie sobie sami.

 

Oddziaływujący

Oddziałujący/oddziaływający

 

Błąd, błąd, błąd.

Po prostu błąd.

Tworzymy jeden niepoprawny wyraz z dwóch poprawnych.

W tym przypadku, wbrew zasadom matematyki, plus dodać plus daje minus.

———————————————————————————————-

I to tyle z naszej strony.

Nie jest to trudne, a zastosowanie się do tych rad spowoduje, że ten mały, polski świat stanie się lepszym miejscem.

Przynajmniej dla nas, autorek.

Takie już jesteśmy, ciągle narzekamy, a same spadamy w dół.

Marta Wejman, Paulina Andrzejewska

Jak postrzega świat współczesny nastolatek?

Nigdy nie myślałam, że życie w ciele nastolatki często będzie takie trudne…

Mając prawie 16 lat, zaczęłam myśleć nad sensem ludzkiego istnienia i wpadłam do przepaści zwanej ŻYCIEM. Jako mała dziewczynka widziałam samo dobro niosące się z ludzkich serc,
a świat był po prostu kolorowy, można powiedzieć, że na każdym kroku się do nas uśmiechał.
Teraz już tego nie ma.

Całą ziemię opanował czas smutku, łez i agresji…

Nie ma już barw – są szarości.

Czy czasy beztroskiego „dzieciństwa” powrócą?

Przestałam już w to wierzyć, ufać komukolwiek…

 

Nastolatków napadli złodzieje kradnący nasze uczucia i w zamian dali problemy, mówiąc, że z nimi będzie nam lepiej. Kłamstwo! Problemy wyniszczają od środka, stajemy
się wrakami… Dobijający jest też fakt, że nikt nie widzi naszego wołania o pomoc, nawet nasi rodzice… Jednocześnie chcemy mieć w kimś oparcie, powiedzieć wszystko co ciąży nam na duszy, ale boimy się reakcji innych, boimy się odrzucenia, które znajduje się na każdym kroku.
Ze wszystkim jesteśmy SAMI.

Życie, świat przeobrażają się w ŚMIERĆ.

Czarne myśli, ubrania – wszystko.

Jeszcze trochę, a na naszej planecie nie będzie uśmiechniętych dzieci, będą smutne albo po prostu skrócą swoje cierpienie wewnętrzne.

 

Do tego to wszystko zmierza?

 

Do licznych samobójstw?

 

Bo tak wygląda życie współczesnego nastolatka – jego już nie ma, jest tylko czekanie.

 

„Życie to nowoczesna bajka, bez szczęśliwych happy endów…”

 

Weronika Kantorska